Reklama

Komentarze

Nigdy się nie poddałam

Uważam, że miałam życie ciekawe, interesujące i szczęśliwe. gdybym mogła,
nic w zasadzie bym w nim nie zmieniła – mówi Elżbieta Dzikowska

Krzysztof Tadej

Uważam, że miałam życie ciekawe, interesujące i szczęśliwe. gdybym mogła, nic w zasadzie bym w nim nie zmieniła – mówi Elżbieta Dzikowska

Podróżniczka, historyk sztuki, sinolog, autorka książek, programów telewizyjnych i audycji radiowych. To oczywiście słynna Elżbieta Dzikowska. Czytelnikom Niedzieli opowiada o podróżach, pobycie w więzieniu i życiu w czasie pandemii.

Krzysztof Tadej: „Nie nadaję się do siedzenia na miejscu. Zawsze miałam w sobie ciekawość poznawania świata” – twierdziła Pani przed pandemią. A dzisiaj? Jak żyje się Pani w czasach, gdy prawie nikt nie podróżuje?

Elżbieta Dzikowska: Musiałam się przyzwyczaić do siedzenia na miejscu. Nie sprawia mi to przyjemności, ale staram się pożytecznie wykorzystywać czas. Piszę książki. W ubiegłym roku napisałam szósty tom Polski znanej i mniej znanej. Teraz się ukazał.

Ciągle coś Pani w Polsce odkrywa?

Ostatnio np. drewniany kościół w Boguszycach k. Rawy Mazowieckiej. Świątynia z XVI-wieczną polichromią. Coś wspaniałego! Każdy powinien ją zobaczyć. Poza tym, że odkrywam różne ciekawe miejsca, przygotowałam trzeci tom wspomnień pt. Tam, gdzie byłam. To opowieść o podróży po Stanach Zjednoczonych. Przez 7 miesięcy jeździłam z Tonym Halikiem kamperem tropem parków narodowych i rezerwatów indiańskich. Zwiedziliśmy 24 stany!

Reklama

Czyli cały czas jest Pani aktywna.

Nie potrafię inaczej. Nie mogę nic nie robić. Zawsze byłam ciekawa świata. Chciałam zobaczyć to, co jest za horyzontem. Jak żyją ludzie, co stworzyli, jaka jest ich kultura. Nie potrafiłabym leżeć godzinami na plaży pod parasolem. To nie dla mnie. Moje życie musi być związane z jakąś aktywnością. Wtedy wiem, że żyję. Teraz przygotowuję album o Chinach. W tym samym czasie grafik pracuje nad książką pt. Fryzury i nakrycia głowy na świecie. Jak skończy, zajmę się opisami. Tę energię mam w sobie. Chyba to dziedziczne. Myślę, że po moim tatusiu...

... który w czasie II wojny światowej był żołnierzem Armii Krajowej.

Bardzo dobrze go pamiętam, choć w czasie wojny byłam małą dziewczynką. Tatuś był łącznikiem między Siedlcami a Międzyrzecem Podlaskim. Bardzo ruchliwy, energiczny. Niestety, Niemcy go aresztowali i rozstrzelali.

Została Pani z mamą i małym bratem...

Mamusia walczyła o nasze utrzymanie. Dlatego założyła herbaciarnię z nielegalnym wyszynkiem. To przynosiło trochę pieniędzy. Zdarzało się, że jak wracała do domu, napadano na nią. Wtedy babcia dała mi starą, dużą kłódkę swojej matki, a może i babki, która z daleka wyglądała jak pistolet. I ja, mając zaledwie sześć czy siedem lat, chodziłam wieczorami po mamę. Stałam się jej ochroniarzem!

Reklama

Smutne dzieciństwo...

To najgorszy etap mojego życia. Wojna, śmierć taty, trudne warunki... Szybko wydoroślałam. W zasadzie to nie miałam dzieciństwa.

W 1952 r. trafiła Pani do więzienia...

O! Zna Pan szczegóły mojego życia!

Przez wiele lat Pani o tym nie opowiadała.

Nie chciałam być osobą „ze styropianu” i mieć z tego tytułu jakieś przywileje. To, co robiłam po wojnie, wynikało z przyczyn ideowych. Zostałam aresztowana za przynależność do organizacji antykomunistycznej. Jak zmienił się ustrój, nie zwierzałam się z tego.

O co była Pani oskarżona?

Razem z grupą koleżanek i kolegów rozlepialiśmy ulotki antykomunistyczne. Chcieliśmy też, co było niezbyt mądre, rozkręcić szyny na trasie, którą jeździł pociąg ze Związku Radzieckiego. A jak nas aresztowano, to każdego oskarżono o posiadanie broni. To była już przesada, mieliśmy tylko jeden pistolet w całej organizacji.

I to właśnie Pani z niego strzelała...

Raz, do rzeki. Chciałam wypróbować, jak działa. Jako jedyna w grupie potrafiłam strzelać. Byłam mistrzynią powiatu w strzelaniu z kabekaesu, i to z trzech pozycji!

Ile czasu spędziła Pani w więzieniu?

Początkowo straszono, że dostanę dożywocie. Ale w więzieniu byłam pół roku. Cały czas powtarzałam, że nic nie wiem, nic nie robiłam i nie znam nikogo z zatrzymanych. Byłam uparta, konsekwentna. Zwolniono mnie jako najmłodszą, kiedy przyszła amnestia.

To był najtrudniejszy okres w Pani życiu?

Chyba tak. Siedziałam na Zamku Lubelskim, w miejscu, gdzie rozstrzelano mojego tatę... Później też miałam trudny okres. Chciałam studiować. Złożyłam dokumenty na Uniwersytet Warszawski, ale ze względu na moją przeszłość nie pozwolono mi studiować. Wtedy jedna z koleżanek, która przyjechała z Warszawy, powiedziała, że na uniwersytecie jest jeden niezwykle trudny wydział – sinologia. Nauka języka chińskiego i wszystkiego, co dotyczy Chin, nie była zbyt popularna. Spróbowałam się tam dostać. Nie było to jednak łatwe, najpierw mnie odrzucono, ale pojechałam do Warszawy, gdzie udało mi się przekonać – miałam 16 lat! – komisję odwoławczą, żeby dopuszczono mnie do egzaminu w drugim terminie. Udało się. Zdałam. W czasie studiów miałam trochę kłopotów, bo ze względów politycznych odmówiono mi wyjazdu na dwuletnie stypendium do Chin – pojechałam tam na 6 tygodni dopiero po „odwilży” w 1957 r. Ukończyłam sinologię, ale nie mogłam po niej znaleźć pracy. Najpierw odkurzałam książki w bibliotece uniwersyteckiej, potem pracowałam w Parku Kultury, w CIECH-u handlowałam ługiem sodowym. Postanowiłam też studiować historię sztuki. I jak już studiowałam, to szczęście uśmiechnęło się do mnie. Powstało pismo Chiny i zaproponowano mi pracę. Kiedy upadło, przeszłam do Kontynentów, gdzie powierzono mi pisanie artykułów w dziale Ameryki Łacińskiej. „Ale ja nie mam pojęcia o tym kontynencie!” – powiedziałam. Usłyszałam: „Nikt nie ma!”. Nauczyłam się więc języka hiszpańskiego, pojechałam na 3 miesiące do Meksyku i tak powoli stałam się specjalistką od Ameryki Południowej! (śmiech)

Zaczęła Pani podróżować po całym świecie. Co radziłaby Pani osobom, które marzą o podróżach, ale boją się latać samolotami lub pływać statkiem?

To przecież o mnie Pan mówi! Dwóch rzeczy nie znoszę: chamstwa i turbulencji. Ale nie można się poddawać, należy przełamywać strach. Tyle razy latałam i nic mi się nie stało. Muszę przyznać, że na wodzie też nie czuję się zbyt pewnie. Kiedy pływaliśmy z Tonym naszą łódką, często cierpiałam i miałam chorobę morską. Ale dla mnie podróż była zawsze tylko środkiem do celu.

Kiedyś wspominała Pani o wyczerpującym powrocie z Ameryki Łacińskiej...

Tej podróży nie zapomnę do końca życia. Był 1968 r. Wracałam do Polski statkiem, który przewoził mączkę rybną. Zapach mączki to zdecydowanie najgorszy, najohydniejszy zapach świata. Z trudem można wytrzymać godzinę, może kilka godzin, a ja płynęłam przez 3 tygodnie...

Podróżowanie to również niebezpieczne sytuacje. Jedną z nich przeżyła Pani nad przepaścią.

Jechałam konno, ale koń mnie zrzucił i ciągnął w strzemionach kilkanaście metrów. Dobrze, że spadłam od strony skał, a nie przepaści.

Tony Halik był przerażony?

Bardzo rozpaczał..., tak, że nie zrobił zdjęcia. Przez wiele lat nie mógł sobie tego darować! (śmiech).

Miała Pani inne dramatyczne sytuacje?

W Etiopii np. rano poszłam robić zdjęcia nad brzegiem rzeki i nagle się zapadłam. Natychmiast wyciągnęłam rękę z aparatem, żeby się nie zamoczył. Z największym trudem z tego błota wyciągnęłam jedną nogę, potem drugą. Roześmiałam się, bo byłam w nowych spodniach. Dopiero chwilę później zrozumiałam, jak było niebezpiecznie. Gdybym nie wydostała się w ciągu kilku sekund, to byśmy dzisiaj nie rozmawiali. O trudnych sytuacjach staram się zapominać. Chcę pamiętać dobre, przyjazne sytuacje i zdarzenia, np. święta wielkanocne na... Wyspie Wielkanocnej.

Na czym polega ich specyfika?

Były niezwykłe, bo najzamożniejszy człowiek musi poświęconymi pokarmami obdzielić całą wioskę. Na kamieniach piecze się tuńczyki, banany, mięso. Ustawiają się kolejki mieszkańców po jedzenie, które przyjeżdża poświęcić ksiądz. Widok niezapomniany, bo ksiądz przyjechał na białym koniu...

Mimo wyjazdów do wielu krajów zawsze zachęca Pani do zwiedzania Polski. Dlaczego?

Jestem zachwycona Polską, która jest pięknym, ciekawym krajem. Uważam, że należy ją poznać, zanim wyruszy się w wielki świat. Mamy wiele interesującym szlaków, poczynając od szlaku piastowskiego. Jeśli chodzi o przyrodę, to zawsze urocze są dla mnie Bieszczady. To najpiękniejsze góry na świecie ze wspaniałymi, drewnianymi kościółkami. Teraz myślę już o siódmym tomie cyklu Polska znana i nieznana. Chcę pojechać na Żuławy, gdzie kiedyś przybyli holenderscy osadnicy. Poza tym chcę opowiedzieć o Warszawie i jej okolicach, opisałam w szóstym tomie Polski... sztukę Jerzego Nowosielskiego, którego dzieła warto zobaczyć m.in. w cerkwi św. Jana Klimaka na warszawskiej Woli, w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego na warszawskich Jelonkach i w kościele Opatrzności Bożej w Wesołej. Podróżując po Polsce, poznałam wielu księży. Z kilkoma się zaprzyjaźniłam, chociażby ze wspaniałym ks. Stanisławem Banachem z Głowna, ks. płk. Andrzejem Bokiejem z Jeleniej Góry, ks. Wiesławem Niewęgłowskim, który był duszpasterzem środowisk twórczych, czy ks. Wojciechem Węckowskim, prezesem Wydawnictwa Bernardinum.

Z naszej rozmowy wynika, że mimo pandemii jest Pani szczęśliwa. Nie pomyliłem się?

Uważam, że miałam życie ciekawe, interesujące i szczęśliwe. Gdybym mogła, nic w zasadzie bym w nim nie zmieniła. Były momenty trudne, ale one mnie wzmocniły. Nigdy się nie poddałam. Trzeba przeżyć gorsze chwile, żeby docenić te lepsze. Życzę każdemu, żeby tak jak ja wybierał sobie ten rodzaj aktywności, który jest związany z jakąś pasją. Życie bez pasji jest jak potrawa bez soli. Na koniec chciałabym życzyć Czytelnikom tygodnika Niedziela, żeby jak najszybciej mogli podróżować po różnych krajach, ale również żeby odkrywali Polskę.

2021-03-30 10:53

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Historia Światowych Dni Młodzieży

Album „VI Światowy Dzień Młodzieży”/Wydawnictwo Zakonu Paulinów

Wszystko zaczęło się od Jubileuszu Młodych w ramach Nadzwyczajnego Roku Świętego Odkupienia w 1984 r.

Więcej ...

Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej odkryto pradziejową kopalnię krzemienia czekoladowego

2021-09-22 07:13

Monika Książek/Niedziela

Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskie archeolodzy odkryli mającą nawet 10 tys. lat kopalnię krzemienia czekoladowego. Jak podkreśla kierownik badań dr Magdalena Sudoł-Procyk – to dotąd najdalej wysunięty na południowy zachód w Polsce tego typu obiekt.

Więcej ...

Synod plenarny w Australii: „szukamy nowej drogi”

2021-09-24 16:39

Vatican News

Z początkiem października rozpocznie się w Adelajdzie piąty Synod plenarny Kościoła katolickiego w Australii. Jego celem jest przygotowanie katolików w tym kraju do nowego sposobu przeżywania wspólnoty Kościoła i sposobów działania w czasach ogólnoświatowych przemian. „Po raz pierwszy świeccy zostaną członkami Rady Plenarnej” – powiedział Gavid Abraham, rzecznik episkopatu Australii.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Episkopat: zmarł biskup senior diecezji kaliskiej Edward...

Polska

Episkopat: zmarł biskup senior diecezji kaliskiej Edward...

Teraz inaczej patrzę na życie - bp Janiak o swojej...

Polska

Teraz inaczej patrzę na życie - bp Janiak o swojej...

Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej odkryto pradziejową...

W wolnej chwili

Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej odkryto pradziejową...

Człowiek różańca – o. Jerzy Tomziński wspomina św....

Kościół

Człowiek różańca – o. Jerzy Tomziński wspomina św....

Andrea Tornielli: nowe spojrzenie na spowiedź, sakrament...

Kościół

Andrea Tornielli: nowe spojrzenie na spowiedź, sakrament...

Bocelli: film „Fatima” zawiera przesłanie, które...

Wiara

Bocelli: film „Fatima” zawiera przesłanie, które...

Franciszek o Mszy trydenckiej: powrót do prawdziwych...

Franciszek

Franciszek o Mszy trydenckiej: powrót do prawdziwych...

Akt oskarżenia za znieważenie wizerunku Matki Boskiej

Polska

Akt oskarżenia za znieważenie wizerunku Matki Boskiej

Niemcy: papież nie przyjął rezygnacji arcybiskupa...

Niemcy

Niemcy: papież nie przyjął rezygnacji arcybiskupa...