Reklama

Internet
Gdy w maju 1968 r. wybuchła w Paryżu tzw. rewolucja studencka, nikt nie przewidział, że jej skutki będą miały tak bardzo destrukcyjny wpływ na społeczeństwa zachodnie. Jej hasła ciągle jeszcze oddziałują na naszą dzisiejszą rzeczywistość

Gdy zabraniano zabraniać

2019-04-16 18:54

O skutkach „rewolucji ’68” z Marcellem Venezianim rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 16/2019, str. 22-25

W 2018 r. minęło dokładnie 50 lat od „rewolucji studenckiej” w 1968 r. W Polsce, w czasach reżimu komunistycznego, wydarzenia te miały niewielki odzew. Nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, że radykalnie zmieniły one społeczeństwo i kulturę Zachodu tamtych czasów i wciąż wpływają na naszą dzisiejszą rzeczywistość. Aby przeanalizować tę rewolucję, która w pewnym sensie ciągle jeszcze trwa, rozmawiam z Marcellem Venezianim. W. R.

Włodzimierz Rędzioch: – Czy to, co wydarzyło się w 1968 r., to była prawdziwa rewolucja?

Marcello Veneziani: – W 1968 r. wszystko się zmieniło, chociaż w sumie nie było żadnego historycznego wydarzenia, nie zdobyto Bastylii ani Pałacu Zimowego. Powstanie w 1968 r. nie powiodło się jako rewolucja polityczna i gospodarcza, ale było sukcesem jako rewolucja obyczajów i kultury. W rzeczywistości nie uległy zmianie polityczne i gospodarcze struktury władzy, bo nie doszło do rewolucji ani radykalnego przełomu w systemie politycznym lub gospodarczym, ale wydarzenia z 1968 r. odcisnęły się wielkim piętnem w sferze moralności, w mentalności ludzi, w relacjach między pokoleniami; wywarły wpływ na rolę kobiet, na sytuację w szkołach i na uniwersytetach. Zmieniły się klimat, duch czasu, ale w żadnym kraju nie doszło do zmian politycznych i ekonomicznych klas rządzących.

– Czy za hasłem wyzwolenia, głoszonym przez protestujących, kryła się jakaś prawdziwa ideologia?

– Dominującą ideologią było „ojcobójstwo”, wyzwolenie od przeszłości, od tradycji, zerwanie z figurą ojca i każdego innego autorytetu, a także zerwanie z zasadami merytokracji, odpowiedzialności, zdolności indywidualnych. A równocześnie głoszono wyzwolenie seksualne, radykalną emancypację, utratę więzi i triumf „nieskończonej teraźniejszości globalnej”.

– Wyzwolenie „rewolucji ’68” oznaczało również eksplozję „nowych praw” – w praktyce każde pragnienie i kaprys stały się „prawem”. Jak wypaczyło to nasz sposób postrzegania praw?

– Brak związku między prawami i obowiązkami, między zasługami i nagradzaniem, między wolnością i odpowiedzialnością był najistotniejszą cechą „rewolucji ’68”. W ślad za tym zaczęto popierać „prawo do posiadania praw” (postulował to Stefano Rodot?), co w znaczny sposób doprowadziło do czynienia mas i jednostek nieodpowiedzialnymi – zastąpiono bowiem zasadę rzeczywistości zasadą przyjemności.

– Jakie konsekwencje dla edukacji nowych pokoleń miało hasło „rewolucji ’68”: „Zakazuje się zakazywać”?

– Konsekwencje były katastrofalne. Gdy oddzielano prawa od obowiązków i łączono je z pragnieniami, wyobrażano sobie społeczeństwo bez ograniczeń, bez granic, bez miary. Ale formuła ta zniszczyła tkankę łączną społeczeństwa i zrodziła permisywną nietolerancję – przeciwieństwo represyjnej tolerancji, którą Hubert Marcuse potępiał w zachodnim społeczeństwie. Ta permisywna nietolerancja oznacza, że wszystko jest dozwolone, ale biada tym, którzy nie zgadzają się z tą zasadą.

– Dziś do dawnych haseł wyzwolenia od państwa z jego prawami, od religii z jej dogmatami i od rodziny dołącza się roszczenia o „uwolnienie się” od naszej płci biologicznej, od prokreacji, od narodowych i kulturowych korzeni. Jak możemy przeciwdziałać tym żądaniom, za którymi kryje się próba narzucenia nowej wizji człowieka, przeciwnej antropologii chrześcijańskiej?

– „Rewolucja ’68” i kultura, która jest u jej podstaw, wypowiedziały wojnę przeznaczeniu, naturze, rzeczywistości, w imię wolnej woli, samookreślenia i utopii. Skutki tego widać przede wszystkim w sferze intymnej, osobistej i rodzinnej oraz w relacji z własną płcią. Jedynym sposobem na przywrócenie prawdziwego związku z życiem i jego ograniczeniami jest powrót do natury i rzeczywistości, pokochanie swojego przeznaczenia. To powrót do „amor fati”, czyli do akceptacji, wręcz miłości ludzkiego losu, o którym mówią starożytni stoicy, a także Friedrich Nietzsche czy Simone Weil.

– Jednym z fundamentów „starego świata”, zwalczanego przez rewolucjonistów 1968 r. i ich współczesnych naśladowców, jest Kościół katolicki, który dziś stał się celem ataków w skali globalnej. Znany włoski dziennikarz i komentator – Giuliano Ferrara uważa wprost, że jesteśmy świadkami „antychrześcijańskiej krucjaty” prowadzonej przez dominujące w świecie siły, które chcą „rzucić na kolana Kościół katolicki i jego moralność”, ponieważ jest on ostatnią barierą przed „powszechną homologacją do nowej, pozbawionej wymiaru chrześcijańskiego wizji seksu, reprodukcji, rodziny i płci, wizji bez Boga i prawa”. Czy zgadza się Pan z tym stwierdzeniem Ferrary?

– Nietolerancja wobec cywilizacji chrześcijańskiej i Kościoła katolickiego jest jednym z najważniejszych punktów dominującej kultury, laicystycznej i materialistycznej, oraz centrów władzy unijnych biurokratów i sędziów. Chrześcijaństwo jest akceptowane tylko wtedy, gdy jest zredukowane do filantropii, pomocy humanitarnej, pauperyzmu, gdy przyjmuje migrantów, ale jest całkowicie eliminowane ze sfery prywatnej, nawet jeżeli dotyczy argumentów ściśle religijnych – wiary, misji ewangelicznej. Stanowisko chrześcijan na tematy życia, rodziny, prokreacji, płci nie jest akceptowane, dlatego jest poddawane cenzurze albo przemilczane.

– W ubiegłym roku obchodzono 70. rocznicę uchwalenia Powszechnej deklaracji praw człowieka. Przy tej okazji, zwracając się do Korpusu Dyplomatycznego, papież Franciszek powiedział, że „w następstwie wstrząsów społecznych roku 1968 interpretacja niektórych praw uległa stopniowo modyfikacji, aby objąć różnorodne «nowe prawa», nierzadko sprzeczne między sobą. Nie zawsze sprzyjało to promocji przyjaznych stosunków między państwami, ponieważ pojawiły się kontrowersyjne pojęcia praw człowieka, sprzeczne z kulturą wielu krajów, które z tego powodu nie odczuwają poszanowania dla swoich tradycji społeczno-kulturowych, a czują się raczej pominięte w obliczu rzeczywistych potrzeb, którym muszą stawić czoło. Może w związku z tym zrodzić się niebezpieczeństwo – w pewnym sensie paradoksalne – że w imię praw człowieka dochodzi do ustanowienia nowoczesnych form kolonizacji ideologicznej silniejszych i bogatszych kosztem najbiedniejszych i najsłabszych”. Jak Pan zinterpretuje słowa Papieża?

– Kiedy Papież mówi o migrantach, o ich przyjmowaniu, o granicach, które należy obalić, o pedofilii w Kościele, jest w wyjątkowy sposób nagłaśniany przez media. Kiedy natomiast porusza tematy, które są najbardziej związane z jego magisterium i misją, jest wyciszany lub przemilczany. Papież, który krytykuje tradycyjne społeczeństwo, jest dobrze akceptowany przez siły dominujące w świecie, natomiast papież, który krytykuje „rewolucję ’68” i jej owoce, takie jak aborcja, łatwy rozwód, relatywizacja pojęcia rodziny, jest ignorowany lub jego słowa są wypaczane.

– Ideologiczna kolonizacja, o której mówił Franciszek, jest możliwa w zglobalizowanym świecie, bez granic popieranych przez różnorodnych „globalistów”. Pan natomiast często mówi o konieczności powrotu do „murów”. Dlaczego?

– Mury nie zawsze – i tylko – symbolizują zło i zamknięcie, są także ochroną, gwarancją i bastionem cywilizacji. Mamy mury domostw, mury kościoła, mury obronne miast, które stanowiły kiedyś ochronę przed oblężeniami. Zresztą najbardziej niesławne mury to nie te, które zapobiegają wchodzeniu, ale te, które uniemożliwiają wyjście, takie jak mury więzień czy jak kiedyś mur berliński i druty kolczaste wzdłuż żelaznej kurtyny. W każdym razie, abstrahując od murów, granice są gwarancją, gdy chodzi o terytorium, o porządek prawny, moralny i cywilny, ale także gdy chodzi o tożsamość i spójność społeczeństwa.

– Na koniec chciałbym poprosić o skomentowanie faktu, który był ostatnio w centrum zainteresowania światowych mediów: to historia 16-letniej Szwedki z warkoczykami – Grety Thunberg. Gdy kilka lat temu zdiagnozowano u niej chorobę – zespół Aspergera, popadła w depresję (zespół Aspergera to zaburzenie rozwoju mieszczące się w spektrum autyzmu, które obejmuje przede wszystkim upośledzenie umiejętności społecznych, trudności w akceptowaniu zmian, ograniczoną elastyczność myślenia oraz pochłaniające, obsesyjne zainteresowania – przyp. W. R.). Gdy Greta usłyszała o zmianach klimatycznych, zaczęła się zastanawiać, jaka będzie jej przyszłość. Na początku zamknęła się w sobie, ale później uznała, że aby wyjść z depresji, musi się zająć kwestią klimatu. Oczywiście, ta młoda dziewczyna, uczęszczająca do szkoły, nie jest naukowcem ani ekonomistą, ani klimatologiem, a jej wiedza o zmianach klimatycznych odzwierciedla stereotypy i frazesy niektórych kręgów ekologów i „zielonych”. Ale mimo to stała się ona gwiazdą, która mobilizuje miliony ludzi na całym świecie. Niektórzy już domagają się dla niej Nagrody Nobla! Gdy widziałem Jeana-Claude’a Junckera, który całował ją w rękę, pomyślałem, że Greta Thunberg może być symbolem świata, o którym marzyli rewolucjoniści 1968 r. – świata z tradycyjnymi hierarchiami wywróconymi do góry nogami, bez merytokracji, bez prawdziwych autorytetów. Co Pan o tym myśli?

– Greta została użyta jako ikona, hasło, aby dotrzeć z przesłaniem do ludzi na całym świecie i wywołać globalną mobilizację. Moża powiedzieć –jest to ostatni krzyk rewolucji 1968 r.: mondializacja i ideologia ekologiczna wraz z ideą globalnej rewolty i ulicznymi manifestacjami. Oczywiście, za tym kryje się idea, że nie ma potrzeby posiadania autorytetu, doświadczenia i kompetencji, by zająć się nawet takimi złożonymi kwestiami i przewodzić buntowi. Wystarczy wykorzystać obraz zwykłej dziewczyny, „niewinność” nastolatki, najlepiej z problemami z niepełnosprawnością, aby wywołać „politycznie poprawny” młodzieńczy populizm.

Marcello Veneziani
Dziennikarz, pisarz, filozof, który założył wiele czasopism, współpracuje z włoską telewizją i różnymi dziennikami. Interesuje się szczególnie filozofią polityki – wydał kilka książek z tej dziedziny, m.in.: „Bóg, Ojczyzna, Rodzina”, „Nostalgia za bóstwami. Wizja świata w dziesięciu punktach”, „Nie wystarczy żyć”. W ubiegłym roku napisał książkę „Obalić ’68”, w której analizuje ideologię i konsekwencje ostatniej rewolucji na Zachodzie – rewolucji 1968 r.

Tagi:
historia

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Kochamy Cię Mamo!

Kochamy Cię Mamo!

Srebrny jubileusz

Srebrny jubileusz

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Koniec Kościoła?

Koniec Kościoła?

Przegląd prasy 23 maja

Przegląd prasy 23 maja

Wypowiedź dnia

Wypowiedź dnia

Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Maszewie Lubuskim

Peregrynacja w parafii św. Wojciecha w Maszewie Lubuskim

Peregrynacja w parafii św. Jana Chrzciciela w Łagowie

Peregrynacja w parafii św. Jana Chrzciciela w Łagowie

Odpust ku czci św. Rity w Chlebowie

Odpust ku czci św. Rity w Chlebowie

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem