Rodzina Krupskich mieszka na obrzeżach Grodziska Mazowieckiego w przeciętnym, typowym dla tej okolicy, remontowanym od lat domku.
W pokoju gościnnym przychodzących witają wiszące pod sufitem anioły. Dom wypełnia cisza i spokój, naszej rozmowy nie przerywają krzyki rozbrykanych dzieci.
Gdy dyskutuje się o rodzinach wielodzietnych, z jednej strony mówi się o niewyobrażalnych dla większości rodziców problemach finansowych i wychowawczych, a z drugiej o rzadko spotykanej miłości i wsparciu, jakie otrzymuje się wzrastając w dużej rodzinie. Jeden i drugi obraz jest prawdziwy. - Duża rodzina jest jak łąka pełna kwiatów - przekonuje Joanna Krupska.
Siedmioro wspaniałych
Reklama
Najstarsze dziecko Janusza i Joanny Krupskich ma 23 lata, najmłodsze 9.
- Każde dziecko ma absolutnie inne dary, inaczej się rozwija. Jest trochę w innym kolorze, a gdy są razem, powstaje tęcza - wyjaśnia ich mama. Uśmiecha się, gdy opowiada o swoich pociechach. Najstarszy Piotr jest studentem Akademii Sztuk Pięknych, studiuje wzornictwo przemysłowe. Narysował m.in. logo stowarzyszenia „Trzy plus”, ale najbardziej pasjonuje się grafiką komputerową.
Paweł, 22 lata, gdy miał 5 lat zakochał się grze na skrzypcach i okazało się, że to długotrwała miłość. Jest po III roku Akademii Muzycznej. Zastanawia się nad wyjazdem do Niemiec, chce dalej doskonalić grę.
Tomek zdał w tym roku maturę. Podobnie jak jego tata, będzie studiował historię.
Osiemnastoletni Łukasz także rozwija jak starsi braci zdolności artystyczne. Jego rzeźby stają w różnych miejscach domu, ostatnio na poważnie chce zabrać się do ciosania w marmurze. Marzy o studiowaniu na ASP.
Najmłodszym mężczyzną w rodzinie jest siedemnastoletni Jasiek, który jeszcze nie do końca wie czym będzie się zajmował, na razie, o dziwo, lubi matematykę.
- Jeszcze do Jasia czekałam na dziewczynkę, a przy Marysi czekałam na już na kolejnego chłopca. Już tak się wyspecjalizowałam w żołnierzykach, w klockach, w strzelaniu, że przestałam sobie wyobrażać, że można inaczej. A tutaj taka niespodzianka: Marysia. Dziewczynka to naprawdę inna istota - wspomina pani Joanna.
Po pięciu mężczyznach na świat przyszła córka Marysia (14 lat) jest, jak zapewnia mama, wszechstronnie utalentowaną dziewczyną. We wczesnym dzieciństwie z sukcesami brała udział w poważnych konkursach recytatorskich. Czas pokaże czy zostanie aktorką. Na razie z dużą wprawą wykonuje witrażowe anioły, które fruwają nad głowami gości i domowników.
Najmłodsza Teresa ma 9 lat i bardzo lubi koleżanki. Znacznie mniej lubi sprzątać we własnym pokoju, gdy już koleżanki sobie pójdą. Gdy rozmawiamy, śmiało wchodzi do pokoju, uśmiecha się i serdecznie podaje rękę.
- To olbrzymi dar dla rodziców, gdy towarzyszy się w rozwoju tylu dzieciom. To doświadczenie dużej intensywności życia i jego bogactwa. To także wielki trud, być może nie dla każdego. Ale bez wątpienia jako rodzice doświadczamy wielkiego szczęścia. A dzieci zyskują niepowtarzalne doświadczenie. U mnie każde dziecko ma inne relacje z szóstką rodzeństwa. W jednej jest więcej rywalizacji, w innej więcej przyjaźni - opowiada pani Joanna.
- W wychowaniu nie ma nic ważniejszego od relacji jakie ma się z dzieckiem. Nie ma większej twórczości niż uczestnictwo tworzeniu osobowości człowieka. To jest cud, który dokonuje się przez lata - dodaje.
Ojcem rodziny jest Janusz Krupski, studiował historię KUL-u, za czasów komuny dużo ryzykując wydawał i redagował nielegalne pisemka, w stanie wojennym był internowany. W nowej Polsce, gdy powstał Instytut Pamięci Narodowej, został jego wiceprezesem. Obecnie jest kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.
Joanna, żona i matka, z wykształcenia psycholog, zajmowała się dziećmi, w sumie przez ponad pięć lat chodziła w ciąży, przez siedem lat karmiła dzieci piersią.
- Były momenty, że było strasznie ciężko, wydało się, że już nie ma już więcej siły, że więcej się nie da. Przy dużej ilości dzieci nie można odpocząć. Przychodzą takie chwile, że wydaje się, że to koniec jakichkolwiek rezerw. Prowadzenie dużego domu to ciężka fizyczna praca. Trzeba ugotować obiad, nakarmić i sprzątnąć. Ale taka sytuacja wyzwala w człowieku dużo siły - wspomina.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Walka o swoje
W Polsce, gdzie od dobrych kilku lat obserwować można załamanie demograficzne, gdzie współczynnik dzietności należy do najniższych w Europie i wynosi 1, 2 rodziny wielodzietne traktowane są po macoszemu. Paradoksalnie znacznie bardziej opłaca się w naszym kraju umrzeć niż urodzić, ponieważ zasiłek pogrzebowy jest większy i stale indeksowany w przeciwieństwie do zasiłku rodzinnego. Polska ma największy odsetek dzieci ubogich w Europie, który wynosi 26 proc. Już przy drugim dziecku wyraźne widać kłopoty finansowe, a przy trzecim całkiem realna staje się strefa ubóstwa. To powoduje lęk i jest poważną barierą dla rodziców pragnących większej ilości dzieci. Nikt nie chce być ubogi, zwłaszcza w społeczeństwie, w którym tak bardzo ceni się wartości materialne. A posiadanie dużej ilości dzieci łączy z gwałtownym wpadaniem w biedę. Jak na ironię konstytucja RP zapewnia opiekę rodzinom wielodzietnym.
Fakty są inne: rodziny wielodzietne, zapomniane, musiały zadbać same o własne prawa.
Związek dużych rodzin
- Najpierw powstało forum internetowe. Zaczęliśmy się poznawać. Doszliśmy do wniosku, że nikt nas nie zauważa. Czujemy się wręcz wyzyskiwani przez państwo. A przecież płacimy znacznie większe podatki niż inni. Płacimy większy VAT - przypomina Joanna Krupska.
Związek Dużych Rodzin „Trzy plus” został zarejestrowany w maju zeszłego roku. Inicjatorkami były cztery panie, każda ze sporą gromadką dzieci: Teresa Kapela, Agnieszka Jackowska, Irena Bylicka i Joanna Krupska. Pierwszym sukcesem było przekonanie polityków o konieczności ulgi prorodzinnej, którą udało się przeforsować w parlamencie tylko dlatego, że zbliżały się wybory.
- Ta ulga to jedynie minimum. Potrzeby są znacznie większe. Trzeba wywierać stały nacisk na struktury państwa - przekonuje prezes „Trzy plus”.
A problemów przeradzających się w patologię nie brakuje, niestety, czasem sposoby ich rozwiązania są absurdalne.
- Zdarzają się przypadki, że ze względu na niedożywienie zabiera się dzieci do domu dziecka. Kosztuje to państwo 3 tys. złotych miesięcznie. Wystarczyłoby jedną trzecią tej sumy przekazać rodzinie, a byłaby w stanie sama się utrzymać - Krupska podaje jeden z przykładów.
Przedstawiciele „Trzy plus” na różnych szczeblach toczą rozmowy z przedstawicielami władzy. Rozmowy trwają, choć na razie trudno mówić o zdecydowanym przełomie w traktowaniu rodzin wielodzietnych.
Rodziny mające trójkę lub więcej dzieci muszą zmagać się z powszechnym przekonaniem, że jeżeli zdecydowali się na tyle dzieci, to jest to ich prywatna sprawa i sami muszą sobie radzić. Nie jest tak do końca. To całemu społeczeństwu powinno zależeć na tym, żeby z rodzin wielodzietnych wyszli uczciwi ludzie, a nie gangsterzy, którzy z biedy będą innych okradać.
To, co mogą zrobić przedstawiciele struktur państwa to przede wszystkim pomoc finansowa, która jak najbardziej im się należy.
Joanna Krupska jest optymistką. Uważa, że odpowiednio naciskając polityków, można wiele załatwić. Rodzinom wielodzietnym naprawdę należy się pomoc.
- Gdy moje dzieci pójdą do pracy to nie ja będę miała z tego korzyści, ale społeczeństwo. Ono będzie korzystało z pracy całego mojego życia. Moje dzieci będą pracowały na emerytury wszystkich obywateli, ale nie na moją emeryturę. Bo ja jej za pracę w domu przy dzieciach przecież nie dostanę - mówi Krupska.