Reklama

Karski w Białym Domu

2018-08-16 14:54

Waldemar Piasecki

Materiały Wydawnictwa Insignis
Franklin D. Roosevelt i Jan Karski w 1943 roku.

Minęło właśnie siedemdziesiąt pięć lat od bezprecedensowego wydarzenia historycznego. 28 lipca 1943 roku Jan Karski emisariusz polskiego Państwa Podziemnego i Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na Wychodźstwie osobiście raportował prezydentowi Stanów Zjednoczonych Franklinowi Delano Rooseveltowi, który zaprosił go do Białego Domu.

Obiecał, że porozmawia ze swym przyjacielem Rooseveltem, aby osobiście wysłuchał polskiego emisariusza. Podobną gotowość wyraził ojciec profesor Edumnd Walsh, jezuita i dziekan Wydziału Służby Zagranicznej Uniwersytetu Georgetown, z pasji dyplomata realizujący wiele trudnych i delikatnych misji, w tym na terenie Sowietów. Doprowadził m.in. do wydania przez Moskwę Watykanowi szczątków polskiego świętego Andrzeja Boboli.

Wydaje się jednak, że największy wpływ na Roosevelta miał jego dawny kolega, William Bullitt, były ambasador amerykański w Moskwie i Paryżu, a wówczas zaciekły antagonista., radykalny antykomunista.

Przyjął u siebie Ciechanowskiego i Karskiego, a na koniec oznajmił, że w ciagu najbliższych trzech dni Biały Dom poda datę i czas spotkania. Gdyby Roosevelt zignorował jego sugestię dotyczącą „polskiego bohatera”, mógłby spodziewać się po skonfliktowanym ze sobą niedawnym przyjacielu na przykład upublicznienia informacji, że prezydent Stanów Zjednoczonych nie ma czasu dla bohaterskich i narażających życie w walce z Niemcami aliantów.

Krótko po ósmej rano 28 lipca 1943 roku telefon zadzwonił na biurku Ciechanowskiego, a osobisty sekretarz Roosevelta oznajmił, że prezydent oczekuje ambasadora i Mister Karskiego o godzinie dziesiątej trzydzieści.

Było oczywiste, że nadchodzi kulminacja misji Karskiego. Ciechanowski natychmiast zarządził, by im nie przeszkadzać i nie łączyć żadnych rozmów. Kazał podać kawę.

– Bullitt jest naszym przyjacielem. Nie wiem, jak on to załatwił, ale… załatwił! – Ambasador był uradowany.

Kiedy później analizowaliśmy z Profesorem, co ostatecznie zadecydowało o zaproszeniu, mówił, że pewnie suma czynników. Informacja Drexela Biddle’a, być może informacja Frankfurtera, bez wątpienia rekomendacja Coxa, słowo wsparcia Cohena i opinia ojca Walsha. Telefon od Bullitta zapewne był przesądzający. Przyjechali do rezydencji prezydenta kwadrans przed czasem. Sekretarz zabrał ich windą na drugie piętro Białego Domu. Była to część mieszkalna. Ze względu na chorobę polio i częściowy paraliż nóg Roosevelt poruszał się na wózku inwalidzkim. Mieszkał i pracował na tym samym piętrze. W oficjalnym gabinecie prezydenckim Oval Office bywał rzadko.

Karski opisywał przebieg spotkania tuż po powrocie do ambasady. Po obróbce Ciechanowskiego raport został przesłany do ministra spraw zagranicznych Tadeusza Romera do Londynu.

Pisał”

„Ściśle tajne

Notatka z rozmowy z Prezydentem F.D. Rooseveltem w środę, 28.VII. 1943 r.

Obecny przy rozmowie: Pan Ambasador J. Ciechanowski.

Pan Ambasador J. Ciechanowski zorganizował mi rozmowę z p. Prezydentem w ten sposób, iż odbyła się ona z inicjatywy Prezydenta. […] Tak jak poprzednio ze wszystkimi kluczowymi osobistościami polityki amerykańskiej, tak i obecnie p. Ambasador zwrócił mi uwagę, abym przy raportowaniu w żadnym razie niczego nie przesadzał, opowiadał ścisłą prawd […], życzył sobie, ażebym uwypuklił: stosunek Polaków do osoby Prezydenta, nielojalną i szkodliwą działalność agentur komunistycznych, zasięg i oficjalność władz podziemnych, sprawnie funkcjonującą łączność z Rządem, generalny stosunek Kraju do Rządu, prace przygotowawcze na okres powstania […] , istotę oraz zasięg terroru niemieckiego i straty polskie, eksterminację Żydów.

Rozmowa odbyła się w dniu, w którym Prezydent wygłaszał przemówienie przez radio, i trwała godzinę oraz piętnaście minut. Zainteresowanie Prezydenta było duże – powiedział nam, kończąc rozmowę, że spóźnił się na następne spotkanie o pół godziny. Rozmowa odbyła się nie w oficjalnym biurze Prezydenta, ale w jego prywatnych apartamentach w Białym Domu.

P. Ambasador przedstawił mnie jako łącznika między władzami krajowymi, oraz między Krajem i Rządem, jako zorientowanego w polskim ruchu podziemnym. Opuściłem Kraj na początku marca tego roku, nie jestem działaczem politycznym – moją rzeczą jest jedynie ściśle odtwarzać powierzone mi i posiadane przeze mnie informacje. Na jesieni tego roku wracam do Kraju.

Zacząłem rozmowę od wyrażenia wdzięczności mojej za to, że Prezydent chciał mnie widzieć. Dla nas, walczących w Kraju, fakt, iż Prezydent Roosevelt interesuje się nami i chce być poinformowany, ma ogromne znaczenie. Być może, Prezydent sam nie wie, że jego imię w Polsce znaczy więcej niż jakiekolwiek inne. Patrzymy na niego jak na tego, który będzie i powinien organizować pokój na zasadach sprawiedliwości i ludzkości […]”

Po tym wstępie, Roosevelt zapytał o sytuację materialną Polaków. Emisariusz uzasadniał, że jest bardzo zła, a ludność pogrąża się w ubóstwie, głodzie i chorobach. Jest to widoczne przede wszystkim w miastach. Prezydent dopytał o sytuację wsi. „Nieco lepsza, choć nędza wzrasta zastraszająco. Przez przeciąg 3 i 1/2 lat okupacji Niemcy poznali naszą wieś, wiedzą co się produkuje i pod terrorem odpowiedzialności zbiorowej zabierają nieomal wszystko” – raportował emisariusza

- Jak z bydłem i końmi? – zainteresował się prezydent.

- Około 3/4 zabrano. Wielkie braki. Gospodarka w G.G. jest typowo ekstensywna. Na ziemiach anektowanych jest w pewnym stopniu intensywna, ale jednocześnie przecież wypędzono z tych ziem najlepiej gospodarujący element, oddając ziemie kolonistom niemieckim.

Prezydent powrócił o tematu koni, pytając, gdzie są przechowywane, te które nie zostały odebrane. Polski gość objaśniał, że chłopi, widząc, że nadciągają niemieccy żandarmi lub żołnierze, bojąc się kolejnych rekwizycji inwentarza, po prostu wyprowadzają go gdzieś w pole albo do lasu. Na doprecyzowujące pytanie, czy można potem konie odnaleźć, odpowiedź była, że chłopi bardzo się starają. Karski potem wielokrotnie kontrastował poziom zainteresowania prezydenta kwestiami koni i Żydów. W raporcie, przytomnie, tego nie podawano.

Roosevelta interesowało czy wśród Niemców jest duże przekupstwo. Karski odpowiadał, że skala zjawiska jest bardzo duża i dotyczy całego okupacyjnego aparatu administracyjnego oraz wojska, a także w jakimś zakresie policji, gestapo i SS. Podjął próbę prezentacji postulatu żydowskiego, że fakt skorumpowania okupanta można wykorzystać do ratowania jeszcze żyjących Żydów poprzez ich „wykupywanie”. Prezydent nie zareagował.

Dopytywał o niemiecki terror. Dowiadywał się, że ma on charakter masowy połączony ze zbiorową odpowiedzialnością. Na skutek tego rodzaju terroru ogólne straty społeczeństwa polskiego są ogromne.

Karski zwraca uwagę:

„Jestem pewien, że wielu ludzi nie zdaje sobie także sprawy, jak straszliwemu losowi poddana jest ludność żydowska.

Wymordowano w Kraju ponad 1 800 000 samych Żydów. Jest różnica w systemie terroru niemieckiego skierowanego przeciwko Polakom i przeciwko Żydom. Niemcy chcą zniszczyć naród polski jako naród, – chcą mieć na tych terenach lud polski pozbawiony elity politycznej, umysłowej, religijnej, gospodarczej itd., złożony z chłopów, robotników i średniej warstwy miejskiej. W odniesieniu do Żydów chcą zniszczyć naród żydowski biologicznie. Przywiozłem oficjalne oświadczenie Rządowi mojemu od Delegata Rządu i Komendanta Armii Krajowej, że jeżeli Niemcy nie zmienią metod wobec ludności żydowskiej, jeżeli nie będzie interwencji Aliantów – czy to poprzez represje, czy innego rodzaju, jeżeli wreszcie nie zajdą okoliczności nieprzewidziane, w ciągu półtora roku od mojego wyjazdu z Kraju ludność żydowska w Polsce, poza działaczami pracującymi w żydowskim ruchu podziemnym w łączności z nami, przestanie istnieć.”

Po wysłuchaniu ostatniego prezydent rzucił: „Z Niemcami porachujemy się po wojnie za wszystko, co zrobili. Największa i prawdziwa pomoc, jakiej możemy udzielić wiedzie poprzez zwycięstwo. Jak najszybsze pokonanie Hitlera”. Powtórzył swoje credo w sprawie żydowskiej: „Rescue through victory”, które doprowadzało oczekujących ratunku do białej gorączki. O tym jednak nie raportowano.

- Czy współpracujecie z Żydami? – interesował się Roosevelt.

Tak. W dwóch formach: Żydowski ruch robotniczy, socjalistyczny, bierze udział w ruchu podziemnym w ścisłej współpracy z Polską Partią Socjalistyczną. Niezależnie od tego, przy Delegacie Rządu jest specjalna komisja pomocy i ochrony Żydów, do której wchodzą przedstawiciele społeczeństwa polskiego, która jest prowadzona przez Żyda i która rozporządza dość dużymi możliwościami finansowymi. Udało się nam ukryć sporo Żydów. Niestety, ogranicza się to najczęściej bądź do elementu biorącego udział w ruchu podziemnym, bądź też do wybitniejszych i wartościowszych jednostek żydowskich. Nie możemy rozwinąć tej akcji na bardzo dużą skalę, bowiem Żydzi są w straszliwych warunkach dzięki temu, iż mogą być najczęściej rozpoznani przez ich semickie rysy. Jedyna natomiast kara za pomoc Żydowi, ukrywanie go lub pomaganiw mu w ucieczce, jest kara śmierci, wykonywana na całej rodzinie pomagającego. Jeżeli mogłoby coś pomóc, to przypuszczamy interwencja Aliantów, i to przede wszystkim poprzez represje na ludności niemieckiej, – w Niemczech, poza Europą. Taki jest punkt widzenia, przekazany mi osobiście przez podziemne władze żydowskie w Polsce, zarówno dla międzynarodowego Żydostwa jak i dla Rządów Sprzymierzonych – brzmiała odpowiedź.

Tagi:
Jan Karski

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem