Media nagłośniły sprawę jakby na Bemowie rozgorzał poważny konflikt społeczny. Tymczasem dźwięk dzwonów nie podoba się... jednej rodzinie Sztranców. - Jest to dosyć osobliwy przypadek, w którym jednostka żąda, by podporządkowała mu się cała wielotysięczna parafialna społeczność - mówi proboszcz ks. kan. Jan Popiel. O tym, że protest jest odosobniony, mówi też rzecznik dzielnicy Bemowo Krzysztof Zygrzak. - Dostaliśmy tyko jedną skargę na to, że dzwony przeszkadzają.
Dzwonnica została postawiona o wiele wcześniej niż powstał blok mieszkalny, gdzie mieszka rodzina Sztranców. - Jak ktoś chce mieć cicho, to nie kupuje mieszkania z widokiem na kościół i na jedną z najbardziej ruchliwych ulic Warszawy. Przecież po trzypasmowej Górczewskiej bez przerwy mkną samochody. Dziwne, że uciążliwy hałas tej rodzinie nie przeszkadza - zauważa Ewelina Iwanowska, która mieszka dwa bloki dalej od kościoła. - Może ci Państwo wiedzą, że z ulicą nie wygrają, a z Kościołem powalczyć zawsze można - dodaje.
Zbigniew Sztranc od lat uprzykrza życie proboszczowi. Słał listy do ratusza, spółdzielni mieszkaniowej, a nawet Mazowieckiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Jakiś czas temu przy kościele byli nawet eksperci badający poziom hałasu. I okazało się, że dzwonnica jest sporo cichsza od dopuszczalnych norm. Ale pan Sztranc nie zrezygnował i wezwał media. Najpierw sprawę do niebotycznych rozmiarów nagłośniła „Gazeta Wyborcza”, a tuż po niej zainteresowała się telewizja TVN.
- Jak tak dalej pójdzie, to niedługo zakażą używania zewnętrznych głośników podczas Mszy św. A w naszej kaplicy jest taki ścisk, że nie da się wejść do środka np. z wózkiem dziecięcym - podkreśla Ewelina Iwanowska.
Proboszcz nie chciałby rezygnować z dzwonienia. - Bicie w dzwony od zawsze wyznaczało rytm dnia w parafii. To piękna wielowiekowa tradycja, z której nie chciałbym rezygnować, bo komuś się to nie podoba - mówi ks. Popiel.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



