Reklama

PIOTR DRZEWIECKI

Poznać Chrystusa i do niego prowadzić

Z abp. Markiem Jędraszewskim rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś
Niedziela Ogólnopolska 35/2012, str. 20-21

KS. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Miasto Łódź należy do najbardziej zsekularyzowanych w Polsce. Gdzie upatrywać szans na pobudzanie wiary?

ABP MAREK JĘDRASZEWSKI: - Tę niepokojącą diagnozę odnośnie do miasta będącego stolicą archidiecezji, którą mam niebawem urzędowo objąć, potwierdzają ostatnie socjologiczne dane na temat „dominicantes”, czyli osób regularnie uczestniczących w niedzielnej Eucharystii. Ale to jest tylko jedna z danych, na pewno niewyczerpująca zagadnienia religijności czy jej braku u mieszkańców Łodzi. Samych danych statystycznych związanych z religijnością pewnych grup społecznych nie można lekceważyć, ale, z drugiej strony, trzeba zachowywać wobec nich zdrowy dystans. Życia wiary nie da się przełożyć wprost na liczby, wykresy i tabele. Jestem przekonany co do tego, że w Łodzi można zaobserwować wiele zjawisk, które mówią o dużej liczbie ludzi głęboko i świadomie przeżywających swoją przynależność do Chrystusa i Jego Kościoła. Ostatecznie wielkie dzieło głoszenia Ewangelii na ziemi łódzkiej, które trwa od wieków, musiało przynosić i na pewno przynosi także i dzisiaj zbawienne owoce. Jednoznacznie wynika to z Jezusowej przypowieści o ziarnie. Są wprawdzie ziarna, które z różnych powodów się marnują, ale są i takie, które przynoszą piękne plony: „trzydziestokrotne, sześćdziesięciokrotne, nawet stokrotne” (por. Mk 4, 8). Do historii ziarna rzucanego w ziemię należą zarówno dzieje niepowodzeń, jak i wielu wspaniałych osiągnięć. Tak było zawsze - i to od samych początków Kościoła. Wystarczy sięgnąć do Dziejów Apostolskich czy Listów św. Pawła Apostoła. Jest w nich zawarta przejmująca historia o ziarnie Bożej prawdy rzucanym w jakże trudną glebę ówczesnego pogańskiego świata. O ziarnie rzucanym przez różnych ludzi - Pawła, Piotra, Apollosa, także przez inne jeszcze osoby - ale równocześnie o ziarnie, któremu życiodajny wzrost daje tylko sam Bóg (por. 1 Kor 3, 4-7).
Tutaj też znajdujemy odpowiedź na postawione mi pytanie. Prawdziwą moc w procesie rozwoju wiary daje Pan Bóg, jednakże pod tym warunkiem, że człowiek naprawdę się na Niego otwiera: na Jego bezgraniczną miłość, na Jego przykazania, na samą prawdę o człowieku, którą w pełni objawił nam Jezus Chrystus. Trzeba przyjąć tę prawdę do końca i całkowicie nią żyć: we własnym domu, w małżeństwie i rodzinie, w miejscach nauki, pracy i odpoczynku. I w ten sposób pokazywać innym, jak piękne, wręcz cudowne jest życie człowieka, który odpowiedzi na swoje codzienne pytania i problemy pragnie znajdować nie gdzie indziej, jak tylko w Chrystusowej Ewangelii i w nauczaniu Kościoła. Nawet jeśliby to wymagało życia pod prąd. Ale też tylko takie życie, dzięki otwarciu się na Ducha Świętego, realnie zmienia oblicze ziemi. Taka duchowa przemiana świata dokonała się przed wiekami dzięki osobistemu świadectwu pierwszych chrześcijan. Dzięki nim - i to pośród okrutnych prześladowań, jakim byli niemal bez przerwy poddawani - runęła mentalność pogańskiego świata. Coś podobnego dokonało się w trudnych dla Europy czasach najazdów barbarzyńców w drugiej połowie pierwszego tysiąclecia. Do czegoś podobnego musimy dążyć na obecnym etapie dziejów.

- Kościół lokalny daje świadectwo o Chrystusie nie tylko wśród wierzących, ale też w całej społeczności, która jest coraz bardziej pluralistyczna. Jak być dzisiaj biskupem dla wątpiących i niewierzących?

- Ściśle rzecz biorąc, nie ma czegoś takiego, jak „biskup dla wątpiących i niewierzących”. Takie sformułowanie mogłoby nawet sugerować, że owi wątpiący i niewierzący wybierają sobie jakiegoś przywódcę czy guru, który miałby ich w wątpieniu i niewierze utrzymywać i pogłębiać. Postawione mi pytanie rozumiem więc inaczej: jak ma się zachować i co może zrobić biskup Kościoła katolickiego, kiedy znajdzie się wobec osób deklarujących swoje wątpliwości w wierze czy wręcz osobistą niewiarę. Sądzę więc, że przede wszystkim powinien on zawsze zachowywać optykę Chrystusa Dobrego Pasterza, który pochyla się z troską nad każdym potrzebującym Jego pomocy człowiekiem - nawet jeśli ten człowiek sądzi, że żadnej pomocy nie potrzebuje. Ileż to razy Pan Jezus, dokonując cudów uzdrowienia ludzi z różnych chorób dręczących ich ciała, równocześnie leczył ich chorego ducha! Wprawdzie prosili tylko o uzdrowienie czysto cielesne, jednak On wydobywał ich z dużo większych, poważniejszych i głębszych nieszczęść. Po to przecież przyszedł na świat, aby dać nam życie - i dać je „w obfitości” (por. J 10, 10 b). Dzisiaj wielu ludziom wydaje się, że gdy odrzucają Chrystusa, Jego Ewangelię i Jego Kościół, stają się w pełni wolni. Że dopiero wtedy mogą „być naprawdę sobą”. Tymczasem właśnie wtedy ulegają iluzjom i zniewoleniom, pustosząc i łamiąc sobie życie. Biskup musi jasno widzieć ich rzeczywiste nieszczęście - ową „nędzę”, o której pisał Pascal w „Myślach” - a następnie starać się je uleczyć, ukazując pełną prawdę o człowieku w świetle Jezusowej Ewangelii. Nie ma nic cudowniejszego w historii poszczególnych ludzi niż gest Piotra, który w chwili, gdy zaczął tonąć, zawołał: „Panie, ratuj mnie!” (por. Mt 14, 30). Chodzi bowiem najpierw o to, aby ludzie uświadomili sobie, że znajdują się w realnym niebezpieczeństwie, że toną. I żeby, następnie, nie wpadali z tego powodu w przerażenie czy rozpacz, ale szukali ratunku w Jezusie Chrystusie. Wobec wątpiących i niewierzących biskup musi być zawsze człowiekiem prawdy, która wyzwala, a jednocześnie musi być znakiem nadziei, że ocalenie jest możliwe - właśnie w Chrystusie.

- Co Ksiądz Arcybiskup powiedziałby młodzieży, która choć chodzi na katechezę, to nie uczęszcza na niedzielną Msze św.? Jest to zjawisko ogólnopolskie.

- Niestety, jest to bolesna prawda, na którą nie można zamykać oczu. Zapewne ma ona wiele przyczyn, którym należy się przyjrzeć z najwyższą uwagą. Gdybym osobiście spotkał się z młodymi, prawdopodobnie nawiązałbym do słów Ojca Świętego Benedykta XVI, które wypowiedział w Kolonii w 2005 r. podczas Światowego Dnia Młodzieży, że niedziela jest dniem, w którym rozpoczęło się stworzenie świata, że równocześnie jest dniem, który - poprzez Zmartwychwstanie Chrystusa - stał się dniem odnowionego stworzenia, że jest to dzień naprawdę ważny. Obecnie wraz z wolną od pracy sobotą tworzy tzw. wolny weekend. Ale ten wolny czas pozbawiony Boga jest po prostu pusty. I dlatego tak ważne jest to, aby znalazło się w nim miejsce dla Boga jako warunek dobrze i udanie spędzonego weekendu. Ojciec Święty mówił wtedy w Kolonii dosłownie tak: „Drodzy przyjaciele! Niekiedy na pierwszy rzut oka może się wydawać pewną niedogodnością, że planując niedzielę, musimy znaleźć czas na Mszę św. Lecz jeśli uznacie to za waszą powinność, zobaczycie, że to właśnie ona jest głównym momentem wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomagajcie ją odkrywać również innym. Ponieważ z niej płynie radość, której potrzebujemy, musimy koniecznie nauczyć się ją kochać. Postarajmy się o to, bo warto!”.

- Łódź kojarzona jest w Polsce z działaniami lewicowymi. Czy możliwy jest dzisiaj dialog z tymi środowiskami?

- Lewicowość jest bardzo różnie pojmowana. To niezwykle pojemne, a przez to rozmazane w swej treści pojęcie. Kiedyś - przynajmniej w swoich hasłach - wiązało się ono przede wszystkim ze sprawami socjalnymi, ze sprawiedliwością społeczną, z zatroskaniem o ludzi pracujących, często niesprawiedliwie opłacanych, wręcz wykorzystywanych. Natomiast dzisiaj lewicowość nabiera znaczenia bardziej kulturowego. Kojarzy się z podważaniem, niekiedy wręcz ze zwalczaniem tradycyjnych dla naszego kręgu kulturowego wartości religijnych, moralnych i etycznych. Pod hasłami tolerancji i samorealizacji głosi relatywizm, który niszczy tkankę społeczną i narodową - i to niekiedy do tego stopnia, że przyjmuje on postać prawdziwej dyktatury. „Dyktatura relatywizmu” - to określenie Benedykta XVI. Zjawisko to jest tym bardziej paradoksalne, że owa dyktatura jest realizowana w imię tolerancji, która dla wielu jest synonimem wolności. Manipulacja słowami prowadzi do kolejnych iluzji i zakłamań, a w konsekwencji do kolejnych zniewoleń. A tymczasem tylko ta prawda, którą jest sam Chrystus, przynosi wyzwolenie (por. J 8, 32). Wszelkie inne „prawdy”, zwłaszcza te, które są wymierzone w człowieka, otwierają drogę do nowych ludzkich nieszczęść i tragedii. Aby mógł zaistnieć szczery i prawdziwie owocny dialog, muszą go pragnąć obie strony. Sama dobra wola ze strony Kościoła - a przecież ona zawsze istnieje - nie wystarcza. Musi się pojawić partner przyjmujący postawę szacunku i otwarcia, a także swoiście pokorną, wolną od demagogii i uprzedzeń gotowość do wysłuchania argumentów drugiej strony. Trudno prowadzić dialog z osobami, które już w punkcie wyjścia uważają, że - jak to powiedział prof. Joseph Weiler, światowej sławy prawnik, wybitny specjalista od prawa europejskiego - „religia to rzecz dla zacofanych idiotów”, przestrzegających „głupich zasad”. Ponadto w sprawach etycznych i moralnych, związanych z życiem i godnością osoby ludzkiej, dialog pojmowany jako szukanie kompromisu za wszelką cenę przestaje być dialogiem, a staje się po prostu zdradą prawdy.

- Jak zawołanie biskupie: „Scire Christum” („Znać Chrystusa”) przekładać na język konkretów?

- Jest to wprawdzie moje zawołanie od piętnastu już lat, od kiedy w 1997 r. przyjąłem sakrę biskupią, ale w bulli Ojca Świętego Benedykta XVI powołującej mnie na urząd arcybiskupa łódzkiego treść tego zawołania została niejako przeniesiona na cały lud Boży archidiecezji łódzkiej, której z Jego woli mam przewodzić. Ojciec Święty napisał bowiem w ostatnim fragmencie tej bulli: „Zachęcamy ponadto Ciebie, Czcigodny Bracie, a także wszystkich wiernych Kościoła Łódzkiego, abyście (…) pragnęli jeszcze bardziej poznać Chrystusa („scire Christum”), aktywnie uczestnicząc w budowie Jego Królestwa”. Przekładanie tego zawołania na język konkretów staje się zatem nie tylko moim osobistym zadaniem, ale zadaniem postawionym przez Ojca Świętego wszystkim: kapłanom, osobom życia konsekrowanego, członkom rozmaitych ruchów i stowarzyszeń katolickich, wiernym świeckim. Każdy zatem powinien w głębi swego sumienia odpowiedzieć sobie na pytanie, jak zna Jezusa Chrystusa, w jakim stopniu żyje na co dzień Jego Ewangelią, jak Go kocha, jakim jest Jego świadkiem wobec innych. Z tej osobistej i wspólnotowej refleksji może zrodzić się niezwykłe bogactwo konkretnych zamierzeń i działań, które niewątpliwie mogą dać nowy impuls w życiu archidiecezji łódzkiej.

- Czy dotychczasowe działania Księdza Arcybiskupa na forum Episkopatu Polski ukonkretnią się w archidiecezji łódzkiej?

- Myślę, że z wielu płaszczyzn działania, które zostały mi powierzone przez Konferencję Episkopatu Polski, zwłaszcza w moim pasterskim posługiwaniu muszą znaleźć swoje ukonkretnienie trzy następujące: troska o młodzież (jestem członkiem Rady ds. Duszpasterstwa Młodzieży), ciągłe aktywizowanie duszpasterstwa akademickiego (jestem delegatem KEP do tego właśnie duszpasterstwa) oraz pobudzanie wszystkich do odpowiedzialności za nauczanie religii zarówno w szkołach, jak i w parafiach (jestem członkiem Komisji Wychowania Katolickiego). W gruncie rzeczy są to płaszczyzny, które można by określić mianem strategicznych. Tu właśnie kształtuje się przyszłość Kościoła katolickiego w Polsce. Będziemy zatem musieli razem jako wspólnota (communio) archidiecezji łódzkiej nieustannie poszukiwać dróg dostępu do serc i umysłów młodzieży, aby poznała i pokochała Pana Jezusa - i to właśnie dlatego, że tylko ta miłość może zagwarantować jej prawdziwie szczęśliwe życie: tu i w wieczności.

- Ksiądz Arcybiskup był przez wiele lat redaktorem naczelnym „Przewodnika Katolickiego”, rola prasy katolickiej jest więc Ekscelencji dobrze znana. W ostatnich dniach ukazał się 1000. numer edycji łódzkiej „Niedzieli”. Chcemy zapytać, jak Ksiądz Arcybiskup postrzega obecność „Niedzieli” w rodzinie?

- Pragnę zatem szczerze pogratulować tej nadzwyczajnej obecności „Niedzieli” w archidiecezji łódzkiej, a zarazem życzyć, aby treści, które znajdą swój wyraz w kolejnych numerach tego czasopisma, skutecznie docierały do jego odbiorców, zwłaszcza do rodzin.
Rodzina jako instytucja znajduje się pod presją rozmaitych sił (Jan Paweł II mówił nawet o tzw. strukturach zła), które chciałyby ją za wszelką cenę zniszczyć, a przynajmniej podważyć jej zarówno naturalne, jak i chrześcijańskie zasady funkcjonowania. To ogromne niebezpieczeństwo, które grozi naruszeniem najbardziej podstawowych fundamentów życia społecznego, narodowego i państwowego. Niebezpieczeństwo, które należy najpierw opisać i zdefiniować, a następnie starać się z nim zmierzyć, pomagając rodzinom w ogromnym wysiłku ratowania i pogłębiania autentycznej tożsamości. Nie tylko co tydzień przeglądając, ale często wprost wgłębiając się w treści poszczególnych artykułów zawartych w „Niedzieli”, a także artykułów znajdujących się na łamach innych czasopism katolickich - np. poznańskiego „Przewodnika Katolickiego”, katowickiego „Gościa Niedzielnego” czy warszawskiego „Idziemy” - z radością zauważam szczególną wrażliwość tych pism na problematykę rodzinną. Na pewno starają się one odpowiadać na wyzwania obecnego czasu. Zawsze jednak pozostanie sprawą otwartą, czy robiło się wszystko, co należało, a ponadto, czy robiło się to skutecznie.

- Jak Ksiądz Arcybiskup widzi zaangażowanie duszpasterzy w propagowaniu mediów katolickich?

- Z pełną odpowiedzialnością mogę o tym powiedzieć tylko na podstawie obserwacji tego rodzaju zaangażowania u księży pracujących w archidiecezji poznańskiej. Wydaje się jednak, że podobnie jest w innych diecezjach. Jak zwykle, są księża, którzy rozumieją wagę problemu. Starają się oni robić naprawdę dużo, aby katolickie media znajdowały właściwe dla siebie miejsce w katolickich domach nie tylko jako przedłużenie katechezy, homilii czy nawet konfesjonału, ale aby przekazywały najważniejsze wiadomości dotyczące życia Kościoła, a także życia społecznego i narodowego, o których media świeckie zazwyczaj „solidarnie” milczą. Jednakże zdarzają się, niestety, również tacy duszpasterze, którzy jakby nie dostrzegają tej wielkiej szansy duszpasterskiej, jaką stanowią skromne przecież media katolickie w naszym kraju. Niewątpliwie jednym z ważnych kryteriów oceny odnośnie do duszpasterskiej gorliwości danego księdza jest jego stosunek do katolickich mediów. Bardzo wiele mógłby nam pod tym względem powiedzieć także i dzisiaj św. Maksymilian Maria Kolbe i jego „Rycerz Niepokalanej”.

Tagi:
wywiad duchowość biskup

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Srebrny jubileusz

Srebrny jubileusz

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Radość życia! - Marsz dla Życia i Rodziny

Kierunek lekarski na częstochowskim UJD

Kierunek lekarski na częstochowskim UJD

Sesja Europa Christi

Sesja Europa Christi

Koniec Kościoła?

Koniec Kościoła?

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Odpust ku czci św. Rity w Chlebowie

Odpust ku czci św. Rity w Chlebowie

Św. Rita w parafii Narodzenia NMP w Turowie

Św. Rita w parafii Narodzenia NMP w Turowie

Częstochowa: 25. rocznica święceń kapłańskich

Częstochowa: 25. rocznica święceń kapłańskich

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem