Reklama

Ks. Stefan Niedzielak i jego parafia

2019-01-16 11:02

Wojciech Bobrowski
Niedziela Ogólnopolska 3/2019, str. 42-43

Grzegorz Boguszewski
Ks. Stefan Niedzielak prezentuje bp. Władysławowi Miziołkowi odnowioną kaplicę Loretańską (lata 60.)

Na temat ks. Stefana Niedzielaka napisano wiele artykułów i opracowań historycznych. Omówiono wiele tajemnic związanych z jego tragiczną śmiercią, z działaniami na rzecz upamiętnienia ofiar Polaków poległych i pomordowanych na Wschodzie, z jego misją obrońcy prawdy i świadka historii. Najmniej można spotkać informacji o pracy tego kapłana jako duszpasterza i proboszcza. Niekiedy też te szesnaście lat pracy w parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze jest uważanych za mniej aktywny okres w życiu księdza. Sama nominacja na funkcję proboszcza w peryferyjnej dzielnicy Warszawy jest traktowana jako jego wycofanie się z głównego frontu starcia polskiego Kościoła z komunizmem. W mojej opinii, jest to pogląd całkowicie błędny. Myślę, że w parafii z kościołem przy ul. Ratuszowej ks. Stefan Niedzielak sprostał wielkiemu wyzwaniu i przeżył najlepsze lata swojego kapłaństwa. Słowa te kreślę jako naoczny świadek.

Najstarszy zabytek sakralny warszawskiej Pragi

Jest nim kościół Matki Bożej Loretańskiej przy ul. Ratuszowej. Powstał on w latach największej świetności i bogactwa stołecznej już wówczas Warszawy, w czasie panowania dynastii Wazów. Zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem był on kaplicą przy wielkim kompleksie klasztornym Zakonu Franciszkanów, a dokładniej tej ich gałęzi, która na ziemiach polskich nazywana jest Bernardynami. Praga była wówczas odrębnym miastem, a ulicy, przy której mieścił się miejski magistrat, nadano nazwę Ratuszowa. Dochodzi ona prostopadle do samej Wisły, a na jej przedłużeniu po drugiej stronie rzeki w dzielnicy Stare Miasto spotykamy ul. Mostową. Nie jest to przypadek, gdyż za panowania Zygmunta Augusta, ostatniego z Jagiellonów, właśnie tu zbudowano pierwszy warszawski most przez Wisłę. Kaplicę, zwaną Domkiem Loretańskim, wzorowano na słynnym „Domu Maryi” z włoskiego Loreto. W środku domku ustawiono słynną figurę Matki Bożej Loretańskiej i otoczono ją krużgankami. Cały obiekt starannie wykończono w stylu epoki, a był to już barok. W 1644 r. oddano kaplicę do użytku zakonnikom oraz okolicznym mieszkańcom. Stan ten przetrwał tylko kilkanaście lat. Rzeczpospolita wkraczała właśnie w jeden z najbardziej tragicznych okresów w swojej historii, znany nam z sienkiewiczowskiej Trylogii. Podczas tych i następnych wojen, tj. powstania kościuszkowskiego (rzeź Pragi) i kampanii napoleońskich, bogate handlowe miasto Praga zostało doszczętnie zniszczone. Na jego miejscu rozciągają się dziś Park Praski i warszawskie zoo. Z całego zespołu zabudowań klasztornych cudem przetrwał do naszych czasów jedynie Domek Loretański, w 1941 r. podniesiony do funkcji kościoła parafialnego.

Proboszcz „czerwonej Pragi”

W lutym 1961 r. ks. Stefan Niedzielak został proboszczem tej właśnie parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze. Jego poprzednik – ks. Antoni Haze przekroczył już osiemdziesiątkę, a pracował tam od prawie czterdziestu lat. W zapiskach „Pro memoria” z sierpnia 1952 r. kard. Stefan Wyszyński zamieścił zdanie: „Jest to człowiek, którego koniecznie trzeba zmienić, gdyż nie ogarnia już całości sprawy”. Jednak burza, która wówczas narastała nad polskim Kościołem, spowodowała, że było to możliwe dopiero prawie dekadę później. W tym czasie parafia powiększyła się wielokrotnie, na jej terenie wyrosła nowa dzielnica, taka warszawska Nowa Huta, a ze wszystkich podwórek słychać było głosy dzieci. Jej mieszkańcy pracowali m.in. w pobliskiej Fabryce Samochodów Osobowych i w Hucie Warszawa, była też duża grupa osób związanych z resortami siłowymi ludowego państwa. Włodarze PRL-u tak mocno troszczyli się o kręgosłup ideologiczny mieszkańców tej dzielnicy Warszawy, że wybrali ją na miejsce zamieszkania dla kilkudziesięciu rodzin hiszpańskich komunistów, gotowych do budowy czerwonego raju nad Wisłą. W założeniu mieli oni być awangardą postępu, a że nie do końca się udało, to już inny temat.

Reklama

Nowy proboszcz zderzył się z wieloma problemami. Pierwszy to szczupłość miejsca w samym budynku kościoła i w salach katechetycznych. O skali wyzwania może świadczyć liczba dzieci, które zapisały się na katechizację. W 1961 r. wzrosła ona z 1350 do 2500 (dane z kroniki parafialnej). Liczby te wydają się dziś nieprawdopodobne.

Ks. Niedzielak zadziałał tu wielotorowo. Zagospodarował on jako salkę lekcyjną każdą wolną powierzchnię w kościele i na plebanii. Po dwóch latach wzniósł też niewielki parterowy budynek katechetyczny. Pokonawszy dziesiątki przeszkód natury administracyjnej, zwykle celowo tworzonych, mimo braku materiałów budowlanych, dokończył odtworzenie północnego krużganku świątyni i zbudował zadaszenie przed jej głównym wejściem. Ta ostatnia inwestycja była często krytykowana, gdyż wiata zasłaniała piękny barokowy kościół. Jednak zadaszenie okazało się bardzo funkcjonalne zwłaszcza podczas udzielania tysiącom praskich dzieci sakramentów I Komunii św. i bierzmowania. Po kilkunastu latach, gdy fala powojennego wyżu demograficznego odpłynęła już z nowej dzielnicy, wiata przestała być potrzebna i została rozebrana.

Życie parafii

Lata 60. ubiegłego wieku to czasy II Soboru Watykańskiego i wprowadzania reformy liturgicznej w całym Kościele. Język polski oraz postawa stojąca podczas Mszy św. były dużą zmianą. Stały się one częstym tematem niedzielnych kazań naszego proboszcza. Zwracał on też uwagę na to, czy wierni nauczyli się dialogu z kapłanem podczas Mszy św. Najczęściej jednak były komentowane kazania wygłaszane z okazji skasowanych przez komunistów świąt narodowych, jak 11 Listopada lub 3 Maja, oraz rocznic najważniejszych dla każdego Polaka wydarzeń historycznych. W czasie grudniowej masakry na Wybrzeżu w 1970 r. ks. Stefan Niedzielak intonował Suplikacje. Wiele młodych osób zamieszkujących Pragę właśnie od niego dowiedziało się prawdy o katyńskiej zbrodni. Na reakcję władz nie trzeba było długo czekać. Już we wczesnych latach 60. zakazano procesji eucharystycznej ulicami dzielnicy w uroczystość Bożego Ciała. Podczas wielu nabożeństw sprawowanych na dziedzińcu kościelnym krążyły wokół samochody milicyjne z przeraźliwym sygnałem dźwiękowym. Jednak gdy czytałem kroniki parafialne udostępnione mi przez obecnego proboszcza ks. Zbigniewa Klocha, na próżno szukałem jakichkolwiek śladów tych wydarzeń. Ks. Niedzielak miał świadomość tego, że wszystko, co napisze, może być użyte przeciw niemu. Na temat jego intensywnej działalności w konspiracji w czasie II wojny światowej czy po jej zakończeniu nie wiedzieliśmy nic. Można powiedzieć, że nigdy się nie ujawnił. Podobnie postępowało wielu Polaków, jego rówieśników, którzy nawet po 1989 r. mówili: „Ja walczyłem dla Polski, a nie dla emerytury” – zachowywali swoją historię z lat okupacji często tylko dla siebie.

Ks. Stefan Niedzielak nie był sam, zawsze w parafii wspierało go kilku wikariuszy należących do pokolenia kapłanów, którzy wstępowali do seminarium w najczarniejszych stalinowskich latach. Myślę, że mieli świadomość, jaka może być cena wejścia na drogę kapłańskiego powołania. Warunki w seminarium na Krakowskim Przedmieściu były wówczas gorzej niż skromne, niekiedy doskwierał głód, i to nie tylko w Wielkim Poście. W sąsiednim budynku Dziekanki, zabranym przez komunistów Kościołowi, otwarto klub nocny. Wieczorami aż do godzin porannych rozlegały się tam głośne, ostre dźwięki. Klerycy nie mogli spokojnie spać ani się uczyć. Myślę, że pokolenie moich dzieci spotkało mniej tak mocnych świadectw wiary jak moje. Nasz proboszcz bardzo wspierał sport, sam dużo chodził, dobrze pływał. Aprobował wakacyjne wyjazdy na spływy kajakowe studentów i młodzieży, także inne inicjatywy, np. zespół muzyczny. Prymas Wyszyński po opłatkowej wizycie w naszej parafii zapisał w dzienniku „Pro memoria”: „Odwiedziłem Dom Ks. Emerytów przy ul. Ratuszowej i Ks. Dziekana Niedzielaka...”, i dodał: „(...) oraz zespół perkusyjny robiący wiele hałasu w piwnicach plebanii”. Jest tam także wiele wzmianek o pracy ks. Niedzielaka w roli dziekana dekanatu Praga Północ. Wynika z nich, że zadania te traktował bardzo poważnie.

„Non omnis moriar...” – Nie wszystek umrę...

Z kapłanów posługujących w parafii Matki Bożej Loretańskiej w latach 60. czterech zginęło śmiercią tragiczną. Najpierw dwaj wikariusze, którzy z wielkim oddaniem prowadzili duszpasterstwo młodzieży i studentów, zmarli w wyniku wypadków samochodowych, następnie ks. Niedzielak został zamordowany przez nieznanych sprawców w swojej następnej parafii na Powązkach (20 stycznia 1989 r.). Ks. Zdzisław Król, jako ostatni z nich, zginął w katastrofie smoleńskiej (2010 r.). Okoliczności śmierci co najmniej trzech z tych kapłanów nie są do końca wyjaśnione. Jednak wszyscy oni pozostali w naszej wdzięcznej pamięci, a przez świadectwo, które dawali, mieli pozytywny wpływ na nasze życie. Dawni uczestnicy Duszpasterstwa Akademickiego z parafii Matki Bożej Loretańskiej na warszawskiej Pradze są dziś animatorami lub uczestnikami katolickich wspólnot formacyjnych na trzech kontynentach. Dlatego też z inicjatywy młodzieży parafialnej z czasów ks. Stefana Niedzielaka skwer w narożniku Parku Praskiego przy kościele Matki Bożej Loretańskiej nosi jego imię. W 30. rocznicę tragicznej śmierci naszego Proboszcza dzięki staraniom obecnego gospodarza parafii ks. Zbigniewa Klocha w kościele zostanie też wmurowana tablica przypominająca pracę jego poprzednika.

Od wielu lat obserwujemy w Polsce narastającą falę ataków na Kościół, duchowieństwo i całą wspólnotę ludzi wierzących, tak jakbyśmy byli winni całego zła współczesnego świata. Mając w pamięci dobro, z którym spotkaliśmy się ja i moi przyjaciele w peryferyjnej warszawskiej parafii przy ul. Ratuszowej, odnoszę wrażenie, że współczesna agresja wobec Kościoła to tylko koszmarny sen, z którego za chwilę się obudzimy.

Dziękuję p. Marii Gabiniewicz i p. Iwonie Czarcińskiej z Instytutu Prymasowskiego za udzielone informacje oraz ks. Zbigniewowi Klochowi za udostępnienie kronik parafii Matki Bożej Loretańskiej w Warszawie z lat 60. i 70. XX wieku.

Wojciech Bobrowski
Autor wzrastał na terenie parafii, której proboszczem w latach 1961-77 był ks. Stefan Niedzielak. Jest absolwentem Wydziału Elektroniki Politechniki Warszawskiej, przewodnikiem wolontariuszem w Muzeum Powstania Warszawskiego. Od ponad roku współpracuje z „Niedzielą”.

Tagi:
kapłan kapłan

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem