Powiadają, że nie ma ludzi niezastąpionych, lecz to nieprawda. Jego odejście pozostawiło lukę w sercach wszystkich, którzy kiedykolwiek się z nim zetknęli i dlatego pamięć o „Wuju”, jak nazywali Księdza Kanonika przyjaciele, nie zaginie, dopóty dopóki żyć będą ci, na których drodze dobry Bóg postawił ks. Edwarda. Są wśród nich rzesze świeckich i kapłanów - kolegów z roku święceń i miejsc sprawowania posługi duszpasterskiej, m.in. z parafii w Kazimierzu Dolnym, Lubartowie, Józefowie, Biłgoraju, Hrubieszowie, Obszy, Grabowcu... To właśnie oni 20 października br., spotkali się w rodzinnej miejscowości Księdza Kanonika, Trzebieszowie, by wraz z rodziną wspominać tego pięknego Człowieka i Kapłana.
To niecodzienne spotkanie rozpoczęła Eucharystia w kościele pw. Dzięsieciu Tysięcy Rycerzy Męczenników. Wokół ołtarza zgromadziło się 15 kapłanów z diecezji lubelskiej i zamojsko-lubaczowskiej, których powitał gospodarz parafii ks. proboszcz Kazimierz Zdunek. Mszy św. przewodniczył ks. inf. Kazimierz Bownik. Wspominając osobę ks. Edwarda, zwrócił się do Jego rodziny, składając na ręce seniorów rodu wyrazy szacunku i wdzięczności za dar osoby Księdza Kanonika: „Niech Bóg błogosławi, a ks. Edward wspiera z innego świata”. Homilię wygłosił ks. kan. Aleksander Baca. Znalazły się w niej wspomnienia dotyczące pobytu Kw seminarium, wspomnienia kolegów z roku święceń wśród których był ks. kan. Edward Kłopotek... Znalazły się odniesienia do 25. rocznicy męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, który przypomniał i przypomina nadal rolę kapłana, na płaszczyźnie religijnej i na płaszczyźnie patriotyczno-ojczyźnianej, „bo przecież przez tę ziemię idziemy do Boga. Ona jest jakąś przystanią na drodze do nieba”. Zwracając się do rodziny Księdza Kanonika, rzekł: „Kochani, bądźcie dumni, że w tej rodzinie, na tej ziemi świętej podlaskiej, zrodziło się to piękne powołanie, jakże radosne i czyste... Dostał talenty, które wykorzystał do końca i dlatego, tak głęboko, zostaje w naszej pamięci”.
Pod koniec Eucharystii ks. kan. Stanisław Budzyński, który przez ostatni rok życia gościł ks. Edwarda w parafii pw. św. Mikołaja w Grabowcu, Jego wielki przyjaciel, zaintonował pieśń, która tak dobrze podsumowała osobę Księdza Kanonika: „Matko ma, Kościele mój...” i odczytał strofy o miłości do Kościoła: „Kochał nasz Kościół z jego bogactwem, ograniczeniami... gdzie tak dobrze żyć, gdzie można swobodnie oddychać, mówić co się myśli... Kościół wolności... Kościół, który słucha, nim zacznie mówić, który przyjmuje zamiast osądzać, który wybacza a nie pragnie skazywać... Kochał Kościół, gdzie najprostszy z braci i sióstr zrozumie to, co drugi chce powiedzieć... gdzie Duch Święty będzie mógł zstępować, bo nic nie będzie przewidziane, ustalone i zaplanowane z góry... Kochał Kościół... On tego nie wypowiadał, On tą miłością do Kościoła żył”. Głos zabrał także ks. dr Tadeusz Pajurek, który wspominając Przyjaciela, zwrócił uwagę na trzy wspólnoty, jakie miały wpływ na Jego życie: rodzinę, parafię i wspólnotę kapłańską. Mówił o miłości jaką ks. Edward był otaczany przez ludzi świeckich i przez kapłanów. O tym jak kochał swoje kapłaństwo. O Jego niepowtarzalnej umiejętności tworzenia wspólnoty kapłańskiej, w każdym miejscu, w którym się pojawił.
Tej niezwykłej wspólnoty doświadczyli także ci, którzy uczestniczyli we wtorkowych uroczystościach w Trzebieszowie. Nie tylko podczas Eucharystii, ale też podczas poświęcenia kapliczki Chrystusa Frasobliwego przed domem rodzinnym ks. Edwarda; kapliczki - hołdu i widocznego znaku pamięci kapłanów wobec Księdza Kanonika, jak i podczas obiadu, na który rodzina ks. Edwarda zaprosiła wszystkich gości. Przy wspólnym stole, w rodzinnej atmosferze, snuto wspomnienia, od czasu do czasu przetykane roztoczańskimi piosenkami, które tak bardzo lubił i tak często śpiewał Ksiądz Kanonik.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



