Reklama

©szczepank – stock.adobe.com

Leśna służba i misja

2019-09-10 12:59

Z dr. Andrzejem Koniecznym rozmawiała Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 37/2019, str. 36-39

O królu polskich kniei, ekologii i gospodarce leśnej z dr. Andrzejem Koniecznym, dyrektorem generalnym Lasów Państwowych, rozmawia Wiesława Lewandowska

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Od niepamiętnych czasów królem polskich kniei, polskich lasów był żubr, a dziś mamy w Polsce ok. 2 tys. sztuk tego gatunku, z ogromnym trudem uratowanego przed wyginięciem. Bez żadnej przesady można chyba powiedzieć, że to dzięki Lasom Państwowym, które w tym roku obchodzą 95-lecie swego istnienia...

DR ANDRZEJ KONIECZNY: – Zgadzam się z tą tezą. Można powiedzieć, że dzięki polskim leśnikom i Lasom Państwowym – lecz także dzięki zgodnemu zaangażowaniu polskich naukowców, przyrodników i weterynarzy – przed bez mała 100 laty zostały podjęte skuteczne działania na rzecz powrotu tego wielkiego zwierza do polskich lasów.

– I to bez pomocy tzw. ekologów, których wówczas nie było!

– Było więcej racjonalności i konkretnego działania zamiast absurdalnych, teoretycznych wymysłów w rodzaju stwierdzeń, że las i wszystko, co w nim żyje, trzeba pozostawić samym sobie, a leśnikom od lasu wara... Na szczęście wtedy panowała zgoda i było możliwe współdziałanie ludzi dobrej woli. Od kiedy prof. Jan Sztolcman na konferencji w Paryżu w 1923 r. zaproponował program uratowania żubra i przywrócenia jego obecności w polskich (i europejskich) lasach, odpowiednie przygotowania potoczyły się sprawnie i bez przeszkód.

– Na fali świeżo odzyskanej niepodległości?

– Zdecydowanie tak. Żubry na naszych terenach zostały ostatecznie wyniszczone podczas kataklizmu I wojny światowej, a dosłownie ostatni osobnik został zastrzelony przez kłusownika w 1919 r. Już 10 lat później przewieziono do Białowieży pierwsze osobniki z hodowli zamkniętych w Niemczech i Szwecji. Rozpoczął się niełatwy proces odbudowy tego gatunku w warunkach naturalnych. Naprawdę wszyscy się wtedy cieszyli, że żubr wrócił do Polski!

– Dzisiaj się nie cieszą?

– Dzisiaj jesteśmy zakładnikiem sukcesu. Mamy w Polsce ponad 1,?9 tys. żubrów i jednocześnie niezgodę, trudność ze społeczną akceptacją ich obecności w wielu miejscach w Polsce. Faktem jest, że tak duże zwierzę może czynić szkody i w polu, i w lesie...

– A może w dzisiejszym świecie nie ma już miejsca dla żubrów?

– Mam nadzieję, że aż tak źle nie jest. Miejsce powinno się znaleźć, potrzeba tylko dobrej woli i odpowiedniego wysiłku.

– 100 lat temu było łatwiej?

– Nie sądzę. Dzisiaj proponujemy, żeby te nasze polskie żubry rozsyłać po całej Europie, by się nimi dzielić. Niestety, najczęstszą odpowiedzią jest: brak miejsca, brak odpowiednich terenów do zasiedlenia oraz to, że ten gatunek budzi kontrowersje w europejskich – deklaratywnie ekologicznych, lecz praktycznie oderwanych od ziemi i natury – społeczeństwach.

– Chodzi o zwykły strach?

– Raczej o kolizję z życiem społecznym i, moim zdaniem, o najzwyklejsze wygodnictwo współczesnego człowieka. Mimo wszystko – mimo czynionych przez żubry szkód w uprawach rolnych – wygląda na to, że tylko u nas, w Polsce, są one autentycznie akceptowane.

– Lecz wciąż – od 100 lat – żubr pozostaje zwierzęciem specjalnej troski...

– Nie może być inaczej. Warto tu podkreślić, że nie wszystkie kraje europejskie, pomimo szczytnych deklaracji, czynią tyle dla podtrzymania bioróżnorodności, ile czyni Polska, a zwłaszcza polskie leśnictwo; wiele gatunków roślin i zwierząt obejmujemy rzeczywistą troską. Mamy więc powody, by być z tego dumni.

– A symbolem tej dumy może być właśnie żubr?

– Żubr jest symbolem ochrony przyrody na świecie. Niewątpliwie wymaga szczególnej troski i coraz trudniej zapewnić mu odpowiednie warunki bytowania w naturze. Populacja żubra w Polsce została odtworzona na bazie zaledwie siedmiu osobników ocalałych w hodowlach, stąd charakterystyczne dla chowu wsobnego problemy m.in. z odpornością. Aby zmniejszyć ryzyko chorób, zwiększyć bezpieczeństwo stada, wskazane jest rozlokowanie polskich żubrów na większej przestrzeni, nawet w innych państwach. Niestety, zderzamy się tu wciąż z niezrozumieniem, z odmową... Dlatego, ze względów zdrowotnych, staramy się obecnie rozproszyć tę naszą populację na obszarze Polski, tworzymy nowe stada w większych kompleksach leśnych, np. na terenie Puszczy Augustowskiej. Pamiętajmy, że jeden osobnik potrzebuje aż 2 km2 przestrzeni, więc nie każde miejsce się nadaje. Obok tego prowadzimy nieustanny monitoring zdrowotny wszystkich osobników, także post mortem, w celu rozpoznania ich chorób, których, niestety, jest bardzo wiele.

– Dosłownie każdy żubr w Polsce jest otoczony opieką weterynaryjną?

– Każdy. Stada są obserwowane – przede wszystkim w miejscach podawania paszy – przez leśników, weterynarzy oraz specjalne komisje żubrowe. Stąd wiemy, że polskie stada są ciągle w dość dobrej – ale jednak nie do końca – kondycji. Z pewnością trzeba prowadzić, mimo krytyki niektórych środowisk, rozważną eliminację osobników słabych, chorych bądź agresywnych, aby zapobiec roznoszeniu się chorób.

– To Lasy Państwowe są dziś głównym promotorem i sponsorem polskich żubrów?

– Były od samego początku i są do dziś. W specjalnym „projekcie żubrowym” rozpisanym na lata 2017-20 przeznaczamy na ten cel 47 mln zł (na opiekę, badanie, monitoring, leczenie, odławianie i transport za granicę, itp.).

– A mimo to właśnie na Lasach Państwowych i leśnikach skupia się dziś cała krytyka tzw. ekologów (właśnie z powodu eliminacji chorych sztuk) oraz rolników – z powodu szkód wyrządzanych przez żubry na polach. Kłopot z żubrem wydaje się podobny do kłopotu z kornikiem... Leśnicy są w stanie sobie poradzić ze stadami żubrów, z inwazją korników, ale wobec ludzkiego niezrozumienia są często bezradni...

– Rzeczywiście, nie jest nam łatwo dotrzeć do świadomości społecznej. Oderwani od ziemi i lasu współcześni ludzie nie zadają sobie bowiem trudu, by zrozumieć, w jaki sposób funkcjonuje przyroda i w jaki sposób wcześniej człowiek z niej korzystał, a przede wszystkim – w jaki sposób powinien z niej korzystać dzisiaj. Prawdziwy przekaz o tym, co się stało w Puszczy Białowieskiej, nie może się przebić ani do polskiej, ani do europejskiej opinii społecznej z powodu blokujących go – prowokowanych i podsycanych – emocji. Nie ma tu mowy o rzeczowej dyskusji, o rozsądku, są tylko pseudoekologiczne hasła... To wszystko doprowadziło do tego, że dzisiaj jedna czwarta powierzchni nadleśnictw Puszczy Białowieskiej jest martwa. Tak, leśnicy są w trudnej sytuacji, bo są zakrzykiwani, bo kwestionuje się ratowanie lasu przez usuwanie zainfekowanych drzew! W wyniku zmian po inwazji kornika na terenie całej puszczy dochodzi do przyrodniczo niekorzystnych zmian, do wyraźnego ograniczenia bioróżnorodności; tam, gdzie był las, teraz są trawy...

– Odwiedzający dziś Puszczę Białowieską przeciętny turysta z Polski lub z Europy, zobaczywszy taki krajobraz, o wszystko obwini leśników!

– Jest to całkiem realne, mimo że krańcowo niesprawiedliwe! Z Ustawy o lasach jasno wynika, że to leśnicy (konkretni nadleśniczy) odpowiadają za stan lasu, tymczasem np. w przypadku Puszczy Białowieskiej mamy do czynienia z wielością rozmaitych uregulowań prawnych; mamy tu jeszcze polską Ustawę o ochronie przyrody, prawo unijne (dyrektywy: ptasią i siedliskową), konwencję UNESCO. To bardzo trudne wyzwanie dla leśników, by w tym wszystkim się odnaleźć i móc działać racjonalnie.

– W przypadku Puszczy Białowieskiej okazało się to zupełnie niemożliwe, bo nadleśnictwa od 95 lat bardzo dobrze – i z wielką korzyścią dla przyrody! – funkcjonujące na ustanowionej u zarania polskiej niepodległości zasadzie samodzielności gospodarczej zostały niejako ubezwłasnowolnione?

– Mam wiele przykładów na to, że tak się dzieje – zawsze z wielką szkodą dla przyrody. Na podejmowane przez białowieskich leśników, za zgodą dyrektora generalnego, działania ratunkowe aktywiści ekologiczni, wspierani przez polityków opozycji, złożyli skargę do Komisji Europejskiej, która zakazała wycinki zajętych przez kornika drzew. Naszym zdaniem, było to sprzeczne z zawartym przez Polskę w 2008 r. zobowiązaniem do zachowania integralności obszarów Natura 2000, czyli stanu siedlisk sprzed tegoż roku. Tę integralność naruszył kornik, a my chcieliśmy ją przywrócić, uratować, by wywiązać się z tegoż zobowiązania. Tyle że to nasza działalność naprawcza została oceniona jako... naruszanie owej integralności. Mieliśmy więc do czynienia z nielogicznością, niepojętym paradoksem, z czymś w rodzaju unijnego paragrafu 22...

– Powiada Pan Dyrektor, że polscy leśnicy potrafiliby lepiej zadbać o dobrostan europejskiej przyrody niż całe sztaby unijnych urzędników oraz speców od ekologii?

– Leśnicy są skromni, ale znają się na przyrodzie i realnie w niej działają. Od 95 lat łączymy to, co na dzisiejszych salonach wydaje się niemożliwe do połączenia – tradycję z nowoczesnością. 95 lat temu w Polsce, po niespełna 5 latach od odzyskania niepodległości, powstały Lasy Państwowe – dobrze pomyślana instytucja, która niemal w niezmiennej formie przetrwała wojnę, okres stalinowski, gospodarkę nakazowo-rozdzielczą, a także zapędy neoliberalne polityków III RP. Można bez zbytniej przesady powiedzieć, że polska gospodarka leśna może być wzorem. Jako pośrednie dowody na to mogą służyć następujące fakty: od II wojny światowej powierzchnia leśna Polski zwiększyła się o 50 proc., przybyło ponad 2,5 mln ha lasów, zwiększają się ich zasobność oraz możliwości użytkowania drewna. Znaczące są poprawa stanu lasów pod względem zgodności składu gatunkowego z warunkami siedliskowymi oraz dobry, pomimo pojawiających się zagrożeń, stan zdrowotny. Zawsze oczywistą sprawą dla nas, polskich leśników, jest to, aby wycinać o wiele mniej drzew, niż ich przyrasta. W ten sposób tworzymy narodowe bogactwo.

– A jednak w historii Lasów Państwowych pojawiały się wymuszenia większej eksploatacji...

– Tak było zawsze wtedy, gdy trzeba było odbudowywać kraj, czy to na początku II RP, czy w latach 40. XX wieku. Lasy Państwowe znacząco wsparły odbudowę kraju ze zniszczeń wojennych. Należy jednak mocno podkreślić, że polscy leśnicy, dzięki tradycyjnej formacji wyniesionej z polskich szkół leśnych, dzięki ogromnemu poczuciu służby i misji – niespotykanemu już chyba w innych środowiskach zawodowych – zawsze potrafili obronić powierzony im las. Powołana prawie 100 lat temu organizacja Lasy Państwowe miała z założenia być – i wciąż jest, dzięki Bogu! – gwarantem tego, że polskie lasy będą coraz bogatsze przyrodniczo.

– A gdy dziś cieszymy się z sukcesów polskiego meblarstwa, to naprawdę nie musimy się martwić, jak ten znaczny wzrost apetytu na drewno odbije się na polskich lasach?

– W żadnym razie. Po to istnieją Lasy Państwowe, by to nie groziło. To prawda, że Polska jest dziś czwartym eksporterem mebli i szóstym ich producentem na świecie, a wartość eksportu wszystkich produktów z drewna wynosi ok. 45 mld zł. Nie stanowi to jednak większego zagrożenia dla polskich lasów. Dzieje się tak dlatego, że krócej, niż trwa pozyskanie drewna, rosną jego zasoby w lesie – o to właśnie dbamy. W samych lasach w zarządzie Lasów Państwowych przyrasta dziś netto (ponad to, co wycinamy) ok. 25 mln m3 drewna rocznie. Można powiedzieć, że w uproszczeniu na każdego Polaka przybywają w Lasach Państwowych co roku dwa nowe drzewa. Aż 38 proc. powierzchni lasów państwowych podlega ochronie w ramach unijnego programu Natura 2000, blisko 2 proc. stanowią rezerwaty, kolejne 2 proc. to strefy ochrony rzadkich gatunków. Udowadniamy więc, że można połączyć użytkowanie lasu z ochroną przyrody. Tak się w Lasach Państwowych zawsze działo i dzieje się nadal.

– Polscy leśnicy nie są więc wyłącznie bezwzględnymi eksploatatorami lasu – jak się ich często postrzega – ale też świadomymi, dobrze wykształconymi ekologami?

– Śmiem twierdzić, że są nimi przede wszystkim. Któż, jak nie polscy leśnicy właśnie, stara się przekonywać resztę świata o fundamentalnym znaczeniu lasu – jako wielkiego magazynu CO2 w drzewach i drewnie – dla jakości klimatu? To polscy naukowcy leśnicy przedstawiają międzynarodowym gremiom swoje badania, proponują konkretne rozwiązania. Lasy Państwowe realizują już projekt pilotażowy „Leśne Gospodarstwa Węglowe”; do 2026 r. chcemy znacznie zwiększyć możliwości pochłaniania CO2 przez drzewa leśne.

– Jak to możliwe?

– Będziemy zalesiać nowe tereny wszędzie, gdzie to tylko możliwe! W starszych lasach koniecznie trzeba dosadzać nowe gatunki drzew, np. te mogące rosnąć w cieniu (buk). Żartobliwie mówiąc, chcemy zwiększyć „ilość drewna w lesie”, by w ten sposób uwięzić jak najwięcej CO2... Trzeba też przywracać wodę przesuszonym torfowiskom, rozbudowywać retencję wód w lasach itp., itd.

– Lasy Państwowe stać na tego rodzaju szeroko zakrojone przedsięwzięcia?

– Tak zostały 95 lat temu zorganizowane, by sobie radzić nawet w najcięższych sytuacjach. Mimo zwiększających się obciążeń i danin na rzecz budżetu państwa (rocznie 2,5-3 mld zł) samodzielnie radzimy sobie z największymi kataklizmami, nie oczekujemy rekompensat ani odszkodowań od państwa. Wielka „wichura stulecia” zniszczyła lasy na obszarze równym dwukrotnej powierzchni Warszawy. Po niespełna 2 latach na jednej trzeciej tych terenów już rośnie otoczony opieką nowy las.

– Nie wszyscy jednak zdajemy sobie sprawę z tego, że lasów w Polsce mamy wciąż za mało...

– Mogę zapewnić, że lasy w Polsce mają się dobrze, jest ich coraz więcej, są też bardziej różnorodne biologicznie i zasobne w drewno. Na każdego statystycznego Polaka przypada dziś w Lasach Państwowych o 60 drzew więcej niż w 1989 r. Korzystajmy z wyjątkowego przywileju swobodnego dostępu do ogromnej większości polskich lasów, cieszmy się też tym, że dają pracę i są jednym z filarów polskiej gospodarki. My, leśnicy, możemy obiecać, że zrobimy wszystko, by zachować je dla przyszłych pokoleń w doskonałym stanie, bo dziś korzystamy z nich w rozsądny, zrównoważony sposób.

* * *

Dr Andrzej Antoni Konieczny
Leśnik (absolwent SGGW), doktor nauk ekonomicznych, absolwent studiów podyplomowych Master of Business Administration University of Illinois; odbył staże zawodowe w administracji leśnej Szwajcarii i Niemiec. Od 1996 r. na różnych stanowiskach w Lasach Państwowych. W latach 2015-18 – podsekretarz stanu w Ministerstwie Środowiska. Od stycznia 2018 r. – dyrektor generalny Lasów Państwowych

Tagi:
wywiad

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Historia podziemnego przejścia na Jasną Górę

Historia podziemnego przejścia na Jasną Górę

XXII Mistrzostwa Wyższych Seminariów Duchownych w Tenisie Stołowym

XXII Mistrzostwa Wyższych Seminariów Duchownych w Tenisie Stołowym

„Niedziela” u ks. Soboty

„Niedziela” u ks. Soboty

Przegląd prasy

Przegląd prasy

Prezentacja nr 46/2019

Prezentacja nr 46/2019

Pytania o wolność...

Pytania o wolność...

Częstochowa. Zakończenie XXII Mistrzostw Polski Wyższych Seminariów Duchownych i Zakonnych w Tenisie Stołowym

Częstochowa. Zakończenie XXII Mistrzostw Polski Wyższych Seminariów...

XXII Mistrzostwa w tenisie stołowym

XXII Mistrzostwa w tenisie stołowym

Jubileusz parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Jubileusz parafii pw. Pierwszych Męczenników Polski w Gorzowie.

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem