Okrzyknięta mianem „Polskich Termopil” zyskała rozgłos i uznanie w całej Europie, w samym Królestwie i na Podlasiu - jako pierwsze poważniejsze starcie zbrojne powstania styczniowego - budziła nadzieję i wolę walki.
Bitwa pod Węgrowem 3 II 1863 r.
Bez wątpienia ofiarna i bohaterska, jakkolwiek nieplanowana. Bo choć Rząd Narodowy wiązał z organizacją podlaską szczególne zamiary - paraliż linii komunikacyjnych wojsk rosyjskich z Petersburgiem mógłby przesądzić o losach całego powstania - brak dowodów źródłowych na potwierdzenie faktu, by to Węgrów miał być miejscem powstańczej koncentracji. Co prawda, tu również trwały przygotowania do wybuchu powstania, zadaniem spiskowców z okręgu sokołowsko-węgrowskiego było jednak wsparcie zdobycia garnizonu siedleckiego. To właśnie tam zaskoczone wybuchem powstania władze rosyjskie w nocy z 22 na 23 stycznia ewakuowały swoje oddziały z Węgrowa i Sokołowa Podlaskiego w celu wzmocnienia ochrony linii kolejowej. Do planowanego ataku na Siedlce jednak nie doszło.
Tymczasem w opuszczonym przez Rosjan Węgrowie powstańczy naczelnik okręgu sokołowsko-węgrowskiego Władysław Jabłonowski „Genueńczyk”, wspólnie z Janem Matlińskim (pseudonim „Janko Sokół”), zaczęli gromadzić okolicznych ochotników. W ciągu tygodnia ich liczba wzrosła do ok. 3500. Zaledwie 800 z nich posiadało broń palną, głównie myśliwską, uzbrojenie pozostałych stanowiły drągi, widły i kosy osadzone na sztorc. Obóz węgrowski stał się jednak największym zgrupowaniem sił powstańczych na Podlasiu. Choć plany wojskowe obu dowódców nie są znane, trwały przygotowania do walki - stworzono obozową administrację, formowano jednostki wojskowe, szkolono ochotników, organizowano żywność.
Doniesienia o koncentracji powstańców w Węgrowie, połączone z wyolbrzymionymi informacjami odnośnie ich liczebności i uzbrojenia, zaniepokoiły władze carskie. Obawiano się nie tylko ataku na garnizon w Siedlcach, ale i na twierdzę w Brześciu. Zapadła decyzja o likwidacji obozu. Ułożony naprędce przez władze rosyjskie w Warszawie plan zgniecenia zgrupowania powstańczego zakładał skoncentrowany szturm na Węgrów z dwóch stron. Od północy uderzyć miały dwie kolumny wojsk garnizonu warszawskiego (2500 żołnierzy, 6 dział), przerzucone koleją do Łochowa i Małkini. Od strony południowej wyruszyła kolumna płk. Papaafanasopuło (900 żołnierzy, 4 armaty). Zorientowani w planach ataku na miasto Jabłonowski i Matliński skierowali w obie strony dwa wydzielone oddziały kosynierów, dzięki czemu udało się powstrzymać na przedmieściach Węgrowa kolumnę wojsk carskich nadchodzącą z Łochowa. Mimo znacznych strat poniesionych przez Rosjan w potyczkach pod Mokobodami i Szarutami, marsz od strony południowej był jednak kontynuowany. Rankiem 3 lutego oddział płk. Papaafanasopuło zajął dogodne taktycznie pozycje na wzgórzach otaczających Węgrów od strony Siedlec, ostrzeliwując miasto granatami zapalającymi. Wywołaną przez pożary panikę szybko opanował Jan Matliński, który po zaciekłej walce na rogatce mokobodzkiej zarządził odwrót w kierunku Sokołowa. Dla zabezpieczenia ewakuacji pozostawiono 400 kosynierów dowodzonych przez rannego Jabłonowskiego. Gdy zaatakowana przez jazdę carską ariergarda głównej grupy powstańczej schroniła się za cmentarz, ostrzeliwując Moskali, kosynierzy przystąpili do szturmu na centralny szyk wojsk rozciągniętych wzdłuż Gościńca Szaruckiego. Heroiczne, pełne brawury natarcie - nie bez powodu porównywane potem do straczeńczej szarży wojsk Leonidasa w wąwozie termopilskim - zmiotło z pola bitwy szwadron jazdy oraz, ofiarnie przeciwstawiając się wystrzałom kartaczowym, zagroziło pozycjom artyleryjskim. Zdziesiątkowany oddział kosynierów dostał się w końcu w kleszcze dwukrotnie liczniejszych sił przeciwnika.
Bitwę pod Węgrowem uznaje się za nierozstrzygniętą. Fiasko likwidacji zgrupowania węgrowskiego było efektem wielu błędów popełnionych przez dowództwo rosyjskie. Natomiast desperacja i poświęcenie kosynierów ocaliły główne siły powstańcze - ok. 2000 ludzi wycofało się w kierunku wschodnim, omijając kolumnę carską nadciągającą z Małkini. Na polu bitwy pozostało ponad 120 poległych powstańców. Według zapisu, jaki dokonał 5 lutego 1863 r. w Księdze Zmarłych ówczesny proboszcz parafii Wniebowzięcia NMP ks. Ignacy Jemielitty, znalezionych na pobojowisku „66 mężczyzn nieznajomych [...], z sąsiednich parafijów pochodzących” pochowano we wspólnej mogile w miejscu bitwy, dokąd w 1917 r. mieszkańcy Węgrowa i okolicznych wsi przyciągnęli ogromny głaz narzutowy. Na pomniku wyryto napis: „Bohaterom 1863 r. Na prochach waszych, z pól polskich kamienia wznoszą przez pamięć wdzięczne pokolenia”.
Obchody 146. rocznicy bitwy pod Węgrowem
Obchody wydarzeń styczniowych sprzed 146 lat rozpoczęły się w niedzielę 1 lutego. Inscenizację bitwy poprzedziła uroczysta Msza św. w bazylice, bo „tak jak nie można sobie wyobrazić powstania styczniowego bez udziału duchowieństwa - mówił burmistrz Węgrowa Jarosław Grenda, przywołując postaci m.in. ks. Jemielittego i ks. Brzóski - tak nie wyobrażamy sobie obchodów rocznicy bitwy bez Mszy św. Oczywiście w języku łacińskim, jak 1863 r.”. Eucharystii przewodniczył biskup drohiczyński Antoni Dydycz, który, dziękując Bogu za ducha zapału i ofiarę powstańców, nawoływał do godnego podjęcia dziedzictwa przodków: „Historia jest nauczycielką życia. Uderzenie w historię to sprowadzenie kolejnych pokoleń Polaków na manowce. Nie możemy zapomnieć o tym, co ma bronić naszej tożsamości. Nie możemy dopuścić, aby nasza miłość do Ojczyzny była oderwana od szacunku dla ludzi, którzy walczyli o jej niepodległość. Oni są wyzwaniem dla nas. Bóg teraz nam zawierza jakość wolnej Ojczyzny, byśmy, mając w pamięci naszych przodków, nie szczędzili sił i możliwości, aby Polska mogła się rozwijać”.
„Przed Twe ołtarze zanosim błaganie: Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie” - wybrzmiewały jeszcze słowa modlitwy, kiedy oddziały powstańcze, powierzywszy sprawę opiece Bożej, zaczęły gromadzić się na rynku miejskim, meldując dowództwu swoją gotowość. Towarzyszył im, jak wówczas, tłum węgrowian. Wśród nich kobiety, które przyszły pożegnać swoich mężów, synów, ojców i braci. Dla nowo zaciągniętych w szeregi polskie obowiązkowy kurs strzelania i musztry. Wreszcie nieuchronna konfrontacja. Wybuchy, wystrzały, ogień, dym, szczęk szabel i kos, stukot końskich kopyt, krzyki, jęk rannych. I nagle przejmująca cisza, pośród której widok pobojowiska mógłby pozostawić widza z poczuciem poniesionej klęski, gdyby nie symboliczna postać w bieli. Swoim pojawieniem się wniosła nadzieję na odrodzenie z niewoli, okryła chwałą poległych oraz pomogła odnaleźć i zrozumieć (również schwytanemu wcześniej zdrajcy) sens ich ofiary. Bo choć w dłoniach mieli tylko kosy, ich największą oręż stanowiła siła ducha, wierność prawdzie i pragnienie wolności, którą umiłowali nad życie. Dramaturgię tej sceny, podobnie jak całego przedstawienia, potęgowały efekty świetlne oraz harmonizująca z akcją muzyka.
W inscenizacji wzięło udział kilkudziesięciu zawodowców z grup rekonstrukcyjnych z całej Polski, w tym świetnie wyekwipowana artyleria i jazda konna - te w barwach wroga. Strona powstańcza obsadzona została przez żołnierzy I Pułku Piechoty Legii Nadwiślańskiej oraz członków Grupy Rekonstrukcji Historycznej Kampinos. Profesjonalistom w niczym nie ustępowali węgrowscy ochotnicy. Dzięki starannie przemyślanej charakteryzacji, role statystów z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych i Gimnazjum w Węgrowie okazały się niezwykle sugestywne. Długie buty, krakuski, czamary, a także płaszcze, kożuchy i chusty wydobyte zapewne z dna niejednej babcinej szafy robiły wrażenie. Podobnie jak szable i kosy wykute specjalnie na ten cel na warsztatach szkolnych w ZSP.
Niewątpliwie widowisko było żywą lekcją historii. Tym bardziej, że autorzy scenariusza (Roman Postek, Łukasz Gołoś) zadbali o zgodność z ówczesnymi realiami. Nie tylko odtworzenie przebiegu wydarzeń, jakie rozegrały się na terenie Węgrowa między 23 stycznia a 3 lutego 1863 r., ale i repliki sprzętu, ubiorów, taktyka, komendy, język, zjawiska akustyczne i wizualne - wszystko to znakomicie oddawało powstańczy klimat. Mało tego, żądni szczegółów pasjonaci historii mieli okazję spotkać się po bitwie z członkami grup rekonstrukcyjnych.
Inscenizacja bitwy to dobra i skuteczna forma promocji Węgrowa. Zapewne ten cel miał duże znaczenie dla władz miasta i powiatu. Jednak przede wszystkim - jak podkreślali organizatorzy - to „okazja wyrażenia wielkiego przywiązania do tradycji i patriotyzmu oraz umocnienie tożsamości narodowej mieszkańców regionu”. To w końcu sposób złożenia hołdu tym, którzy w szlachetnym porywie oddali życie za wolność Ojczyzny. Przez lata - wyłączając okres międzywojenny oraz krótki czas „odwilży” po 1956 r. - mieszkańcy Węgrowa pozbawieni byli takiej możliwości. Do tradycji uczczenia pamięci poległych powrócono dopiero po 1989 r., odkąd co roku węgrowianie na czele z władzami miasta i powiatu oraz przedstawicielami Kościoła, miejscowych instytucji, organizacji i szkół gromadzą się wokół mogiły powstańczej.
Tegoroczne uroczystości w dniu 3 lutego rozpoczęły się odwiedzeniem miejsc pamięci na cmentarzu rzymskokatolickim i cmentarzu ewangelickim w Węgrowie. Bezimiennym oraz tym wszystkim, których pamięć symbolizuje pomnik-głaz oddano hołd w historycznym miejscu bitwy. Węgrowscy harcerze zaciągnęli warty honorowe, a ich młodsi koledzy - w obecności delegacji i pocztów sztandarowych - zgodnie z tradycją zapoczątkowaną w 1946 r. złożyli swe przyrzeczenie harcerskie. Po uroczystościach pod pomnikiem w Domu Gdańskim w Węgrowie odbyło się spotkanie z Pawłem Głodkiem - artystą plastykiem, ilustratorem książek historycznych, autorem wystawy „Sceny batalistyczne w historii...”, która otwarta została 1 lutego w siedzibie Miejskiej Biblioteki Publicznej jeszcze przed rekonstrukcją bitwy. Spotkaniu towarzyszyła prelekcja o broni białej połączona z pokazem eksponatów.
Obchody 146. rocznicy bitwy pod Węgrowem to efekt współpracy Samorządu Miasta Węgrowa i Towarzystwa Miłośników Ziemi Węgrowskiej przy udziale wielu miejscowych instytucji, organizacji, parafii i szkół oraz wsparciu finansowym Samorządów Województwa Mazowieckiego i Powiatu Węgrowskiego. To zaangażowanie wydaje się być oczywiste, bo choć:
„Grek ma więcej świetnych w dziejach kart
Niż łez... w mogile -
U Polaka tyle Węgrów wart,
Tyle!... co Termopile...”.
(C.K. Norwid „Vanitas”)
Pomóż w rozwoju naszego portalu



