Reklama

Kościół

Świadectwo: Ksiądz Paweł - "położnik od umierania" w hospicjum perinatalnym

2026-07-06 20:21
Ks. Paweł na porodówce

Fundacja Gajusz

Ks. Paweł na porodówce

Tylko jedno z „jego” dzieci żyje do dziś. Wszystkie pozostałe zmarły wkrótce po narodzinach. Ich rodzice byli pod opieką hospicjum perinatalnego. A on towarzyszył im podczas porodów. O sobie mówi, że jest dodatkiem do hospicyjnej oferty: – Mama letalnie chorego dziecka potrzebuje kogoś, kto poda jej rękę i powie „Nie jesteś sama. My cię trzymamy i nawet, jak będzie ciężko, to nie puścimy”. Tę piękną historię przeczytamy na stronie internetowej Fundacji Gajusz.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Łódzka Fundacja Gajusz pomaga nieuleczalnie chorym dzieciom oraz niemowlętom pozbawionym opieki biologicznych rodziców. Prowadzi hospicjum stacjonarne i domowe, hospicjum perinatalne (wspierające rodziny w przypadku diagnozy śmiertelnej choroby nienarodzonego dziecka) oraz interwencyjny ośrodek preadopcyjny Tuli Luli, zapewniający maluchom troskliwą opiekę do czasu adopcji.

Łodzianin z urodzenia i z miłości. Już w liceum u Bernardynów był ministrantem, a później wybrał seminarium duchowne. – Zawsze chciałem służyć Bogu i ludziom. A kapłaństwo świetnie łączy obie te role – mówi ks. Paweł Kłys, od 6 lat rzecznik łódzkiej kurii, a od prawie 10 lat kapelan w hospicjum perinatalnym Fundacji Gajusz. Ksiądz Paweł to również redaktor Niedzieli.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Po seminarium przez rok służył jako ksiądz w Bełchatowie i do dziś śmieje się, że był wówczas na wygnaniu. Poza tym 39 lat spędził w swoim rodzinnym mieście. I podkreśla, że kocha Łódź nad życie. Z Bełchatowa przeprowadził się do najstarszego łódzkiego kościoła przy ul. Ogrodowej, który on sam nazywa perełką.

Reklama

I to właśnie tam, jesienią 2014 r., zaczęła się jego przygoda z hospicjum perinatalnym. – Kolega ksiądz miał odprawiać ślub, ale coś mu wypadło. Poprosił mnie o pomoc. To było tak trochę z łapanki. Po ślubie zjawiła się w zakrystii kobieta i powiedziała „Ksiądz mi jest potrzebny”. Byłem mocno przerażony, bo pierwszy raz ją na oczy widziałem. Okazało się, że to pani Tisa, mama panny młodej i założycielka Fundacji Gajusz. I że bardzo chce, żebym pracował w hospicjum. Pomyślałem „Jak to w hospicjum? Przecież nie mam żadnych uprawnień”. Poza tym taka rola wymagała zgody arcybiskupa. Na najbliższym spotkaniu pani Tisa dała mi literaturę („Tu sobie ksiądz poczyta, co to jest”), a ona sama w tym czasie zadbała o formalności – wspomina.

– O tym, że na ślubie mojej córki będzie inny ksiądz, dowiedziałam się w ostatniej chwili. Pomyślałam tylko „Oby nie było wtopy”. Wyszedł do nas człowiek serdeczny, życzliwy i żartobliwy. Po udzieleniu ślubu rzucił hasło „To już koniec”. Wszyscy zamarli, więc szybko dodał „Żartowałem. Tak naprawdę to dopiero początek” – opowiada Tisa Żawrocka-Kwiatkowska, szefowa Fundacji Gajusz.

Ksiądz przy porodzie

Dzień po rozmowie z mamą od nowenny zgłosił się na jej planowe cesarskie cięcie. Czekał w tzw. czystej śluzie, ubrany w sutannę i odzież ochronną. Gdy dziecko zważono i zmierzono, udzielił mu chrztu. Mimo niepomyślnych rokowań noworodek nie umarł, a po kilku dniach trafił na kardiochirurgię do prof. Jacka Molla. Tam przeszedł operację korekcji serca. A po jakimś czasie drugą i trzecią. – Czy to cud? W moim odczuciu jako księdza, idąc za słowami Jezusa „dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”, to był cud. W tej historii jego słowa się wypełniły. To była odpowiedź na wiarę, bo cud się dokonuje w odpowiedzi na czyjąś wiarę. Nawet sami lekarze mówili, że to nie jest przypadek książkowy. To świadectwo mnie poruszyło, bo pokazywało, że ta kobieta wie, że Pan Bóg może – opowiada kapelan.

Reklama

W całej jego posłudze hospicyjnej to jedyna tego typu historia. Wszystkie pozostałe skończyły się zgodnie z medycznymi przewidywaniami, choć samo hospicjum odnotowało 5 dzieci, które nie zmarły mimo diagnozy o wadzie letalnej.

„Proszę usiąść, bo ksiądz fiknie”

Zdarza się, że ks. Paweł jest nie tylko przy narodzinach dzieci, ale uczestniczy również w ich pogrzebach. I to nie tylko w Łodzi, bo do Gajusza zgłaszają się rodziny z całej Polski. Wciąż jednak wiele kobiet nie wie, że takie hospicja istnieją. – To jest bardzo duży problem, że lekarze nie informują rodziców o istnieniu takiej instytucji. Zwykle dowiadują się od znajomych, z internetu albo kampanii reklamowej. Jedyną alternatywą, jaką dawali kiedyś lekarze, była terminacja ciąży. A jeśli rodzice nie chcieli, to byli zostawieni sami sobie. Trzeba odczarować temat hospicjum perinatalnego.

Reklama

Wciąż wiele osób dziwi się, po co te mamy rodzą. Spotkałem się z tym także u pani profesor jednego z łódzkich szpitali, która po porodzie szczerze przyznała, że nie rozumie tych matek i się z nimi absolutnie nie zgadza. „Ale jestem po to, żeby im pomóc. Jeśli chcą rodzić, to ja zrobię wszystko, żeby miały u nas w szpitalu komfort rodzenia”. To było z jednej strony smutne, że pani doktor patrzy tak bardzo naukowo. Byłaby terminacja i byłoby po sprawie, bo po co rodzić chore dziecko, skoro ono i tak zaraz umrze. A z drugiej strony podziękowałem jej za te słowa, za to, że ona nie narzuca swojej woli, tylko przyjmuje to, co rodzice chcą zrobić. Nawet jeśli lekarz uważa, że to bez sensu, to powinien pozwolić rodzicom przywitać i pożegnać ich dziecko. Nikt z nas, ani ja, ani żaden lekarz, nie zrozumie tej mamy, bo sami tego nie przeżyliśmy – opowiada.

Rozwarcie na 2 palce

Najbardziej zapadły mu w pamięć słowa mamy, gdy lekarz położył jej dziecko na piersiach, buzią przy policzku: – „Witam cię, kochanie. Już jesteś obok mnie, już jesteś z nami. Bardzo cię kocham”. Nawet jak to mówię, to mam dreszcze, bo to jest tak piękne. Albo wielkie świadectwo wiary mamy, która trzyma córeczkę już na sali poporodowej, a pani doktor pokazuje mi na monitorze „Proszę zobaczyć, chciała się z mamą pożegnać”. I patrzymy, jak na monitorze są coraz mniejsze fale pokazujące pracę serca. Mama tego nie widzi, a ja słyszę jej słowa „Tak, już jesteś po tamtej stronie. Panie Boże, dziękuję, że dałeś mi moje dziecko chociaż na chwilę. Tam będziemy pełną rodziną”. To jest wyznanie wiary w Boga i życie wieczne. A jednocześnie dowód, że mama wyczuła w sposób naturalny, że jej dziecko właśnie odeszło.

Reklama

Jak Tisa dzwoni i mówi „Zaczęliśmy poród”, to ksiądz powoli się szykuje. Na hasło „rozwarcie na 2 palce” reaguje ze spokojem, bo wie, że jeszcze ma czas. Jedni z uśmiechem mówią o nim „ksiądz położnik”. Dla innych jest księdzem od śmierci i umierania: – Niektórzy nie chcą już później mieć ze mną kontaktu, bo ja się wiążę z ich trudnymi wspomnieniami. Ale mam też taką rodzinkę, której dziecko przywitałem, pożegnałem i pochowałem na cmentarzu, gdzie leżą moi dziadkowie, więc często tam bywam. Mamy kontakt telefoniczny i widujemy się na mszy niedzielnej albo na pielgrzymce na Jasną Górę. Ci rodzice tak to w sobie przepracowali, że jesteśmy w stanie się spotkać, pogadać, wrócić do tamtych wspomnień.

Do hospicjum zgłaszają się również rodziny, które nie są związane z żadną religią, a ich gotowość, by urodzić dziecko z wadą letalną, nie wynika z przekonań religijnych. – Wśród około 150 rodzin mieliśmy też ateistów i mamę, która chciała i w świetle prawa mogła dokonać aborcji, ale lekarze zwlekali z konsultacjami, więc trafiła do nas. Po pożegnaniu dziecka powiedziała, że nie żałuje. Że było warto. Dla osób, które nie wierzą w życie po śmierci, narodziny śmiertelnie chorego dziecka to jedyna szansa, by się z nim spotkać – opowiada szefowa fundacji.

Motorem na porodówkę

Rodziców ks. Paweł poznaje zwykle dzień przed porodem, gdy jest planowana cesarka, albo dopiero na sali, gdy to poród naturalny. Po chrzcie dyskretnie staje gdzieś z tyłu albo zostawia ich samych. Jeśli mają życzenie, to czeka wraz z nimi, aż dziecko odejdzie. Może też przyjechać ponownie, by udzielić sakramentu namaszczenia chorych.

Reklama

Bywało, że budził zdziwienie portierów, gdy wpadał w koloratce do szpitala z okrzykiem „Ja na porodówkę”. Do porodów pędził często na motocyklu. – Bo to najlepszy sposób na ominięcie korków. Dziecko przecież nie poczeka. Trzeba wpaść, być i działać – komentuje. A motocykle to jego pasja od dzieciństwa. Jak był dzieciakiem, to wujek przewiózł go na motorze. Już wtedy obiecał sobie, że kiedyś sam też uzbiera na własny motocykl. Z czasem kupił kilkuletnią yamahę, a później zamienił ją na używanego harleya. Nawet jak jedzie autem, to często w motocyklowym stroju.

Wszystkie „swoje” porody hospicyjne ma opisane w notatniku. Ostatni był w lutym 2020 r., tuż przed pandemią. A później szpitale przestały wpuszczać pracowników hospicjum. I tak zostało do dziś. Pandemiczny zakaz sprawił, że szefowa Gajusza może wspierać rodzącą mamę już tylko przez telefon. – Jest potrzeba, by zrobić pozytywną reklamę hospicjum perinatalnego, choć słowa „reklama” i „hospicjum” zdają się nie składać w całość. Trzeba pokazać, że jest instytucja, która zapewnia opiekę mamom. Że nie są same. Że jest ktoś, kto im fachowo pomoże. Pod każdym względem: psychologicznym, lekarskim, duchowym.

Przeczytaj całą historię: gajusz.org.pl.

Wesprzyj dzieło Fundacji Gajusz: gajusz.org.pl/zbiorka.

Podziel się:

Oceń:

+73 0

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Leszek Ojrzyński, trener Zagłębia Lubin: Gdy wychodzi na boisko, wykonuje znak krzyża, prosząc, by nikomu nic się nie stało

Trener KGHM Zagłębia Lubin Leszek Ojrzyński

PAP/Adam Warżawa

Trener KGHM Zagłębia Lubin Leszek Ojrzyński

W ubiegłym sezonie udało mu się utrzymać Zagłębie Lubin w Ekstraklasie, a teraz jego zespół jest rewelacją rozgrywek. Szkoleniowiec udzielił wywiadu portalowi Sport.pl. To ważna rozmowa, bo Ojrzyński mówi w niej nie tylko o piłce nożnej, ale również o Bogu, pielgrzymkach i stracie najbliższych osób - czytamy na weszlo.pl.

Więcej ...

Diecezja włocławska: Są pierwsze informacje organizacyjne nt. poświęcenia najwyższego w Europie pomnika Matki Bożej

2026-07-16 06:54
Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia (Kujawsko-Pomorskie) jest coraz bliżej końca

Diecezja włocławska

Budowa najwyższego w Europie 55-metrowego pomnika Matki Bożej w Konotopiu k. Torunia (Kujawsko-Pomorskie) jest coraz bliżej końca

W uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, 15 sierpnia 2026 r., o godz. 12.00, w Konotopiu (parafia Kikół), sprawowana będzie Msza Święta pod przewodnictwem biskupa włocławskiego Krzysztofa Wętkowskiego, po której nastąpi poświęcenie monumentu Matki Bożej Miłosiernej.

Więcej ...

Biskup świdnicki powołał nowego rzecznika prasowego

2026-07-16 21:00
Krzysztof Kotowicz nowy rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej

Archiwum ŚKB

Krzysztof Kotowicz nowy rzecznik prasowy Świdnickiej Kurii Biskupiej

Od 1 sierpnia diecezja świdnicka będzie miała nowego rzecznika prasowego, odpowiedzialnego za oficjalną komunikację i kontakty z mediami.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Mundial 2026: Krzyż... przy gwizdku. Wyjątkowy symbol...

Wiara

Mundial 2026: Krzyż... przy gwizdku. Wyjątkowy symbol...

Zmarł ks. infułat Władysław Fidelus – świadek...

Kościół

Zmarł ks. infułat Władysław Fidelus – świadek...

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel

Wiara

Najświętsza Maryja Panna z Góry Karmel

Człowiek nie musi sam dźwigać życia. Może wejść w...

Wiara

Człowiek nie musi sam dźwigać życia. Może wejść w...

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...

Aspekty

Na trasie pielgrzymki doszło do niebezpiecznego zdarzenia...

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

Wiara

Nowenna do Matki Bożej Szkaplerznej

Dzień Męża i Żony – siedem rad Ulmów dla małżeństw

Kościół

Dzień Męża i Żony – siedem rad Ulmów dla małżeństw

Zmiany kapłanów 2026 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2026 r.

Nowenna do św. Marii Magdaleny

Wiara

Nowenna do św. Marii Magdaleny