Reklama

Archiwum wolontariatu
Wolontariuszki nauczyły się trochę innego pomagania

Towarzyszenie jest sercem misji

2018-07-25 11:42

Ks. Zbigniew Suchy
Edycja przemyska 30/2018, str. 6

Ks. Zbigniew Suchy: – Nasze społeczeństwo jest bardzo zantagonizowane na różnych płaszczyznach. Czy w Hondurasie i w Peru także dochodzi do takich konfliktów, a jeżeli tak, to na jakim gruncie?

Magdalena Trudzik: – Dopiero pod koniec misji zrozumiałam, że w ich wzajemnej życzliwości jest jakaś powierzchowność, że gdzieś tam pod spodem jest brak zaufania i ukryta prawda o tych przyjaźniach i relacjach, którą widać dopiero po dłuższym czasie spędzonych wśród nich. Mieszkałam w bardzo niebezpiecznej dzielnicy Limy, w której nawet sąsiedzi okradają się nawzajem. Jedynym punktem zaufania w całej dzielnicy jest nasz dom. Ludzie czasami oddają nam duplikat swoich kluczy, bo nie ufają sąsiadom, a czasem nawet swojej rodzinie. Na początku nie zdawałam sobie z tego sprawy. Rozmawialiśmy zawsze o prostych, codziennych sprawach albo o przeszłości, ale nie słyszeliśmy dużo o tym, co się dzieje dzisiaj. To też wynikało z braku zaufania i przekonania, że trzeba chronić pewne rzeczy, że o niektórych rzeczach się nie rozmawia, bo jak ktoś się dowie, to może to być niebezpieczne. Bardzo dużo było też ukrywanych tematów, których nie poznałam do końca misji..

Agata Michalska: – Mam podobne doświadczenie. Honduras jest krajem, w którym istnieje mafia i to się da odczuć, kiedy się tam żyje. W mojej dzielnicy także była mafia. Nasi sąsiedzi są naprawdę bardzo przyjaźni i życzliwi, nie tylko wobec nas, ale też wobec siebie nawzajem, ale są takie sprawy, o których się nie rozmawia, o których mówi się tylko w rodzinie. Mafia rządzi ich życiem i z tego względu ich zaufanie jest zawsze kontrolowane, bo nigdy nie wiadomo, kto jest z mafii i nie powinien czegoś wiedzieć. W każdej rodzinie jest ktoś taki. Tym bardziej jednak zadziwiało mnie to, że oni naprawdę żyją we wspólnocie. Pomimo tej ostrożności i lęku potrafią dbać o siebie nawzajem. Kiedy wiedzą, że jakaś babcia jest sama, to pamiętają, że trzeba ją odwiedzić. Mimo że funkcjonują w mafijnym świecie, zachowują swoje człowieczeństwo.

– Kiedy dowiedziałem się, że jedziecie na misje z Domami Serca, byłem trochę zbuntowany, bo nie rozumiałem do końca, na czym będzie to polegało. Wydawało mi się, że skoro nie przeszłyście żadnego szkolenia, które pozwoliłoby wam realnie pomóc tym ludziom, nie będziecie w stanie nic zrobić. Wiedziałem, że ma to być towarzyszenie w ich życiu, ale wydawało mi się to zupełnie niewystarczające i pozbawione sensu.

A. M.: – Miałam trochę podobne odczucia. Podczas formacji mówiono nam, że to specyficzna misja, że jedziemy tam, żeby się przyjaźnić z tymi ludźmi. Zastanawiałyśmy się, jak to będzie wyglądało. Po przyjeździe nie było łatwo. Na początku dużo ze sobą walczyłam. Rwałam się do tego, żeby coś zrobić, bo przecież przyjechałam pomagać, to był cel mojego wyjazdu. Tymczasem połowę mojego dnia spędzałam z moją wspólnotą na gotowaniu, praniu i sprzątaniu, a później szłam do jakiejś rodziny i siedziałam jak na tureckim kazaniu, bo nie rozumiałam jeszcze za dobrze hiszpańskiego. I tak dzień się kończył. Gdzie więc była ta pomoc? Miałam w sobie taki bunt i potrzebowałam sporo czasu, żeby to lepiej zrozumieć i wejść w charakter misji. Nie wiem, czy do końca wszystko zrozumiałam, ale wiem, że nauczyłam się trochę innego pomagania. Nauczyłam się tego, że mój pomysł na poprawę życia danego człowieka, który nie ma co jeść albo nie ma pracy, niekoniecznie musi być najlepszy. Doświadczyłam tego, że ci ludzi bardzo często nie potrzebowali nic więcej niż chwili czasu, który im poświęcaliśmy. Odkryłam, że ten czas podarowany drugiemu człowiekowi może być naprawdę najważniejszy.

M. T.: – Sprawdzianem tego, na ile weszłam w chryzmat Domów Serca, był moment, w którym poprosiłam o materialną pomoc swoich darczyńców z Polski. Okazali się bardzo wielkoduszni, dzięki czemu udało się zebrać dużą kwotą, większą niż miałam nadzieję. Pojawiły się nowe możliwości, więc starałam się ocenić, w jaki sposób możemy dzięki temu pomóc tym, którzy tego potrzebują, szczególnie dzieciom. Kupiliśmy m.in. przybory szkolne, zeszyty, książki, bo zaczął się rok szkolny. Zauważyłam po pewnym czasie, że w niektórych przypadkach przez tę pomoc materialną nasze przyjaźnie zaczęły się psuć, bo niektórzy oczekiwali więcej albo starali się wykorzystać to, że mamy pieniądze. Bardzo namacalnie zobaczyłam, że dbanie o to, żeby tylko być, to jest też dbanie o bezinteresowność naszych relacji i że na tym jest zbudowana nasza misja. Okazało się, że ludzie są nam najbardziej wdzięczni właśnie za to, że jesteśmy. Kiedy na końcu misji mówią nam „dziękuję”, to wracają myślami do tych chwil, kiedy byliśmy z nimi w momentach trudnych: na pogrzebie bliskiej osoby albo kiedy ktoś zachorował, albo kiedy kogoś opuściła rodzina. Nie myślą wtedy o tej materialnej pomocy, ale o naszej obecności i modlitwie. Dzięki temu upewniłam się, że towarzyszenie jest sercem misji, bo właśnie to zostaje w ludziach.

Tagi:
wywiad misje misjonarka

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

Pierwsza komunia Święta

Pierwsza komunia Święta

Zofia Kossak na nowo – komiksowo

Zofia Kossak na nowo – komiksowo

Czytelnicy

Czytelnicy "Niedzieli" w Ołomuńcu

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Uczyłam się miłości od Jana Pawła II

Kościół nie jest nasz

Kościół nie jest nasz

Przegląd nr 20/2019

Przegląd nr 20/2019

Peregrynacja w parafii św. Jana od Krzyża w Starosiedlu

Peregrynacja w parafii św. Jana od Krzyża w Starosiedlu

Węgierska noc w Muzeum Ziemi Lubuskiej

Węgierska noc w Muzeum Ziemi Lubuskiej

Debata Finis Europae

Debata Finis Europae

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem