Reklama

Za Spiżową Bramą i w dalekim świecie

2019-02-13 07:43

Z Magdaleną Wolińską-Riedi rozmawia Iwona Flisikowska
Niedziela Ogólnopolska 7/2019, str. 16-17

Archiwum Magdaleny Wolińskiej-Riedi
Papież Franciszek i Magdalena Wolińska-Riedi na pokładzie samolotu w dialogu o Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie

Często gości w naszych domach za pośrednictwem telewizji – jako watykańska i rzymska korespondentka. Relacjonuje to, co się dzieje za murami Watykanu, ale też wydarzenia z Wiecznego Miasta i całej Italii. Z czytelnikami „Niedzieli” dziennikarka dzieli się m.in. swoimi wspomnieniami ze Światowych Dni Młodzieży w Krakowie i Panamie.

Iwona Flisikowska: – Kiedy po raz pierwszy uczestniczyłaś w Światowych Dniach Młodzieży?

Magdalena Wolińska-Riedi: – Moje pierwsze Światowe Dni Młodzieży to podróże do Loreto, a potem do Rzymu, które bez wątpienia były punktem zwrotnym w życiu moim i moich najbliższych. Momenty, w których tak wiele się zmieniło, tak wiele zaczęło kiełkować i na przestrzeni lat przyniosło piękne owoce. W aspekcie życiowym i duchowym.
Miałam 16 lat i chodziłam do warszawskiego liceum. Rok 1995. Pamiętam, że Światowe Dni Młodzieży miały się odbyć w Manili, a papież Jan Paweł II zorganizował zlot młodzieży Europy w Loreto, we Włoszech – aby jak najwięcej młodych stąd, ze Starego Kontynentu, także z Polski, którzy nie mieliby szansy polecieć na Filipiny, mogło uczestniczyć w tym wydarzeniu. Przyjechałam na to wielkie święto młodych z grupą oazową. To było niesamowite doświadczenie. Eksplozja pokładów emocji, najszlachetniejszych pobudek, które w nas drzemały. Poczucie wielkiej wspólnoty i wzajemnego wsparcia, odkrywanie głębi wiary – wszystko to, co kształtuje kręgosłup moralny i duchowy na całe życie.
Kiedy teraz patrzyłam na twarze tych rozentuzjazmowanych nieprzebranych rzesz młodych w Panamie, myślami powracałam do tamtych chwil, kiedy sama miałam kilkanaście lat. Światowe Dni Młodzieży to było dla mnie bezcenne doświadczenie. I stało się pewnym nurtem przewodnim na dalsze lata.
Na zakończenie spotkania młodych w Loreto Papież zaprosił nas do Rzymu, na Wielki Jubileusz Roku 2000. Pamiętam do dziś, stałam bardzo daleko w tłumie i widziałam Papę jako maleńki biały punkcik na horyzoncie... Któż wtedy mógł przypuszczać, że osiem lat później Jan Paweł II miał się stać jednym z najbliższych moich (przepraszam za kolokwializm) sąsiadów, że jego bezpośrednia bliskość tak mocno naznaczy moje życie. Że będę obserwować z bliska, z drżeniem serca, jego okna, kiedy odchodził do domu Ojca, a ja żyłam tuż obok niego, za murami Watykanu.
Tamtego wieczoru w Loreto zdecydowałam też o moim kierunku studiów. Wybrałam italianistykę. I postanowiłam, że przyjadę na Światowe Dni Młodzieży do Rzymu w 2000 r.

– I tak się rzeczywiście stało...

– Pojechałam razem z moją młodzieżową grupą z oazy. I to znów był niezapomniany czas. Ale też niewyobrażalny wysiłek, bo przez kilkanaście godzin wędrowaliśmy z drugiego końca Wiecznego Miasta do ogromnej otwartej przestrzeni na Tor Vergata w ponad 40-stopniowym upale. Ale nic nam nie przeszkadzało. Śpiewaliśmy, modliliśmy się, byliśmy razem. Setki tysięcy młodych z całego świata. Łącznie w noc czuwania było nas 2 miliony... Hymn tamtych Światowych Dni Młodzieży – „Emmanuel” do dziś pobrzmiewa mi w uszach. I nawet ostatnio, podczas ŚDM w Panamie, słuchałam go ponownie i z niemałym wzruszeniem odtwarzałam sobie nagrania z tamtych dni, kiedy już bardzo starszy i bardzo schorowany Jan Paweł II unosił ręce w rytmie dźwięków muzyki i mówił do wszystkich: „Z jakim przestajesz, takim się stajesz”.
Zaledwie miesiąc później, we wrześniu 2000 r., powróciłam do Rzymu, aby jako wolontariuszka pomagać pielgrzymom przybywającym z całego świata z okazji Wielkiego Jubileuszu, na progu nowego tysiąclecia. Wtedy, ostatniego dnia pobytu, przy Spiżowej Bramie poznałam Marcela, jak się później okazało, mojego przyszłego męża. Podeszłam do szwajcarskiego gwardzisty podczas audiencji generalnej i poprosiłam o informacje. Jakże zaskakujące potrafi być życie! Nie wyobrażałam sobie opuszczenia kraju i przeprowadzki za granicę, ale nie było innego wyjścia. Członkowie papieskiej gwardii mają obowiązek mieszkać w koszarach za murami Watykanu. Więc to ja dołączyłam do Marcela. Zamieszkałam w Watykanie i rozpoczęłam życie, którego nie można porównać z życiem w żadnym innym miejscu na ziemi ani z żadnym innym rytmem codzienności. Tak było przez ponad 15 długich lat.

– Wspominałaś, że wszystko zaczęło się od Loreto i od Światowych Dni Młodzieży w Rzymie, ale były też inne, równie ważne dla Ciebie spotkania młodych z całego świata.

– Tak, zgadza się, najbardziej wyjątkowe pozostaną dla mnie jednak Światowe Dni Młodzieży u nas, w Krakowie. Nie tylko ze względu na to, że odbywały się w naszej ojczyźnie, ale też dlatego, że poleciałam na nie razem z papieżem Franciszkiem, na pokładzie jego samolotu. Towarzyszyłam Ojcu Świętemu przez cały czas. Jako korespondentka TVP prowadziłam relacje na żywo z przebiegu papieskiej wizyty. Szczególnie cenne były te wieczorne, z dachu hotelu z widokiem na Wawel, gdzie mieliśmy zainstalowane specjalne studio. Przez trzy wieczory zapraszałam do rozmowy na żywo w połączeniu z Warszawą moich kolegów dziennikarzy zagranicznych z tzw. volo papale, z pokładu papieskiego samolotu. Patrzyli na Kraków, na rzesze młodych, na naszą polską gościnność z zachwytem i nostalgią jednocześnie, bo dobrze zachowywali w pamięci czasy, gdy w podróżach do Polski towarzyszyli Papieżowi Polakowi. Muszę przyznać, że także dla mnie był on tam, w Krakowie, bardzo żywo obecny. To były na pewno Światowe Dni Młodzieży dwóch papieży.
Ostatniego wieczoru na Białych Morzach w Brzegach miałam ogromną radość i przywilej prowadzenia Nocy Czuwania. To było niezapomniane przeżycie. Pamiętam... nie miałam żadnej tremy. Przeciwnie – ogromny wewnętrzny spokój. Czułam się tam na scenie jak u siebie, bo byłam w Krakowie. No i byłam wśród swoich. Kilka metrów ode mnie siedział Papież, którego przecież widuję na co dzień w Watykanie, tuż obok stała cała jego świta, hierarchowie, sekretarz stanu, inni kardynałowie, ale też kamerdyner, fotograf, prałaci, szef papieskich ceremonii – ci, których spotykam tak często w zaułkach Watykanu. Spoglądałam na 1,5 mln młodych ludzi, którzy wypełniali Pola Miłosierdzia aż po horyzont... Słyszałam swój głos, jak pobrzmiewał echem, i chciałam bardzo, aby dotarł daleko, aby ta modlitwa do Matki Bożej Częstochowskiej, którą wypowiadałam i po polsku, i po włosku, stała się modlitwą tych nieprzebranych tłumów, aby w nich coś pozostało. Tak jak we mnie pozostało po tamtych pierwszych Dniach Młodzieży w Loreto 21 lat wcześniej.
Myślę, że tak jak kiedyś w Loreto, a potem w Rzymie i Krakowie dla mnie, tak i dziś po niezwykłym doświadczeniu Panamy w sercach tysięcy młodych coś się przemieni na zawsze. Światowe Dni Młodzieży to chyba jeden z najgenialniejszych i najbardziej dalekowzrocznych projektów św. Jana Pawła II.

– Od 5 lat telewidzowie mogą razem z Tobą – watykańską i rzymską korespondentką Telewizji Polskiej – dowiadywać się o Wiecznym Mieście i o tym, co ważnego dzieje się „za murami Watykanu”.

– Życie prywatne za Spiżową Bramą również niespodziewanie, w 2014 r., splotło się z moją drogą zawodową. Zostałam korespondentką Telewizji Polskiej, zaczęłam relacjonować sprawy Stolicy Apostolskiej od wewnątrz. Z powodu pracy bardzo dużo i często jestem w ruchu. Moje zadania nie ograniczają się do Rzymu i Watykanu, ale dotyczą właściwie całego basenu Morza Śródziemnego, krajów południowych i związanej z nimi tematyki, jak choćby tak paląca w ostatnim czasie kwestia uchodźców i nielegalnych imigrantów. Trzykrotnie byłam na Lampedusie. Wypływaliśmy z kamerą na otwarte morze prawie pod libijskie wody terytorialne. Tamten czas pozostawił we mnie niezatarty ślad. Byłam też w obozach dla uchodźców w Libanie i w Jordanii. Ale także w innych ekstremalnych sytuacjach, jak w przypadku lawiny w styczniu 2017 r. w Rigopiano, gdzie pod śniegiem, w ruinach luksusowego hotelu w górach zginęło 29 osób... Albo pamiętne Amatrice – prawie 300 ofiar jednej nocy pośród mieszkańców i letników w słynnej miejscowości; trzęsienie ziemi zniszczyło cały dobytek tak wielu rodzin. Relacje na żywo, kiedy ziemia wciąż drży pod stopami, kiedy spod ruin dochodzą głosy wołania o pomoc, a służby ratownicze niewiele mogą zrobić... – to były chwile, które odcisnęły na mnie bardzo mocne piętno nie tylko zawodowo, ale także bardzo osobiście.

– Towarzyszysz często papieżowi Franciszkowi w jego niezwykłych, czasami egzotycznych podróżach w różne zakątki świata...

– Rzeczywiście, ze względu na swoją pracę często towarzyszę Ojcu Świętemu w jego zagranicznych podróżach. Bywa, że wraz z kilkudziesięcioma innymi dziennikarzami ze świata podróżuję z Franciszkiem na pokładzie jego samolotu w „volo papale”. To jest zawsze wyjątkowe przeżycie. Bo świetnie znamy się od lat, pracujemy razem także na miejscu, w Watykanie, i podczas uroczystości w różnych częściach Włoch. Najczęściej jednak „wyprzedzam” Papieża i lecę chwilę wcześniej, aby przygotować dla widzów grunt. W swoich materiałach chcę ukazać charakter miejsc, do których udaje się Ojciec Święty, uchylić rąbka tajemnicy w przygotowaniach do jego powitania, przedstawić znaczenie wyboru danego kraju.
Niesamowita była ubiegłoroczna pielgrzymka do krajów bałtyckich. Fascynująca! Pięć dni i trzy zupełnie odmienne rzeczywistości. Głęboko katolicka i wciąż jeszcze postkomunistyczna Litwa, nowoczesna, wielokulturowa i wielowyznaniowa Łotwa oraz bardzo skandynawska, prawie kompletnie ateistyczna (tylko 0,5 proc. katolików) Estonia.
Tak, wędrowanie z Ojcem Świętym po wielu tak odległych zakątkach ziemi to jest na pewno ogromne wyzwanie, ale i wielki przywilej. Wiem i wierzę, że Opatrzność obdarzyła mnie ogromnym bogactwem doświadczeń: osobistych i zawodowych i staram się każdego dnia być Bogu za to wdzięczna. Próbuję wychowywać swoje dwie córeczki w duchu wdzięczności za to, jak szczególne mają życie. W watykańskich murach od urodzenia, pośród wielu życzliwych ludzi, również z szeregów Gwardii Szwajcarskiej, co daje wielkie poczucie bezpieczeństwa, ale i mocną podstawę wiary, która będzie – mam nadzieję – prowadzić Melanię i Marię przez życie dobrą i piękną drogą.

– Bardzo tego życzę i dziękuję za rozmowę.

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Temat numeru 12/2019

obrona życia

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem