Zawsze i w każdej szerokości geograficznej byli, są i będą
żebracy. Mrzonkami okazały
się socjalistyczne hasła powszechnego
dostatku, budowy raju na ziemi. Dziś są te same
hasła, tylko w
innej, jakże pokrętnej oprawie. Jak było, jak jest z żebraniem? Różnie
to
bywało, czasem" bliźni" ich takimi czynili, innym razem działo
się tak na ich własne życzenie.
Wśród tych ostatnich byli tacy,
którzy wyrzekłszy się wszystkiego za czym człowiek na ziemi
goni,
pielgrzymowali o proszonym chlebie do miejsc świętych, bądź latami
tkwili w miejscu, w
ten sposób pokutując - wynagradzali Bogu i
ludziom za dawne grzechy.
Zmieniają się warunki, a z nimi formy i sposoby pozyskiwania
datków. Jakimi byli
dawniejsi, choćby polscy żebracy? Otóż dawniej,
ludzie bez środków do życia, zwykle ludzie
starsi, nierzadko kalecy,
wędrowali od domu do domu" po prośbie". Gdy do jakiego domu taki
zawitał pozdrawiał po chrześcijańsku gospodarzy, zrzuciwszy swój
tobół, klękał u progu
domostwa prosząc o dar - modlił się w intencjach
darczyńców. Ludzie zwykle chętnie
wspierali takowych. Obdarowanych
wdzięczność przemieniała się w wartką modlitwę za
żywych i zmarłych
domowników. Skąd to wynikało? Socjolog Berger twierdzi, iż dawniej
ludzie wszystko odnosili do Boga, również i swoją biedę, stąd też
ten element modlitwy. Tacy
biedacy wpisali się na trwale w nasz
krajobraz, stając się niekiedy bohaterami utworów
literackich,
choćby" Gość oczekiwany". Pamiętam ze swej wczesnej młodości takowych,
zwłaszcza na odpustach parafialnych, stojących i proszących u wrót
kościoła. Byli też i tacy,
którzy z własnego kalectwa czynili intratne,
dochodowe przedsięwzięcie, albo udawali
kalekich.
Jaka jest zasadnicza różnica pomiędzy nimi a współczesnymi
żebrakami? Wzrost
cywilizacyjny widać i w tym względzie, wystarczy
być gdzieś zameldowanym a odpowiednie
urzędy w miarę możliwości
wspierają go. Jednakże jakaś część z nich unoszona wolnością
idzie
w teren, głównie do obcych. Plebanie, zwłaszcza te przy ruchliwszych
traktach, są
stałym obiektem ich dążeń, nie tylko przez ich wielkość,
ale dlatego, że tu zwykle bywają
obdarowywani, choć tak naprawdę
wielu kpi z kleru i Kościoła. Dzisiejsi żebrzący zwykle przy
swej
prośbie nie odnoszą się do Boga. A z wielkim prawdopodobieństwem
w razie odmowy,
można się spodziewać złorzeczenia pod swoim adresem.
Co więcej, ich nachalność niekiedy
jest przerażająca. Dziś żebrzą
młodzi i starzy, powiadają, że dla niektórych jest to sposób na
życie. Słyszy się niekiedy o zorganizowanych grupach zarabiających
na żebractwie i na
naiwności ludzkiej. Zdarza się, że z zagranicy
sprowadzane są kobiety z małymi dziećmi, które
za określoną taksę
wystają w ruchliwych miejscach i proszą o datki, uwierzytelniając
swe
prośby kartkami. Niejednokrotnie trzymane na rękach dzieci,
szczypaniem są zmuszane do
płaczu, dla wzbudzenia litości przypadkowych
przechodniów. Zebrane pieniądze trafiają do
ręki przemyślnego"
przedsiębiorcy", który, gdy one żebrzą, przyjemnie spędza czas, czekając
na dzienny urobek. Powiadają, iż tak zebrana sumka, jest całkiem
pokaźna.
Czy tylko u nas są takowi żebracy? Otóż na Zachodzie,
np. w Belgii, choć ustawowo
żebranie jest zabronione, pojawiają
się żebracy. Jedni chodzą od domu do domu sprzedając
jakieś drobiazgi,
zapewniając, iż zysk jest przeznaczony np. dla studentów Afryki.
Jeszcze inni
siedzą na trotuarach pod dużymi sklepami. Czasami
widzi się żebrzącego siedzącego z
pieskiem, oczywiście jest i karteczka,
na której widnieje zaskakujący napis - proszę o datki na
jedzenie
dla psa. Mówią, że obecnie niektórzy są bardziej czuli na głód czworonoga
niż jego
właściciela. Są i tacy co wystają na skrzyżowaniu ruchliwych
ulic przed światłami. Głównie
południowcy, choć w Paryżu spotkałem
rodaków, z wyciągniętą ręką lub kubkiem na
monety, żebrali. Dla
wielu z nich, urobek jest natychmiast zamieniany na najtańsze trunki,
zwykle też kończą" akcję" w chwili, gdy uzbierają wystarczającą sumkę.
We Włoszech
zwykle żebrzący - to kobiety w powłóczystych spódnicach
z przemyślnie przytroczonymi
małymi dziećmi na ręku lub też same
małe dzieci. Te ostatnie chodząc parami i prosząc
okradają turystów,
a ich mistrzostwo w tym względzie budzi podziw. W krajach arabskich,
dawnych koloniach, takich jak np. Maroko, tubylec widząc turystę
podchodzi i grzecznie
prosi: daj dirhama (złotówkę). Wychodząc
z założenia, że" biały ma, a więc da".
Wróćmy do polskiej rzeczywistości. Rzetelność nakazuje
w tym miejscu wskazać na
dość pokaźną grupę ludzi żyjących na"
kupionych czy załatwionych rentach". Rodzi się
pytanie na ile współczesność
i transformacje ustrojowe wpłynęły na tę grupę? Czy jest to
tylko
objaw zubożenia społeczeństwa, czy raczej sposób na życie dla wielu?
Można się w tym
dopatrywać skutków opacznie pojętej demokratyzacji,
czytaj demoralizacji obywateli. Śmiem
twierdzić, że w ten sposób
ma miejsce produkcja żebractwa, skutkiem jest" rozdziadowanie
narodu"
. Biurokratycznie, w majestacie prawa, stworzono dość pokaźną grupę"
rencistów".
Jest to tragedia dla nich samych, dla ich dzieci, które
w takiej atmosferze wzrastają, w
konsekwencji dla narodu. Tym ludziom
wygoda, spryt, czy stworzone możliwości zabierają
inicjatywę, wolę
walki o godziwe życie. Jakaż przed nimi przyszłość, jaka przyszłość
przed
narodem, jeśli go takim czynimy. Nie pytam w tym miejscu,
gdzie honor, ambicje. Ci ludzie
nigdy nie zechcą pracować, to od
nich najczęściej słyszymy słowa;" nam się nie opłaca
pracować!"
. Zapominają, że praca to nie tylko sposób na pieniądze, to obowiązek,
który
wyrabia człowieka, kształtuje osobowość. Już dziś widać co
się dzieje, gdy im rentę zabiorą.
Jakaż jest ironia w tym, że niektórzy
rodacy idą do lekarza, tylko po to, by mieć" silne" papiery
na
komisję. Nie przejmujemy się, że te pieniądze są wykradane podatnikom.
Z drugiej strony
zasiłki. Przyzwyczaić do dawania, z czasem wywołuje
odruch, że coś się należy. Czy tego
rządzący nie zauważają? A może
jest to zaplanowana polityka wobec narodu? Powiadają,
że" rozdziadowanym",
rozleniwionym społeczeństwem łatwiej rządzić, ja dodam, że to
prawda,
ale do czasu. Czy nie robią z nas żebraków, sami profitując, skazując
nas na
ochłapy. Tym bardziej jest to bolesne, że nasi rękami naszych
żebrakami nas czynią.
Jak się zachować w sytuacjach, gdy żebrak cię prosi?
Chyba lepiej dać drobiazg
proszącemu, w myśl słów Ewangelii - nie
odwracaj się od proszącego. Jednakże wydaje mi
się lepiej wypełnimy
biblijną myśl, wsparcia biedniejszego, samemu odszukując
potrzebującego
w danej chwili i dyskretnie go wspierając, w myśl rady - niech nie
wie prawica
co czyni lewica. Pomyślmy o takowych ludziach w kontekście
zbliżających się świąt Bożego
Narodzenie - pustego miejsca przy
wigilijnym stole. Ten pusty talerz niech nam pomoże
dostrzec takowych
wokół nas, by spełnić uczynek miłości bliźniego - bo biednych zawsze
mieć będziemy. Wspomagać nam trzeba, zwłaszcza tych, którzy popadli
w ubóstwo nie z
własnej winy i woli. Tym bliźnim trzeba pomóc.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



