Reklama

Ks. Paweł Borowski
Cmentarz ofiar hitlerowskiego obozu w Potulicach

Dzieciństwo za drutami obozu

2019-01-16 11:11


Edycja toruńska 3/2019, str. VI

Z Krystyna Jabłońską o dzieciństwie za drutami obozu rozmawia Zenon Zaremba

Zenon Zaremba: – Co pozostało Pani w pamięci z tamtych lat?

Krystyna Jabłońska: – Urodziłam się w lipcu 1938 r. Byłam więc małym dzieckiem w chwili napaści wojsk hitlerowskich na Polskę. Moi rodzice mieli gospodarstwo rolne w Kneblowie k. Radzynia Chełmińskiego. Mój ojciec kilkakrotnie odmawiał podpisania przynależności do tzw. II grupy. W listopadzie 1941 r. o północy esesmani wtargnęli do naszego domu z rozkazem natychmiastowego opuszczenia domu. Zaprzęgiem konnym pojechaliśmy z całą grupą mieszkańców tej okolicy do stacji kolejowej w Mełnie, skąd zawieziono naszą rodzinę do obozu w Potulicach, gdzie w miejscowym pałacu hrabiów Potulickich lokowano wszystkich przesiedleńców.

– Jakie warunki egzystencji zastaliście w tym obozie?

– Było tam bardzo ciasno. Spaliśmy na drewnianych pryczach na słomie. Pchły i inne insekty strasznie nam dokuczały. Nie było sanitariatów. Potem przeniesiono nas do baraków drewnianych, przez które padał deszcz i śnieg. Panowały choroby, głód i bród. Baraki budowali obozowicze. Ja, jako trzyletnie dziecko, chorowałam na choroby zakaźne różnego typu. Uratował mnie pokarm mojej kochanej mamy, która w maju 1942 r. urodziła w obozie mojego brata Tadeusza. Była w ciąży w momencie wysiedlenia. Mając 4 lata, na nowo musiałam uczyć się chodzić.

– Czy dzieci w obozie wykonywały również jakieś prace?

– Pamiętam, jak nas wyprowadzano do lasu pod nadzorem kapo i psa. Musieliśmy klęczeć gołymi kolanami na szyszkach, które okaleczały nasze dziecięce nogi. Starsze dzieci chodziły do pracy. Zbierały pokrzywy na obiad, kamienie, nosiły drzewo budowlane od kanału bydgoskiego. Byliśmy niedożywieni, słabi, dlatego śmiertelność dzieci w obozie była bardzo duża. Choroba głodowa atakowała wszystkie tkanki organizmu. Wszystkie dzieci cierpiały na głęboką depresję w wyniku zastraszania, bicia, beznadziei. Codziennie ktoś umierał z głodu i z pobicia. Widziałam, jak codziennie rano wynoszono na ręcznych wózkach martwe ciała zamordowanych ludzi. Ciała były nagie i mocno posinione. Jedną z form umęczenia więźniów były spisy kontrolne na placu apelowym. Staliśmy w śniegu po pas, zziębnięci i kaszlący. Moi rodzice na zmianę trzymali na rękach mnie i małego Tadeusza. Jedna z kobiet miała pięcioro dzieci. Kładła je na rozwiniętym kocyku na śniegu. Rano wszystkie jej dzieci zmarły.

– Słyszałem, że Niemcy wysyłali więźniów z Potulic do pracy w Niemczech?

– Tak, to prawda. W jednym z transportów znalazła się moja mama. Miałam wówczas 6 lat, a mój braciszek 2 latka. Pamiętam do dziś te samochody, które wyjeżdżały z Potulic w nieznanym kierunku. Ze łzami w oczach i krzykiem patrzyliśmy bezradnie na te chwile rozstania. Były to gorzkie chwile pożegnań. W sierpniu 1944 r. Niemcy czuli smak niepowodzenia i nadchodzącej klęski. Wydawali rozkazy zwalniania dzieci z obozu. Mój ojciec nie miał żadnego kontaktu z rodziną. Nie wiedział o losie najbliższych. Przygarnęła mnie i mojego brata Tadeusza polska rodzina. Była to pani Woźnicka z Nakła, która miała 3 dorosłych dzieci. Było nam u nich przytulnie i czuliśmy się bezpiecznie. Mój ojciec był w obozie do końca. Nie odnalazł nas. Pojechał do domu sam. Był już 12 km od domu k. Kneblowa, ale w Wąbrzeźnie został ujęty w łapance czerwonoarmistów i wraz z innymi Polakami został przewieziony transportem kolejowym do Charkowa, gdzie został osadzony w łagrze. Myśleliśmy, że mój ojciec zginął, ale Bóg chciał inaczej i po ucieczce wrócił do Polski, do rodziny.

– Kto was odnalazł?

– Mnie i mojego brata Tadeusza odnalazła ciocia i zabrała nas do dziadka, który mieszkał w Rogóźnie. Moja mama, która jako więźniarka była zatrudniona w Niemczech w fabryce samolotów, wróciła do domu pod koniec lipca 1945 r. do wsi Kneblowo. Od Wrocławia do domu rodzinnego szła pieszo. Zamieszkaliśmy w naszym zburzonym i okradzionym domu.

Tagi:
obóz koncentracyjny

Wybrane dla Ciebie

Reklama

Najpopularniejsze

W siedem dni 1000 km!

W siedem dni 1000 km!

Babcia pątniczka

Babcia pątniczka

Nowenna do Matki Bożej Częstochowskiej trwa

Nowenna do Matki Bożej Częstochowskiej trwa

"Babcia pątniczka"

Między zawierzeniem a wyprawką

Między zawierzeniem a wyprawką

Przegląd nr 34/2019

Przegląd nr 34/2019

Wieluń pielgrzymuje na Jasną Górę

Wieluń pielgrzymuje na Jasną Górę

Parafia jest matką

Parafia jest matką

Pasterska wizyta

Pasterska wizyta

Najnowsze

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem