Reklama

Kamil Gregorczyk

Ten kochany obok nas

2018-12-18 11:05

Anna Skopińska
Edycja łódzka 51/2018, str. VI

Noclegownie, domy opieki społecznej, szpitale. Miejsca, w których tej szczególnej i świętej nocy popłynie pewnie niejedna łza. Być może wielu z tych, którzy tam przebywają, będzie odwracało wzrok, by nie spotkał się z oczyma personelu, innych chorych, pensjonariuszy. Ilu pomyśli o tym, że to radosny czas? Ilu będzie skrępowanych? Przecież Wigilia to ciepło, serdeczność, radość, wspólne kolędowanie, bliskość. Biały opłatek w dłoni, modlitwa, życzenia. Świadomość, że nikt tego wieczoru nie powinien być sam. Specyfika tej pięknej i radosnej nocy Bożego Narodzenia polega właśnie na byciu razem. Nie pozwólmy, by ktokolwiek był sam. Nie pozostawiajmy naszych rodziców, dziadków w szpitalach, samotnych w mieszkaniach. To miara naszego człowieczeństwa. Właśnie te święta

Dyżurujące pielęgniarki. Lekarz. Kilkanaście osób, których bliscy nie mogli zabrać do domu. Najczęściej dlatego, że choroba poczyniła już takie spustoszenie, że strach ruszać ich ze szpitalnych łóżek albo są już w stanie agonalnym. Albo też nie mają dokąd wrócić w te święta. Przy niektórych czuwają rodziny – tu córka, tam mąż czy syn z synową.

Wigilia. Szczególna w szczególnym miejscu. Na oddziale opieki paliatywnej. Tu samotność jest dotkliwa i boli. Bardziej niż cierpienie fizyczne. Personel oddziału przygotuje symboliczną wieczerzę. Podzieli się opłatkiem. A po twarzach chorych popłyną pewnie łzy. To ich ostatnia Wigilia. Czy będą wypatrywać pierwszej gwiazdki? Czy pomyślą o tym, że to noc radości z narodzenia Jezusa? A może będą mieć szczęście i czyjąś kochaną dłoń obok?

Łzy

Kilkudziesięciołóżkowy oddział w szpitalu św. Jana Bożego w Łodzi. Zawsze pełen. Zazwyczaj leżących. Niewiele osób potrafi przejść kilka kroków, zrobić coś koło siebie. Są tu w ostatniej fazie życia. Pokonała ich choroba – rak płuc, mózgu, nowotwór narządów rodnych, trzustki. Umierają zazwyczaj na oddziale, nieliczni wracają do domu i tam odchodzą. Ci, którzy tu pracują, muszą mieć nie tylko wiele empatii, ale też być bardzo odporni.

Reklama

Jednak czy śmierć można oswoić? Przyzwyczaić się do niej? Pielęgniarki mówią, że nie. Niezależnie, ile lat się tu pracuje. Nie da się nie uronić łez. W kąciku, na krótko, bo potem trzeba wrócić do pracy. Ale każde odejście pozostawia ślad. Jak to, gdy płacząc z bezsilności, jedna z pielęgniarek zapinając czarny worek, pytała: Dlaczego to ja muszę zamykać w tej folii trzydziestoletnie życie?!

Cud

To trudny oddział i ciężka praca na nim. Wbrew myśleniu wielu osób, przychodzącym tu pacjentom nie wykonuje się żadnych badań, nie leczy tak, by choroba zniknęła. Bo jest ona w takim stadium, które nie daje odwrotu. – Musiałby stać się cud, by ktoś z tego wyszedł – tłumaczy nam jedna z pielęgniarek. Czy taki się zdarzył? – Przez dwanaście lat mojej pracy, nie – odpowiada. Ale przecież dziś jest noc cudów. Więc może?

Pamięć

Przed Wigilią personel wspomina tych, których już nie ma. W pokoju pielęgniarskim, lekarskim, w rozmowach z wolontariuszami – pamięta się żarty, uśmiechy kobiet, szarmanckie zachowanie wielu mężczyzn, drobne gesty, którymi mówili „dziękuję”, a nawet sale, na których leżeli. Pamięta się twarze, imiona. To, czy byli samotni, czy może ktoś ich odwiedzał. Przecież wielu boi się tego miejsca. Omija je z daleka. Rodziny, bliscy umierających, ale też lekarze. Także w tę noc.

– Staramy się namawiać chorych i rodziny, aby wyszli na święta do domu – mówi lekarka z paliatywnego. Wychodzą? – Część. Ci, którzy mogą zdrowotnie i ci, których rodziny chcą zabrać – dodaje. Rodziny boją się śmierci w oczach swoich bliskich. Jednak wystarczy choć na chwilę wejść na ten oddział. Przejść po salach. Wysłuchać historii tych ludzi, ich chorowania, spróbować porozmawiać, pomilczeć. By zobaczyć.

Miłość

Praca tu to nauka cierpliwości, pokory, miłości do drugiego człowieka. I bycia z kimś, komu w perspektywie pozostały dni, może miesiące, kto okrutnie cierpi, ma zmienione chorobą ciało, kogo oczy gasną. Jak się wtedy zachować, co powiedzieć, jak podejść?

Pracujący tu mówią, że mądrze, z troską, wyrozumiałością i z miłością. Bo to przecież także na nią czeka ten leżący na szpitalnym łóżku. Ale też podkreślają, że to nie jest łatwe. Bo na hasło „paliatywny” – rodziny, nierzadko też lekarze, personel medyczny – uciekają. Dlaczego? Bo niewielu, jeśli nie żaden, z pacjentów tego oddziału nie powie już – „rak to nie wyrok”. Oni już nie wygrają. Mogą jedynie przy pomocy leków uśmierzających ból ciut wydłużyć swoje życie. I to tak nas przeraża.

Cierpienie

Na oddziale paliatywnym leczy się jedynie skutki choroby – ból, powstałe na ciele odleżyny czy sączące się rany. Pacjenci są też pod opieką psychologa. Bo pacjent z chorobą nowotworową, niezależnie od jej stadium, czy to w momencie rozpoznania, w trakcie długotrwałego i uciążliwego leczenia onkologicznego, czy też w ostatniej fazie, kiedy już nic nie da się zrobić i pozostaje tylko czekanie na koniec, cierpi w kilku wymiarach. To m.in. cierpienie fizyczne i duchowe, z którymi tu na oddziale starają się walczyć.

Czy efekty leczenia bólu fizycznego są widoczne? Jak tłumaczy nam pracująca na oddziale lekarka, Ewa Strzelczyk-Utz: – Medycyna radzi sobie już z tym, dysponując całą gamą słabszych i silniej działających leków przeciwbólowych.

Na drugi rodzaj bólu – cierpienie psychiczne – lekarstwem jest obecność, bliskość drugiej osoby, wsparcie psychologa oraz często leki uspokajające czy przeciwdepresyjne. – Tutaj towarzyszenie choremu, członkowi rodziny czy pacjentowi jest niezmiernie ważne – podkreśla. Bo ból psychiczny niejednokrotnie jest większy od fizycznego cierpienia.

Towarzyszenie

Dlatego oddział opieki paliatywnej jest taki specyficzny. Bo przez to towarzyszenie rodzi się więź miedzy lekarzem, pielęgniarką, wolontariuszem a chorym. To nie jest zwykła praca, nie wystarczy obejście sal z chorymi. Tu trzeba pochylić się nad drugim człowiekiem, potrzymać kogoś za rękę i być.

– Choroba zmienia, uczy uczuć, relacji między ludźmi – mówi Ewa Strzelczyk-Utz. I przytacza historie tych, których już nie ma, ale pozostawili w sercach personelu szpitala ślad. I pamiętają. Pan z rurką do tracheotomii w przełyku, pani chora na raka mózgu, kobieta bez jednej kończyny z sączącymi się ranami, przez które widać kości, młoda mama dwójki dzieci, której nowotwór zaatakował narządy rodne, nauczycielka, która mimo cierpienia nie chciała nikomu sprawiać kłopotu. To tylko niektórzy.

Oszpeceni cierpieniem, znoszący ogromny ból, niektórzy z oczyma utkwionymi w sufit, jęczący, niemogący już nic wokół siebie zrobić, żadnej czynności, toalety, skazani na pomoc drugiego człowieka, często skrępowani. Kobiety, których ciała pełne ran i plam, nieludzko wychudzone, pokrzywione, kiedyś były piękne. Niektóre na paznokciach miały jeszcze ślady lakieru, w szufladach szminki. Kiedyś dbały o siebie, chciały się podobać. Panowie, po których piżamach i przyborach do golenia widać to samo. Choroba wszystko przerwała. I nie patrzyła na wiek.

Nadzieja

Wystarczy choć na chwilę wejść na ten oddział. Przejść po salach. Wysłuchać historii tych ludzi, ich chorowania, spróbować porozmawiać z nimi, z ich rodzinami, nawet pomilczeć. By zrozumieć, co w życiu jest wartością.

Czy w oczach chorych można zobaczyć śmierć? Bo taki krąży stereotyp. Nie. W oczach tych ludzi, choć niejednokrotnie nie można opanować łez, widzi się tylko wielką nadzieję na życie. I widać też, jak miłością udaje się pokonać cierpienie.

Tagi:
wigilia

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Zofia Kossak na nowo – komiksowo

Zofia Kossak na nowo – komiksowo

Czytelnicy

Czytelnicy "Niedzieli" w Ołomuńcu

Dobro ocalone i zachowane

Dobro ocalone i zachowane

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Kościół nie jest nasz

Kościół nie jest nasz

Przegląd nr 20/2019

Przegląd nr 20/2019

Finał konkursu o Janie Pawle II

Finał konkursu o Janie Pawle II

Czuwanie Odnowy w Duchu Świętym

Czuwanie Odnowy w Duchu Świętym

Dni otwarte seminarium

Dni otwarte seminarium

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem