Reklama

„Jestem księdzem w drodze”

Niedziela kielecka 12/2009

Ks. kan. Tadeusz Jarmundowicz przez lata był stałym gościem gimnazjum szczekocińskiego, uczestniczył we wszystkich ważnych chwilach społeczności szkolnej. Dziś młodzież gimnazjum jest dumna, że ma takiego Patrona

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Ksiądz Tadeusz urodził się 25 marca 1917 r. w Szczekocinach, w rodzinie o dużych tradycjach patriotycznych. Tutaj uczęszczał do szkoły powszechnej i gimnazjum, które ukończył w Miechowie. Od dzieciństwa był związany z harcerstwem, a gdy dorósł, służył swoim doświadczeniem jako instruktor i przewodnik. - Na mnie duży wpływ mieli źli koledzy, a harcerstwo prostowało mój charakter. Zawsze wykonywaliśmy dobre uczynki, więc dzięki harcerstwu zrozumiałem, co znaczy służba bliźniemu (…) - skomentował kiedyś.
W 1937 r. wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Kielcach. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk bp. Kaczmarka. Swoją Mszę prymicyjną sprawował w kościele w Szczekocinach 16 maja. Jako wikariusz trafił do parafii w Wiślicy, po czym w 1946 r. wyjechał na cztery lata na studia filozoficzne do Rzymu. We Włoszech pełnił posługę kapelana wśród żołnierzy II Korpusu Armii Polskiej. Po powrocie pracował w parafii Działoszyce, gdzie dał się poznać jako gorliwy kapłan, zatroskany o chorych i opuszczonych, duszpasterz dzieci i młodzieży. Posługę kapłańską pełnił także na Karczówce, w Piotrkowicach, Świętej Katarzynie, Polichnie i Szańcu. Od 1983 r. był rezydentem w Pacanowie. W 1990 r. wrócił do rodzinnych Szczekocin i z miastem tym związał swoje życie
Jako duszpasterz był zawsze blisko ludzi potrzebujących. W powołanej przez niego Caritas parafialnej znajdowało i znajduje do tej pory wsparcie wielu mieszkańców. - Był uosobieniem wielkiej miłości do drugiego człowieka - mówi o ks. Tadeuszu prezes Caritas w Szczekocinach, Stanisława Pisarska. Ks. Jarmundowicz sprowadził do miasteczka siostry zmartwychwstanki, by mogły zajmować się katechezą dzieci i młodzieży, i podarował im własny dom rodzinny.

Człowiek modlitwy

Każdy pracowity dzień wypełniała mu modlitwa. W jednym z wywiadów przyznał się, że poświęca na nią 4 godziny dziennie. Był przyjacielem domu rodziny Małgorzaty Gaber-Zaborskiej ze Szczekocin, polonistki w tutejszym gimnazjum.
- Zawsze, gdy nas odwiedzał, podstawową rzeczą, której nie mogło zabraknąć, był Apel Jasnogórski o godz. 21. Zawsze była wspólna modlitwa. „Zaczynaj” - mówił. On stał z boku i modlił się z nami. Potem, z czasem, dochodził dziesiątek Różańca, Koronka. Bez względu na to, jacy znajomi byli w domu, koleżanki, koledzy, wszyscy wstawaliśmy do modlitwy. To było naturalne - wspomina.
Kiedy szły razem z babcią do kościoła, po drodze spotykały ks. Jarmundowicza, którego „wszędzie było pełno”. Na wózku ciągnionym przez psa taszczył kamienie, piasek, cement na odbudowę kapliczki Matki Bożej, stojącej na placu budowy domu jego rodziców przy dzisiejszej ul. Jana Pawła II. I tak przez siedem lat! - Często widząc go pracującego z kielnią i cementem na starym cmentarzu, ludzie sami oferowali swoją pomoc, nie można było stać obojętnie. Czasem do pomocy nagabywał miejscowych, którzy stali przed sklepem z butelką. - Nie odmawiali - wspomina pani Małgorzata.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Kajaki i rowery

Reklama

Żył według zasady „w zdrowym ciele, zdrowy duch”. Kajakami, które uruchomił w Szczekocinach, przepływał wspólnie z młodzieżą do dorzecza Pilicy. Gdziekolwiek był, zabierał bardzo małych i trochę starszych na rowerowe pielgrzymki na Jasną Górę. „Cymbergaj, weź suchą bułkę i trochę wody, bo jutro jedziemy do Częstochowy” - mawiał do swojego siostrzeńca Wojtka Prokopowicza. A po drodze mniejsze sanktuaria maryjne, przyroda, rozmowa i Różaniec. Pokłonili się Matce Bożej w Jasnogórskiej Ikonie i… w drogę. Kto dziś zliczy, ile było takich eskapad?
Najbardziej lubił przebywać wśród dzieci. Czuł się za nie odpowiedzialny. Kiedyś opiekował się synem już dorosłego siostrzeńca Wojtka - Dawidem. Specjalnie, aby pomóc mu w angielskim, sam uczył się języka! - mówi pani Małgorzata.

Mleko i drożdżówki

- Był niesamowicie związany z ludźmi, a jego kapłaństwo było w pełni wbudowane w jego osobowość. Traktował swoją posługę kapłańską nie jako nobilitację, wyróżnienie, ale jako służbę - zauważa Małgorzata.
Żył ascetycznie i zachował prostotę w codzienności. Lubił drożdżówki i mleko. Obraz kapłana, zatroskanego o ubogich zapamiętali parafianie ze Świętej Katarzyny, Działoszyc, Wiślicy i wielu innych miejsc, gdzie pracował czy przebywał ks. Tadeusz. Każdemu służył pomocą. Potrafił nawet pomóc wydostać się z opresji kierowcy auta, które zakopało się w przy studzience. Parafianka Działoszyc, Halina Pilniakowska-Dulny, wspomina, jak codziennie wczesnym rankiem jechał na rowerze lub szedł trzy kilometry, by odwiedzić dwie staruszki. Jedna z nich była obłożnie chora, druga, która się nią opiekowała, niewidoma. Zanosił im żywność. Ciepłą kołdrę i poduchę, którą otrzymał od parafian zaniepokojonych, że ich wikary śpi na żelaznym łóżku pod kocem - też im ofiarował. O sobie myślał najmniej.
Przez długie lata mieszkańcy Szczekocin spotykali go wieczorem, gdy przemierzał na rowerze ulice, śpieszył się do samotnych, opuszczonych. Był przyjacielem wielu rodzin. Często przy łóżku chorego sprawował Mszę św., udzielał sakramentów. Był z ludźmi w ich codzienności, w chwilach radosnych i smutnych, odprowadzał zmarłych na cmentarz.

Oręduje za młodzieżą

Ks. Jarmundowicz zmarł 14 października 2002 r. Na pogrzebie żegnało go wielu kapłanów. W rok po śmierci, 14 października 2003 r., został patronem Gimnazjum w Szczekocinach. Pokolenie, które wychował, samo uczy teraz młodzież i dzieci. - Nasz patron oręduje za młodzieżą. To da się odczuć - mówi pani Małgorzata. W ostatnim Dniu Patrona w akademii wzięło udział 56 osób. - Na co dzień trudno jest objąć taką grupę jakąś dyscypliną i działaniem, a widziałam jak sami się garnęli - tłumaczy. Scenariusze pisze z głębi serca, inspiracją jest Patron i jego niezwykłe życie. - Po jednym z przedstawień podszedł do mnie uczeń (z tzw. trudnej młodzieży) i zapytał ze zdziwieniem: „To pani to przygotowała? Kocham panią za to!”. Wzruszył mnie - przyznaje.
Gimnazjum, spełniając testament ks. Tadeusza, dba o stary cmentarz, o który troszczył się całe lata. Kilka razy w roku nauczyciele wycinają tu chwasty, a młodzież porządkuje groby. Gimnazjum jest także depozytariuszem pamięci o ks. Tadeuszu, chcąc wychować następne pokolenia na wartościach, które były ważne w życiu kapłana. Kto zdoła policzyć, na ilu młodych odcisnął ślad swoim postępowaniem, autorytetem, sercem, ilu zainspirował do dobra? Kto zliczy, ile Mszy św. sprawował w ulubionej kaplicy św. Antoniego na Zarzeczu (nazwa potoczna) czy w kościele szczekocińskim?
- Moje życie prywatne i katolicyzm to jest jedno, nie rozchodzi się w kilka stron - mówi po latach pani Małgorzata, która przyznaje, że ks. Jarmundowicz pozostanie dla niej niedoścignionym wzorem.
Nauczył ją, że „każdego można kupić miłością, jeśli okaże się człowiekowi zrozumienie, życzliwość, ciepło”.
Ks. Tadeusza pamięta i wspomina wielu kapłanów, wśród nich także ks. prał. Jerzy Miernik, proboszcz parafii w Szczekocinach, który był świadkiem jego życia. - On miał miłość w stopniu heroicznym. Nikomu nie odmówił pomocy. Wielokrotnie już jako spracowany emeryt przyjmował zastępstwa za kapłanów. Był pełen dobrego ducha, dlatego bardzo długo po jego śmierci brakowało nam go przy stole. Zawsze angażował się we wszystkie uroczystości w mieście, czy to religijne, czy harcerskie. Był blisko spraw społecznych i kulturalnych. Widziałem, jak wielu ludzi darzyło go życzliwością. Gdziekolwiek się pojawiałem i padało słowo „Szczekociny”, od razu znajdowali się ludzie, którzy pytali o Księdza Kanonika, przesyłali mu pozdrowienia. Nie mieścił się w żadnych kanonach. Nie potrafił siedzieć na miejscu, niezwykle ciekawy świata i otwarty na ludzi, wciąż gdzieś bywał, komuś pomagał, albo brał rower z plebanii i objeżdżał okolice. Kiedyś powiedział: „Wiesz, Jurek, ja to jestem taki ksiądz w drodze”. Jest tyle dobrych rzeczy, które będą mi o nim przypominały…
Nie poznałam ks. Jarmundowicza osobiście, ale kiedy usłyszałam historię jego życia, uświadomiłam sobie, że było jedno miejsce wspólne dla nas - Lednica w 2001 r. Pamiętam kilka tysięcy ludzi modlących się i śpiewających. Ulewny, ale ożywczy deszcz zmywał z nas kurz codzienności. Pani Małgorzata opowiadała mi, że księża wikariusze padli, a on jeszcze tańczył i śpiewem chwalił Boga o 2 w nocy! 84-letni człowiek i niezwykła siła witalna.
Wierzymy, że po trudach swojego pięknego i pracowitego życia teraz ks. Jarmundowicz chwali Boga, oglądając Go twarzą w Twarz.

Ks. Tadeusz Jarmundowicz
Był przyjacielem dzieci i młodzieży, wychowawcą i dobrym wujkiem, który zawsze miał dobry pomysł na wolny czas. Rzucał hasło: praca, wycieczka, wypoczynek i zawsze byli chętni, którzy za nim poszli. Angażował młodzież i dzieci do pracy na starym, liczącym ponad 200 lat cmentarzu szczekocińskim. Spędzał tu wiele czasu. Mieszańcy pamiętają do dziś takie lekcje historii i patriotyzmu. Z ks. Tadeuszem zabezpieczali stare nagrobki, odchwaszczali zapomniane mogiły, przygotowywali zaprawę murarską i sklejali ubytki w starych pomnikach, a przy tym słuchali historii o ludziach, którzy budowali Szczekociny, bo ks. Tadeusz był niewyczerpaną skarbnicą wiedzy o tej małej ojczyźnie. Razem z uczniami zinwentaryzował prawie 100 nagrobków, odrestaurował także wspólnie z proboszczem ks. Miernikiem zabytkową kapliczkę z 1799 r. Był członkiem miejscowego Towarzystwa Kulturalnego im. T. Kościuszki. Dzięki jego staraniom powstał m.in. Pomnik Katyński. Za te zasługi przyznano mu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Szczekociny.

Podziel się:

Oceń:

2009-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Ten film z zakonnicami-kibicami stał się viralem. Siostry dopingują już od 20 lat

2026-06-03 17:16

x.com/spurs

"Siostry Spurs"

Play-offy koszykarzy ligii NBA rozpoczynają się wczesnym rankiem, kiedy San Antonio Spurs zmierzą się z New York Knicks o godz. 2:30 czasu środkowoeuropejskiego w pierwszym z siedmiu meczów. „Siostry Spurs” z pewnością będą im kibicować. Katolickie siostry zakonne stały się viralem dzięki swojemu wsparciu dla drużyny z Teksasu w poprzednich meczach.

Więcej ...

Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Karol Porwich/Niedziela

Zapraszamy do wspólnej modlitwy nowennowej przed uroczystością Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Więcej ...

Kard. K. Krajewski: Jezus daje nam swoją obecność poprzez swoje Ciało i Krew

2026-06-04 20:01
Procesja Bożego Ciała w łódzkiej parafii katedralnej

ks. Paweł Kłys

Procesja Bożego Ciała w łódzkiej parafii katedralnej

- Mamy jedną z piękniejszych katedr w Polsce. Rozejrzyjcie się dobrze. Ale jeślibyśmy wynieśli stąd Najświętszy Sakrament, to po co nam ta katedra? To by było świetne muzeum. To nie byłaby świątynia. Jezus daje nam swoją obecność poprzez swoje Ciało i swoją Krew, byśmy stali się jak ta katedra - Jego domem – mówił kard. Krajewski do zebranych w łódzkiej katedrze podczas Eucharystii w uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Kto wystąpi na koncercie „Jednego Serca, Jednego...

W wolnej chwili

Kto wystąpi na koncercie „Jednego Serca, Jednego...

Zmiany kapłanów 2026 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2026 r.

Świadectwo Dominiki Chorosińskiej: „Wiara jest...

Wiara

Świadectwo Dominiki Chorosińskiej: „Wiara jest...

Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Wiara

Nowenna do Najświętszego Serca Pana Jezusa

Włochy: figura ojca Pio płacze krwią. Sprawę bada...

Kościół

Włochy: figura ojca Pio płacze krwią. Sprawę bada...

Satanistyczny koncert tuż po Bożym Ciele. Diecezjalny...

Kościół

Satanistyczny koncert tuż po Bożym Ciele. Diecezjalny...

Szpital w Lublinie wydał oświadczenie ws. dziecka, które...

Wiadomości

Szpital w Lublinie wydał oświadczenie ws. dziecka, które...

W Lublinie dziecko przeżyło aborcję

Wiadomości

W Lublinie dziecko przeżyło aborcję

Nowenna przed Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi...

Wiara

Nowenna przed Uroczystością Najświętszego Ciała i Krwi...