Reklama

Wiadomości

Zapomniane dzieje Ameryki… Gdy Polacy poszli na strajk

Wikimedia Commons/dp

Pamięć o wywołanym przez Polaków pierwszym strajku w historii Ameryki Północnej jest częścią bogatej, choć nieraz zapominanej historii. To ważny wkład polskiej emigracji w życie społeczne Stanów Zjednoczonych.

Dokładnie 403 lata temu, w lipcu 1619 roku w pierwszej stałej angielskiej osadzie w Ameryce, Jamestown znajdującej się na terenach dzisiejszego stanu Wirginia wywołano strajk. Zrobiła to grupka szklarzy, drwali, wytwórców mydła, dziegciu, ługu oraz smoły pochodzących z Polski. Celem strajkujących było zmuszenie władz tej kolonii do przyznania im praw wyborczych.

Strajk zakończył się zwycięstwem Polaków, co potwierdzają historyczne dokumenty, takie jak księga sądowa "Virginia Company of London" – spółki odpowiedzialnej za angielską kolonizację wschodnich wybrzeży Ameryki.

Podziel się cytatem

Ksiądz i polonijny historyk, Wacław Kruszka ponad 110 lat temu tak pisał o tym wydarzeniu:

„Tak więc Polacy nie tylko urządzili, ale i wygrali pierwszy strajk w Ameryce i odnieśli pierwsze zwycięstwo w walce o równouprawnienie. Polacy nie tylko uczyli Anglików w Wirginii, jak mają robić dziegieć i smołę, ale dali im także dobrą nauczkę amerykanizmu. Była to pierwsza lekcja amerykanizmu, jaką Anglicy w Ameryce otrzymali. Oby tylko ta nauczka później nigdy nie była poszła w las”.

Pamięć o tym wydarzeniu zniknęłaby bezpowrotnie, gdyby nie działalność księdza Kruszki.

Bohaterowie z Jamestown

Tak się złożyło, że Polacy "za wielką wodą" znaleźli się już w 1608 roku, a więc nieco wcześniej od słynnych "Pielgrzymów", którzy przybili do brzegów Ameryki dopiero 12 lat później.

Przybycie naszych rodaków odnotował kapitan John Smith, angielski żołnierz, odkrywca i zarządca Jamestown. W swoich wspomnieniach, zatytułowanych "The General Historie of Virginia" wydanych w 1624 roku, zapisał, że na statku „Mary and Margaret” około 1 października 1608 przybyło „ośmiu Niemców i Polaków”.

Wedle niepotwierdzonych informacji podawanych przez polonijnych historyków takich jak Arthur L. Waldo, na pokładzie „Mary and Margaret” miało znajdować się pięciu Polaków.

Podziel się cytatem

Mieli być to:

- Michał Łowicki, szlachcic z Elbląga, mieszkający w Londynie, który miał pełnić rolę nieformalnego "przywódcy" polskiej grupy i odpowiadać za organizację całego wyjazdu.

- Szklarz Zbigniew Stefański z Włocławka, autor domniemanych pamiętników z tamtej wyprawy i dalszego życia Polaków w Jamestown.

Oraz mydlarz Jan Mata z Krakowa, cieśla z Radomia Stanisław Sadowski i smolarz Jan Bogdan z Kołomyi.

Reklama

Bogdan miał znać osobiście samego kapitana Smitha, gdyż obaj zetknęli się ponoć w Polsce w 1603 roku, gdy Anglik uciekał przed niewolą wojenną, która groziła mu ze strony Turcji i Tatarów.

Dzieło Smitha (tego samego Smitha powiązanego ze słynną indiańską księżniczką Pocahontas) wspomina o Polakach jeszcze trzykrotnie. Świadkami bytności naszych rodaków w Jamestown mieli być inni angielscy kolonizatorzy, którzy wspominali o nich w odrębnych relacjach, takich jak opublikowana w 1612 roku osobna praca Johna Smitha pod tytułem "The Proceedings of the English Colonies in Virginia".

Już wkrótce Polakom dały o sobie znać trudy życia w Nowym Świecie. Choć byli chwaleni za swoją pracowitość, to Anglicy notorycznie łamali ich prawa i nie dotrzymywali zobowiązań. Po drugiej stronie Atlantyku zajmowali się Polacy głównie ciężką, fizyczną pracą. Stawiali domy i inne budynki, wyrabiali produkty (smoła, dziegieć, ług itp.), w sposób nieznany reszcie mieszkańców Jamestown, którzy sami uważając się za "dżentelmenów", traktowali imigrantów z kraju nad Wisłą jak służbę na swoich usługach.

Rozpoczęły się również konflikty z Indianami z okolicznych plemion. Zachowała się do dziś informacja, jakoby Zbigniew Stefański i Jan Bogdan mieli uratować życie samemu Johnowi Smithowi, gdy ten w 1609 roku wpadł w zastawioną przez tubylców zasadzkę. W walkach z Indianami kilka lat później jeden z Polaków imieniem Robert (być może o nazwisku Nawrot) miał wsławić się pojmaniem jednego z nich.

Z biegiem czasu kolonia rozrastała się. W 1619 roku osadę miało zamieszkiwać około 2000 osób, z czego szacuje się, że mniej więcej 50 z nich miało polskie pochodzenie.

Kapitan Smith wysyłał do Londynu listy, w których pisał, że 30 takich cieśli, kowali i murarzy wartych jest więcej aniżeli 1000 tutejszych dżentelmenów. W miarę jak powiększała się społeczność Jamestown, rosła także liczba zamieszkujących tę osadę Polaków.

Reklama

Działaczka polonijna Adela Łagodzińska oraz Arthur L. Waldo podawali personalia części z nich. W Jamestown miał więc mieszkać: Karol Źrenica (lub Żrenica), Ignacy Machowski, Tomasz Miętus, Gwidon Stójka, Jan Kulawy, Mateusz Gramza, Herman Kromka, Jędrzej Malaszko, Eustachy Miciński, Michał Korczewski, Włodzimierz Terlecki, Jan Pargo, Mikołaj Syryński (lub Syrymski vel Syreński).

Polacy spełniali w Jamestown kluczową rolę i pełnili odpowiedzialne zadania. Bez ich pracy ciężko byłoby przetrwać całej osadzie. To właśnie im przypisuje się stworzenie pierwszych studni, zbudowanie pierwszego statku, huty szkła i wytwórni mydła. Ich wykazane zaangażowanie i werwa pomogły przetrwać trudny czas pierwszych lat kolonii i dołożyć symboliczną cegiełkę pod przyszły dobrobyt całej Ameryki.

Historyczny strajk

18 listopada 1618 roku całej kolonii Wirginii przyznano ograniczoną autonomię. W ramach "Wielkiej Karty" (Great Charter), która regulowała od tej pory ustrój polityczny tych terenów, przewidziano przeprowadzenie wyborów do lokalnego parlamentu (nazwanego "House of Burgesses") w przyszłym roku.

Wybory się odbyły i 30 lipca gubernator Wirginii, George Yeardley otworzył obrady zgromadzenia. "House of Burgesses" był pierwszym demokratycznie wybranym ciałem ustawodawczym w Ameryce Północnej.

Lecz "Wielka Karta" nie przewidywała gwarantowanych przez nią praw dla wszystkich mieszkańców kolonii. Polscy osadnicy zostali pozbawieni biernego i czynnego prawa wyborczego i to właśnie nad tym faktem nie mogli przejść obojętnie. Postanowili zatem zaprotestować.

Jak zapisał kapitan John Smith, Polacy w tamtym momencie "wstrzymali pracę do czasu usunięcia niesprawiedliwości".

Zamknęli prowadzone przez siebie fabryki szkła, smoły oraz mydła i przez czas strajku (zapewne kilka dni – przyp. red.) zajmowali się łowieniem ryb w pobliskiej rzece i tańczeniem polki.

Reklama

Jako, że spółka "Virginia Company of London" powołała Jamestown w celach prowadzenia handlu z monarchą w Anglii, władze kolonii nie mogły sobie pozwolić na to, aby statki opuszczające Jamestown odpływały praktycznie puste.

Wobec tego, gubernator Yeardley postanowił powiadomić o strajku Londyn. Sam nie miał wystarczającej władzy, aby zaspokoić żądania Polaków.

Podczas najbliższego zebrania "Virginia Company of London" zajęto się sprawą wstrzymania pracy przez rzemieślników w Jamestown. W kronice tego towarzystwa pod datą 21 lipca 1619 roku widnieje następujący zapis:

„W sprawie sporu Polaków (Polacy określeni byli wówczas, jako "Polonians" - przyp. red.) zamieszkałych w Wirginii postanowiono teraz (pomimo wszelkich rozporządzeń przeciwnych), że mają być obdarzeni prawem głosu i uczynieni tak wolnymi, jak każdy inny mieszkaniec tamtejszy; ażeby ich zręczność w wyrabianiu smoły, dziegciu i ługu nie zaginęła wraz z nimi, postanowiono, że niektórzy młodzieńcy mają być im przydatni do wyuczenia się ich zręczności i wiedzy w tym fachu dla dobra przyszłości kraju”.

Fragment ten jest bezpośrednim dowodem na to, że polski strajk naprawdę miał miejsce. Polacy zrealizowali swoje strajkowe postulaty, czyli zostali dopuszczeni do udziału w wyborach w Wirginii i otrzymali prawo posiadania własności.

Lecz już 4 sierpnia 1619, Yeardley rozwiązał mieszczący się w małym kościółku w Jamestown lokalny parlament "House of Burgesses", przez co Polacy nie zdążyli skorzystać ze swoich nowo nabytych praw, choć jeden z naszych rodaków miał ponoć przemawiać podczas obrad tego zgromadzenia.

W kwestii własności, za jaką w dużej mierze w ówczesnych czasach w kolonialnej Ameryce uważano posiadaną ziemię, polscy koloniści ponownie traktowani byli niesprawiedliwie. Przyznawano im bowiem wielokrotnie mniejsze połacie terenu od tych, które dostawało się w normalnych warunkach.

Reklama

Jak podaje Andrzej Dudziński, autor powieści historycznej "Jamestown. Nowa Polska", "Virginia Company of London" miała przyznawać wówczas po 100 akrów (40,5 hektara) ziemi, podczas gdy Polakom oferowano jedynie 4 akry (nieco ponad 1,5 ha).

17 maja 1620 roku w kronice spółki "Virginia Company of London" zapisano, że "Polacy (tym razem określeni jako „Polackers”) wrócili do pracy i wyrobu smoły, dziegciu, potażu i ługu mydlanego”. Na tym kończy się historia buntu rzemieślników.

Inny z polonijnych historyków, Mieczysław Haiman napisał w książce "Z przeszłości polskiej w Ameryce":

„Dawny ten strajk Polaków w Wirginii to fakt doniosły i zarazem piękny w dziejach wychodźstwa polskiego w Ameryce. Polacy więc nie tylko bronią fizyczną walczyli o niepodległość i swobody Unii amerykańskiej. Na wiele, wiele lat przed rewolucją, w czasach kiedy w koloniach władała jeszcze nietolerancja i tyrania, kiedy z mglistych prądów ludzkich zaledwie wyłaniał się duch wolności na drugiej półkuli, przodkowie nasi pierwsi stoczyli walkę o wolność i równość i pierwsze stoczyli w niej zwycięstwo”.

Spuścizna czynu

Temat strajku w Jamestown lub szerzej polskiego osadnictwa w Stanach Zjednoczonych w XVII wieku był i jest w tym kraju w dużej mierze nieobecny. Amerykańscy historycy o nim z reguły nie mówią, a w ich publikacjach rzadko kiedy o Polakach pojawia się jakaś wzmianka.

W starszych, przedwojennych wydawnictwach niektórzy amerykańscy badacze potrafili odnotowywać polski udział i wkład pisząc, że "wszystko, co wiemy o Polakach [w Jamestown] jest dla nich pochlebne". Nowsze, współczesne nam materiały amerykańskie mają tendencję do pomijania tych tematów lub do ich marginalizacji.

I tak, autorzy magazynu "Time" w 2007 roku, w wydaniu poświęconym 400. rocznicy założenia Jamestown podawali jedynie: "Jeden z późniejszych statków przywiózł ośmiu niemieckich i polskich rzemieślników. Większość z nich uciekła i zamieszkała z Indianami".

Reklama

Dawniej, przy okazji kolejnych rocznic osadnictwa w Wirginii, kongresmeni polskiego pochodzenia lub pochodzący z miejsc zamieszkiwanych przez duże skupiska Polonii podejmowali inicjatywy mające na celu upamiętnienie polskich śladów obecności w początkach istnienia Ameryki.

Członek Izby Reprezentantów ze stanu Illinois, Thomas S. Gordon z ramienia Partii Demokratycznej, w 1958 toku złożył propozycję, aby amerykańska poczta wydała znaczek wspominający 350 lat od udziału Polaków w budowie pierwszej fabryki w Stanach Zjednoczonych w 1608 roku.

Amerykańskie władze odmówiły wówczas pozytywnego przyjęcia propozycji Gordona. Najwyraźniej uznały, że nie jest to zbyt ważne i interesujące wydarzenie, aby mogło doczekać się takich form upamiętniania. To dość ciekawe, jeśli zauważymy, że w 1957 roku poczta USA wydawała znaczek z okazji... międzynarodowego pokazu marynarki wojennej. I takie zdarzenie mogło już znaleźć się na znaczku pocztowym…

W 2007 roku w Kongresie odbyła się debata o Jamestown z okazji 400. rocznicy założenia tej kolonii. Niestety, w debacie w Izbie Reprezentantów oraz w Senacie nie wspomniano w ogóle o Polakach.

Wobec tego, pamięć o tych wydarzeniach sprzed czterech wieków spoczywa niemal wyłącznie na Polakach mieszkających w kraju oraz przedstawicielach amerykańskiej Polonii. Kolejne pokolenia Polonii muszą pielęgnować i troszczyć się o swoją wspólną pamięć i przypominać o niej reszcie Amerykanów! Nie tylko od święta.

2022-08-08 08:45

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Strajk nie jest powodem do odwołania zajęć w przedszkolu lub szkole

candy1812/fotolia.com

Strajk nie jest powodem do odwołania zajęć w przedszkolu/szkole oraz nie może stanowić przyczyny zamknięcia tych placówek

Więcej ...

Caritas Polska: 2-3 grudnia obędzie się ogólnopolska zbiórka żywności "Tak. Pomagam!"

2022-11-28 07:24

Adobe Stock

Caritas Polska we współpracy ze swoimi oddziałami diecezjalnymi organizuje 2-3 grudnia w supermarketach, sieciach handlowych i w sklepach osiedlowych w całym kraju XXI zbiórkę żywności pod hasłem "Tak, Pomagam!".

Więcej ...

Kurs animatora Liturgicznej Służby Ołtarza

2022-11-28 15:49

Karol Porwich/Niedziela

Informujemy o nowej inicjatywie formacyjnej dla służby liturgicznej w naszej archidiecezji. Kurs animatora to sześciodniowy wyjazd formacyjny w dniach 16-21 stycznia 2023 r. (w pierwszym tygodniu ferii zimowych dla województw śląskiego i łódzkiego) dla lektorów i ceremoniarzy ze szkół średnich i starszych, który ma ich przygotować do prowadzenia grup ministranckich w ciągu roku oraz na wyjazdach wakacyjnych.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Ks. Studnicki: nie można ukarać nieżyjącego już...

Kościół

Ks. Studnicki: nie można ukarać nieżyjącego już...

Sto czterdzieści jeden

Niedziela Częstochowska

Sto czterdzieści jeden

Papież Franciszek o kapłaństwie kobiet: nie ma na to...

Papież Franciszek o kapłaństwie kobiet: nie ma na to...

Św. Jakub z Marchii

Święci i błogosławieni

Św. Jakub z Marchii

Bachledówka: górale pożegnali ojca Stanisława Jarosza,...

Kościół

Bachledówka: górale pożegnali ojca Stanisława Jarosza,...

Nowy sługa Boży – br. Kalikst Kłoczko

Polska

Nowy sługa Boży – br. Kalikst Kłoczko

MŚ 2022 - skandynawskie media: szalony Szczęsny i łzy...

Sport

MŚ 2022 - skandynawskie media: szalony Szczęsny i łzy...

Dwa paradoksy Adwentu

Rok liturgiczny

Dwa paradoksy Adwentu

Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego...

Rok liturgiczny

Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego...