Wiecznie młoda i zniewalająco piękna

Antoni Szymański

2017-12-07 10:43

Z uwagą wysłuchałem orędzia Prezydenta Andrzeja Dudy wygłoszonego podczas uroczystego Zgromadzenia Narodowego zwołanego na okoliczność 150–lecia urodzin Józefa Piłsudzkiego. Uroczystość ta zapoczątkowała obchody 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości, których kulminacja nastąpi 11 listopada 2018 roku.

Polub nas na Facebooku!

Szczególnie bliski memu sercu był wątek pojednania narodowego. Przewijał się on właściwie przez całe przemówienie, jednak najsilniej wybrzmiał w następujących słowach: Nadeszła pora, aby istotą naszego życia publicznego przestało być nieustanne, wyniszczające starcie wrogich plemion. Czas na rzeczową debatę w gronie rodaków. Na rozmowę pomiędzy depozytariuszami bezcennego dobra, którym jest nasze wspólne, niepodległe państwo – powiedział dobitnie prezydent.

Obserwatorom polskiego życia publicznego nie trzeba tłumaczyć o jakie „wrogie plemiona” chodziło głowie państwa. Jednak ciekaw jestem jakie myśli i uczucia przebiegły wówczas przez serca zgromadzonych w sali słuchaczy. Gdyby wyświetlić zawartość umysłów posłów i senatorów na ekranie pokazującym wyniki sejmowych głosowań – ciekawe czy ukazałyby się również takie zdania?: „On chyba nie mówi o mnie!”, „nie przesadzajmy przecież taka jest polityka…” , „Moje ugrupowanie to nie żadne plemię!”

Oczywiście to tylko moje fantazje i skrzywdziłbym Koleżanki i Kolegów parlamentarzystów, gdybym suponował, że u każdego z nich wyłącznie taki rezonans wywołały słowa prezydenta. Jestem bowiem pewien, że przynajmniej część z nas zdaje sobie sprawę z tego, że początkiem pojednania jest uderzenie się we WŁASNE, a nie cudze piersi…

Prezydent powiedział dalej: Polska nie jest niczyją własnością. Polska nie jest nawet naszą własnością, naszego pokolenia. My tylko jesteśmy jej wybrańcami, jej sługami i opiekunami. Wspaniałe słowa wskazujące, że drogą do pojednania narodowego jest pokora. Nieraz zastanawiam się co takiego jest w naturze człowieka, że trudno mu o pokorę. Niesłychanie przywiązani jesteśmy do swojego piękna, własnych osiągnięć, zazdrośni o splendor, sławę i zaszczyty. Skąpimy innym zaufania a odmienność jest często dla nas zagrożeniem.

Czy jest rada dla zapatrzonych w siebie ludzi (polityków) ? Czy jest coś w stanie odwrócić ich uwagę od zachwytu nad samym sobą? Musiałoby to być coś znacznie bardziej zachwycającego. I tu prezydent Duda trafia w samo sedno: Polska – wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu – wciąż budzi w nas nowe siły i zdolności, dumę i odwagę, wielkie idee i żywe uczucia. Wzrasta razem z nami. Jest silna naszą siłą i naszymi sukcesami. Opiekę nad tym skarbem przekażemy kiedyś naszym dzieciom i wnukom.

Użyty przez mówcę zabieg literacki personifikujący Polskę w duchu najlepszych tradycji poezji romantycznej, wywołał zapewne nie tylko u mnie ogromne wrażenie.

Porównanie do kobiety, która pociąga i skłania do zaopiekowania się nią – nie z obowiązku lecz z szlachetnego odruchu serca. Cóż za genialne odkrycie! Istotnie lekarstwem na pychę i narcyzm nie jest dokonywanie uroczystych postanowień, czy ciągłe „branie się w garść”. Tym nowym obiektem zachwytu, który odwróci moją uwagę od samego siebie i moich partykularnych interesów ma być wiecznie młoda i zniewalająco piękna, groźna, ale i pełna majestatu… P O L S K A.

Odwróćmy oczy od samych siebie i trzymajmy je utkwione w Polsce – tak można by skonkludować przesłanie prezydenta i tak skwitować drogę do narodowego pojednania.

Czy wygłoszone przesłanie przyniesie pożądany efekt? Z pewnością nie stanie się to jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jednak wierzę (dla niektórych może naiwnie), że piękno i prawda zasiane w szczerych sercach z czasem nie pozostaną bezowocne. Polska nie jest tylko figurą literacką lecz wspólnotą realnych ludzi, którzy mają swoje lepsze i gorsze dni, głoszą różne poglądy polityczne, okazują słabości i nieraz uciążliwe przyzwyczajenia, ale niezależnie od tego mają sporo do zaoferowania swojemu krajowi.

Działy: Społeczeństwo