W palącym słońcu Umbrii podchodzimy do stacji kolejki linowej
u podnóża celu naszej podróży. Trzysta metrów nad nami, na płaskim
szczycie wulkanicznego wzgórza wznosi się Orvieto - miasto, które
za kilka minut odkryje przed nami swą największą i świętą Tajemnicę.
Z Piazza Cahen, na który przyjechaliśmy kolejką, powoli, choć z narastającą
ciekawością, podążamy starymi uliczkami miasta do słynnej gotyckiej
katedry. Papież Leon XIII nazwał ją "złotą lilią włoskich katedr",
dodając, że w dniu Sądu Ostatecznego uniesie się do nieba na skrzydłach
swego piękna. Tym bardziej spieszno nam na spotkanie z tą opiewaną
w przewodnikach i albumach budowlą. A przecież jej piękno to tylko
cząstka tego, co przywiodło nas do słynnego Orvieto... Jeszcze tylko
parę kroków i uliczka wyprowadza nas na Piazza Duomo. Na moment wstrzymujemy
oddech. Katedra jest istotnie przepiękna. Trudno oderwać oczy od
jej wysokiej na 53 metry fasady tonącej w bogactwie dekoracji. Płaskorzeźby,
kolumienki i wieżyczki urozmaicone są niezwykłymi kolorami mozaik.
Szczególną uwagę przykuwają potężne portale i cztery filary katedry.
W ich dolnej partii płaskorzeźby dzieła Maitaniego i jego uczniów
przedstawiają sceny ze Starego i Nowego Testamentu. Patrząc na tak
niezwykłe piękno, można zrozumieć, dlaczego tak dużo czasu zajęło
wznoszenie monumentalnej świątyni. Same plany katedry powstawały
ponad trzydzieści lat, a jej budowa, rozpoczęta w 1290 r., trwała
trzy stulecia. Wzięło w niej udział 33 architektów, 152 rzeźbiarzy,
68 malarzy i 90 twórców mozaik. Nic dziwnego, że nie mniej słynące
z urody co fasada jest wnętrze świątyni - choćby przepiękne freski
Signorellego. Nie dla uroków sztuki jednak tu przybyliśmy.
Katedra w Orvieto została wybudowana dla upamiętnienia
tzw. cudu bolseńskiego z 1263 r. Pewnego dnia tegoż roku kapłan Piotr
z Pragi podróżujący do Rzymu zatrzymał się w kościele św. Krystyny
w miasteczku Bolsena nieopodal Orvieto, by sprawować tam Eucharystię.
W chwili gdy podczas przeistoczenia unosił w dłoniach Hostię, dopadły
go wątpliwości dotyczące rzeczywistej obecności Pana Jezusa pod postacią
chleba. W tej samej chwili Hostia zaczerwieniła się i zaczęła z niej
spływać krew. Przerażony kapłan złożył krwawiącą Hostię na lnianym
korporale. Tak szybko, jak było to możliwe, udał się do Orvieto,
gdzie właśnie przebywał papież Urban IV i zdał relację z cudownego
wydarzenia. Po procesie dochodzeniowym biskup diecezji otrzymał nakaz
przewiezienia Hostii i zakrwawionego korporału do katedry w Orvieto,
a w sierpniu następnego roku specjalną bullą papież Urban IV ustanowił
święto Bożego Ciała i nakazał obchodzić je w czwartek po niedzieli
Trójcy Świętej. Poprosił też św. Tomasza z Akwinu o napisanie Mszy
św. i oficjum ku czci Najświętszej Eucharystii jako Ciała Pańskiego.
65 lat później następca Urbana IV - papież Marcin V wprowadził obowiązek
urządzania uroczystej procesji w uroczystość Bożego Ciała.
Dziś cudowny Korporał przechowywany jest w katedrze w
Orvieto w Capella del Corporale, w szkatule zaprojektowanej jako
kopia fasady. W jej tle znajdują się freski Ugolino di Prete, przedstawiające
historię cudu bolseńskiego. Wszyscy pielgrzymi przyjeżdżający do
Orvieto nawiedzają to miejsce, by choć w krótkiej modlitwie uczcić
Pana karmiącego nas Swym Ciałem i Krwią.
Mamy ogromne szczęście, że mimo trwającej w kaplicy Liturgii
Godzin zostajemy wpuszczeni przed Święty Korporał. Kolana zginają
się same, a oczy nie mogą oderwać się od śladów Krwi na lnianym obrusie.
Trudno opuszczać katedrę w Orvieto i jej największy Skarb, ale czas
dla pielgrzyma płynie nieubłaganie. Kilka dni później, wędrując śladami
Świętych i niezliczonych cudów, jakie Pan czyni, by nas, niedowiarków,
umocnić w wierze, uklękniemy w miejscu cudu eucharystycznego z VIII
wieku - w cichym Lanciano.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



