Reklama

Dominik Różański

Honor polskiej nauki

2013-10-14 13:05

Z prof. Lucjanem Pielą rozmawia Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 42/2013, str. 36-37

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Panie Profesorze, Pana książka „Ideas of Quantum Chemistry” należy do kanonu obowiązkowych lektur dla doktorantów m.in. Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley w USA, jest Pan uznanym w świecie uczonym w dziedzinie chemii kwantowej, ale też np. członkiem rady naukowej Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego. Ponieważ jednak nie jest Pan „specjalistą od wypadków lotniczych”, nie powinien się Pan wypowiadać w sprawie badania przyczyn katastrofy smoleńskiej - byłoby to, jak obwieściła niedawno minister nauki i szkolnictwa wyższego, naruszenie kodeksu etycznego polskiego naukowca...

PROF. LUCJAN PIELA: - Nie zamierzam przyjmować tej dość osobliwej wykładni, bo mam inną. Nie byłoby powodu do mojego wypowiadania się, gdyby - zgodnie z regułami sztuki - wrak samolotu pieczołowicie składano w Mińsku Mazowieckim z milionów kawałków, wykonano natychmiast 96 autopsji, a pani minister zachęcała polskie instytucje naukowe do wyjaśnienia istotnych aspektów tej katastrofy. Obecna jej determinacja w przeciwnym kierunku niesie duży i ważny ładunek informacji, o którym może pani minister nie miała czasu pomyśleć.

- Od początku zapewniano, że badająca katastrofę komisja rządowa składa się z „wybitnych specjalistów od wypadków lotniczych”, potem dodano, że to jedynie oni mają prawo do wypowiadania się na temat jej przyczyn. Jak rozumieć pojęcie „specjalista od wypadków/katastrof lotniczych”?

- Proszę tylko przez chwilę wyobrazić sobie, czym taki specjalista miałby się konkretnie zająć po rozpoczęciu swojej pracy i czy ta praca została wykonana w tym przypadku. Przecież taka specjalizacja zawsze musi być wpisana w fizykę, a w niej w mechanikę, dynamikę, wytrzymałość materiałów, elektronikę, telekomunikację itd., itp. Interdyscyplinarność badań to elementarz współczesnej nauki, monodyscyplinarność wiąże się często z „zafiksowaniem” umysłu na jednym aspekcie, co może oznaczać manowce nauki.

- A zatem rozumowanie w kategoriach zaścianka, a może i ciemnogrodu, Panie Profesorze?

- Przypuszczam, że po spokojnym zastanowieniu (zwłaszcza w Brukseli) pani minister przyznałaby nam rację, że istotą działania współczesnej nauki jest interdyscyplinarność, spojrzenie z wielu punktów widzenia na ten sam obiekt badań, także współpraca międzynarodowa, a nie zamykanie się w jednej specjalności i w kręgu nauki etnicznej. Myślę, że zbyt wielkie wrażenie wywarłaby tam deklaracja, że my w Polsce walczymy z interdyscyplinarnością w nauce. A papiery? Czasem coś mówią, ale nie zawsze, np. to kanonik z Fromborka odkrył rewolucyjną prawdę o ruchu Ziemi dookoła Słońca. Pani minister Barbara Kudrycka odesłałaby go do kruchty, bo przecież nie tylko nie miał odpowiednich papierów, ale i te, które miał, były bardzo niedobre! W takie sprzeczności popadamy, gdy mówimy nie to, o co nam naprawdę chodzi.

- Rektor Politechniki Warszawskiej mówi nawet o naukowej wojnie smoleńskiej, winę za jej wywołanie przypisując właśnie tym, którzy nie mają odpowiednich papierów.

- Myślę, że i on, po zastanowieniu, zgodziłby się z nami, że popełnił błąd. Takich określeń w odniesieniu do nauki nie wolno używać. Nauka jest zaprzeczeniem wojny, to spokojne rozumowanie. Właśnie z powodu nauki nie musimy walczyć ze sobą, tylko przypatrujemy się argumentom i akceptujemy prawdziwe. Jeśli pan rektor chce się zbliżyć do prawdy, to nie powinien ogłaszać wojny, tylko, jak na uczonego przystało, zaproponować rozliczne badania materiałowe, wykorzystując potencjał PW. Niestety, panowie rektorzy PW i AGH nie dostrzegają, że takimi nieprzemyślanymi słowami narażają na szwank dobre imię swoich uczelni o wspaniałej tradycji.

- Trudno tu jednak marzyć o „spokojnym rozumowaniu”, gdy jedna ze stron przyznaje sobie prawo do jedynie poważnych badań, jedynie słusznych wyników, a drugiej zarzuca amatorszczyznę, czyli uzyskiwanie wyników w oparciu o wątpliwe przesłanki.

- Od dyskusji naukowej nie możemy się uchylić, bo w ten sposób wykluczamy się z naukowej wspólnoty. Szacunek dla prawdy w nauce mierzy się także szacunkiem dla badań wykonanych przez innych. W naukach ścisłych nie spotykamy się z obrażaniem, argumentami ad personam, z podniesionym tonem. Odejmijmy emocje i ton, a zobaczymy, co zostaje.

- Oficjalni badacze katastrofy smoleńskiej z przekąsem nazywają badania prowadzone przez ekspertów Zespołu Parlamentarnego „alternatywnymi”, z góry zakładając ich mniejszą wartość...

- Nie widzę w tym określeniu niczego obraźliwego, nauka „żyje” z alternatywności, z obalania ugruntowanych poglądów, które okazały się nieprawdziwe lub niepełne, to chleb codzienny nauki. Natomiast ironia, brak szacunku dla dokonań innych i brak chęci współpracy nie są w środowisku nauki rzeczą normalną. To bardzo niezwykła rzecz.

- Alternatywnym badaczom zarzuca się „brak doświadczenia w badaniu katastrof i wypadków lotniczych”. Czy, zdaniem Pana Profesora, fizyk, chemik czy też matematyk może kompetentnie wypowiadać się w badaniu tak specyficznego zjawiska, jakim jest katastrofa lotnicza?

- Gdy w Ameryce wydarzył się wypadek promu kosmicznego Challenger, natychmiast do komisji badającej przyczyny tej katastrofy zaproszono prof. Richarda Feynmana, znakomitego fizyka teoretyka, laureata Nagrody Nobla. I nikt w środowisku naukowym się temu nie dziwił, o czym mogę zaświadczyć, gdyż działo się to w czasie mojego pobytu w Cornell University.

- Dlaczego zaangażowano właśnie prof. Feynmana, specjalistę od... relatywistycznej elektrodynamiki kwantowej (QED)?

- No właśnie, dlaczego? Przecież nie był „wybitnym specjalistą od badania wypadków promów kosmicznych” (bo takich nie było), nie był także nawet „wybitnym specjalistą od badania wypadków lotniczych”, nawet nie był lotnikiem. Dodam, uprzedzając fakty, że Feynman nie był także „wybitnym przedstawicielem nauk hydraulicznych” ani nawet hydraulikiem, ani także „wybitnym specjalistą w dziedzinie uszczelek”. Ot dyletant, prawda? Nikt jednak jakoś nie wyśmiewał się z prof. Feynmana, także rektor jego uczelni nie odciął się publicznie od jego amatorszczyzny i nie napisał listu, że Feynman reprezentuje poglądy Feynmana. QED to wysublimowana fizyka teoretyczna cząstek elementarnych, ale aby być w niej mistrzem, Feynman musiał rozumieć całą fizykę, a słowo „rozumieć” znaczy wiele. I dlatego to właśnie jemu udało się wykryć mechaniczny defekt - znalazł uszczelkę, która w temperaturze tamtego feralnego poranka stała się krucha i to ona była malutką przyczyną tej wielkiej katastrofy! Tak więc przy badaniu tak wielowymiarowego zdarzenia, jakim jest wielka katastrofa, normalne i oczywiste powinno być zaangażowanie współpracujących ze sobą przedstawicieli bardzo wielu, i to szerokich, dziedzin nauki.

- I właśnie takiej metodyki, zdaniem Pana Profesora, zabrakło przy badaniu przyczyn katastrofy smoleńskiej?

- Tak, i to od początku, zaczynając od praktycznego przypatrzenia się prawu zachowania masy („masa samolotu po wypadku nie może się zmienić”). Ze zdumieniem przeczytałem odpowiedź „naczelnego specjalisty” na szczegółowe pytanie o moment bezwładności samolotu; oświadczył, że moment bezwładności samolotu nie był im do niczego potrzebny. Pomyślałem: „Jak to, przecież to elementarne do oceny wykonalności obrotu samolotu, a tam obrót był!”. Do tego, do zgrubnej (podkreślam: zgrubnej) oceny rzędu wielkości tego momentu dla samolotu Tu-154M wystarczyłby kalkulator i, powiedzmy, jedna godzina pracy. Specjalista od katastrof musi znać fizykę. Jeśli zna ją tylko w sposób skrajnie uproszczony (w postaci prawa fizycznego „jak rąbnie, to urwie”), to daleko mu do miana specjalisty od czegokolwiek. Dr Glenn Jorgensen uspokoił mnie ostatnio, bo on od razu zaczął od oceny momentu bezwładności Tu-154M.

- Jednak szeroko zakrojona dociekliwość alternatywnych badaczy jest mocno krytykowana, przede wszystkim jako teoretyzowanie, jako badania prowadzone z dala od przedmiotu badań. Czy takie badania rzeczywiście są mniej warte, Panie Profesorze?

- Badacze powinni mieć bezpośredni dostęp do obiektu badań. Jednak niewątpliwie niezwykłe jest to, że wszyscy badacze - także ci oficjalni - mieli ograniczony dostęp do przedmiotu badań. Nie ma najmniejszego powodu, aby dane nie były dostępne dla wszystkich tych, którzy mają możliwość prowadzenia specjalistycznych badań i chcą je prowadzić. Jaki sens ma utajnienie danych? Żadnego. Brak pewnych danych jest jednak faktem. A mimo to jest ogromna istotna różnica między materiałem np. z katastrofy na Gibraltarze i tej w Smoleńsku. Dziś podobne zdarzenie zostawia olbrzymią liczbę rejestrowanych śladów (satelity, zapisy komunikacji radiowej, GPS, zdjęcia, telefony komórkowe, filmy, badania fizykochemiczne o nieosiągalnej jeszcze niedawno dokładności itd., itp.), są dostępne gigabajty informacji. Niektóre z tych szczegółów mogą wysunąć którąś hipotezę lub hipotezy na miejsca czołowe. Hipoteza najbardziej prawdopodobna musi oprzeć się konfrontacji z dziesiątkami tysięcy szczegółów. Hipoteza nieprawdziwa nigdy nie da sobie z tym rady. Gdzieś znajdzie się coś, co ją sfalsyfikuje.

- Tymczasem niemożliwa jest nie tylko wymiana danych, ale nawet rzeczowa debata, gdyż jedna ze stron uznała sprawę za pomyślnie zakończoną.

- Nieprzejednanie jest dalekie od standardów pracy naukowej, a właściwie jest poza standardami! Jeśli jestem pewien swych argumentów, swych obliczeń, to wystarczy je pokazać i spokojnie przekonać innych. Nawet gdyby przy tej okazji wykryto jakiś błąd w tych opracowaniach, to żaden odpowiedzialny naukowiec nie powiedziałby, że dr Lasek i jego eksperci są dyletantami, ale co najwyżej, że się pomylili. Bo w nauce, na trudnej drodze do poznania prawdy, każdy ma prawo do pomyłki i pomyłkę razem korygujemy. Rzetelne zbadanie tej katastrofy powinno być dziś honorem polskiej nauki, do której przecież i dr Lasek należy.

- Rok temu, z grupą uczonych UW, wyraził Pan swe zaniepokojenie co do przebiegu badań nad przyczyną katastrofy smoleńskiej. Obecnie wydaje się, że środowiska naukowe nie są już skłonne tak otwarcie manifestować tego rodzaju krytyki. Dlaczego?

- Nie sądzę, aby nastąpiła tu jakaś zmiana. Natomiast sygnały stały się wyraźniejsze: udział w alternatywnych badaniach smoleńskich może spowodować nieżyczliwość wyrażoną przez nieprzyznanie grantu lub obcięcie pieniędzy na już prowadzone badania. Bardzo to dziwne.

- Czy - zdaniem Pana Profesora - z tego głównie powodu niemożliwa jest rzeczowa debata naukowców w tej niepoprawnej politycznie sprawie?

- Rzeczowa debata między naukowcami nie tylko zawsze jest możliwa, ale zawsze będzie się toczyła, jest nieunikniona. Co więcej, jest zawsze jedyną rozsądną alternatywą dla każdego zacietrzewienia. Środowiska izolujące się wokół „swojej wersji” i odmawiające debaty w nauce idą w niebyt, z bardzo prostego powodu: debata jest sercem naukowego postępu, a przybliżanie się do prawdy jest weryfikowane każdego dnia.

- Czy można powiedzieć, że mamy tu do czynienia z odgórnie narzuconym wyrazem pogardy dla alternatywnych badaczy?

- A jakie miałyby być podstawy merytoryczne demonstrowania tej wyższości? Nie ma żadnych. Wyśmiewanie się ma cel bardzo praktyczny, choć dość prymitywny (niestety, biorą w tym udział i niektórzy profesorowie): za wszelką cenę próbować ukryć pustkę i brak argumentów. Tak zawsze było, ustroje rozmaitego rodzaju nigdy nie miały kłopotów ze znalezieniem takich uczonych.

* * *

Prof. Lucjan Piela
Znany w świecie uczony w dziedzinie chemii kwantowej, członek rady naukowej Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego (ICM) w Warszawie

Tagi:
nauka katastrofa smoleńska

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Kapłańskie zamyślenia

Kapłańskie zamyślenia

Narodowe Perły Klasztoru OO. Paulinów

Narodowe Perły Klasztoru OO. Paulinów

Jestem w dobrym miejscu

Jestem w dobrym miejscu

Odnaleźć Boga

Odnaleźć Boga

Przegląd prasy 27 czerwca

Przegląd prasy 27 czerwca

Przegląd nr 26/2019

Przegląd nr 26/2019

Poeta Józef Baran gościł w Powiatowej Bibliotece Publicznej

Poeta Józef Baran gościł w Powiatowej Bibliotece Publicznej

Abp Depo: potrzeba wierności Chrystusowi do końca

Abp Depo: potrzeba wierności Chrystusowi do końca

Proboszcz Roku Dolnego Śląska

Proboszcz Roku Dolnego Śląska

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem