Reklama

Aspekty

Tradycja? Naprawdę warto

Kuliste „światy” powstają z kolorowych opłatków

Aleksandra Bielecka

Kuliste „światy” powstają z kolorowych opłatków

Jeśli komuś zależy na pięknym Bożym Narodzeniu, musi dobrze wykorzystać Adwent. Oto mały przegląd zwyczajów i tradycji, który może się okazać całkiem inspirujący

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Czemu służy Adwent? Z duchowego punktu widzenia to czas, w którym chrześcijanin przypomina sobie, że jego życie powinno być radosnym oczekiwaniem na powtórne przyjście Zbawiciela. No i oczywiście jest to też przygotowanie do świąt Bożego Narodzenia. A jeśli spojrzeć na sprawę również od strony zewnętrznej i trochę pogrzebać we wspomnieniach (nie tylko rodzinnych), można odkryć fascynujący świat tradycji i zwyczajów. Część z nich już zaginęła w mroku dziejów razem z dawnymi pokoleniami, ale część wciąż jest obecna w naszych domach. Co więcej – w wielu ludziach budzi się potrzeba wprowadzenia choć niektórych z nich do życia swojej rodziny. I nawet jeśli rodzice odrzucili kultywowanie zwyczajów przodków, dzieci szukają ich na własną rękę.

Wieńce, świece i źdźbła siana

Reklama

Ze znanych powszechnie adwentowych tradycji wymienić można Roraty. Do wielu kościołów z lampionami przychodzą nie tylko dzieci, ale i dorośli. Bywa, że podczas Mszy św. kolejne dzieci zabierają do domu figurkę Matki Bożej (Fraunetragen jest tradycją typowo niemiecką). W domach i świątyniach stawia się wieńce adwentowe z czterema świecami (co tydzień zapala się kolejną) – ten zwyczaj też przejęliśmy od Niemców, konkretnie od Kościoła ewangelickiego i cieszy się on całkiem sporą popularnością, np. w I Liceum Ogólnokształcącym im. Adama Mickiewicza w Sulęcinie, gdzie uczniowie od kilku lat uczą się na zajęciach robienia adwentowych wianków. A znowu z Francji przywędrował do nas zwyczaj wkładania przez dzieci do żłóbka sianka za każdy dobry uczynek – chodzi o to, żeby w Wigilię było na czym położyć małego Jezusa. Nie sposób zapomnieć o kalendarzu adwentowym – łatwo go kupić w sklepie, ale niektórzy wykonują go samodzielnie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Ciasto musi swoje odleżeć

Nikt nie zachęca (wzorem np. dużych centrów handlowych) do dekorowania domu w bombki już w okolicach listopada. Jednak jeśli ktoś zamierza ozdobić swoje mieszkanie ręcznie robionymi zabawkami, nie ma wyjścia – musi zabrać się za ich produkcję wcześniej. To samo dzieje się z niektórymi potrawami, ciasto na piernik staropolski musi swoje odleżeć (kilka tygodni!), a i zakwas na barszcz czerwony (jeśli nie chcemy ze sklepu) wymaga swojego czasu. Parafialne schole też przecież nie będą przypominać sobie kolęd 24 grudnia rano. Już teraz dobrze jest ruszyć z niektórymi przygotowaniami, żeby zwyczajnie ze wszystkim zdążyć. A jeśli nie wyniosło się takich zwyczajów z domu, nie trzeba się martwić – nawet jeśli ktoś nie może wybrać się na specjalistyczne warsztaty, zawsze może znaleźć mnóstwo porad w książkach i Internecie. Przy okazji można tego i owego dowiedzieć się o przodkach. I poszukać inspiracji.

Jak to było kiedyś?

Reklama

O dawnych zwyczajach i wierzeniach opowiadają pracownicy Muzeum Etnograficznego w Ochli. – Dzisiaj w naszych domach stawiamy zwykle choinki. Jednak dużo starszą polską tradycją były tzw. podłaźniki. To krzaczki lub wierzchołki choinek, które wieszano do góry nogami pod sufitem nad stołem. Zdobiono je jabłkami, orzechami, kolorowymi wstążkami, papierkami i kulistymi „światami”, wykonanymi z opłatków. Nie służyło to wyłącznie dekoracji. Zielone gałązki symbolizowały odrodzenie. Natomiast ozdoby, według dawnych wierzeń, miały swoją moc – jabłka chroniły od bólu zęba, orzechy sprowadzały miłość i łączyły małżeństwa, a ich łupiny zakopane w Wigilię w sadzie dawały urodzaj, „światy” natomiast chroniły przed staropanieństwem – wyjaśnia Barbara Rybińska. – Taki podłaźnik trzeba było oczywiście pielęgnować, bo jeśli usechł za szybko, odczytywano to jako złą wróżbę.

Pod sufitem wieszano również „pająki”, czyli ozdoby ze słomy i kolorowej bibuły. Upodabniano też izbę do stajenki, przynosząc snopy siana – dzisiaj nawiązujemy do tego, wkładając sianko pod obrus.

Prawdziwy spektakl

– Wiele zwyczajów, które były kultywowane przez wieki, wywodziło się jeszcze z czasów pogańskich. Wraz z nadejściem chrześcijaństwa były przejmowane i dostosowywane – mówi Damian Danak. – Czas Bożego Narodzenia to również czas przesilenia zimowego, a to dla naszych przodków miało znaczenie wręcz magiczne. Wierzono np., że jest to moment, kiedy przychodzą dusze przodków, więc zostawiano im resztki jedzenia, nie siadano przed strzepnięciem pyłków ze stołka, uważano na ostre przedmioty przy wigilijnym stole itd. Wigilia to kiedyś był prawdziwy spektakl i nie wolno było zmieniać w nim kolejności. Ogólnie wierzono, że w Wigilię świat staje się nierealny i dlatego np. opowiadano, że zwierzęta mówią wtedy ludzkim głosem.

– Oczywiście, te wszystkie cuda mógł zobaczyć tylko człowiek prawy, bez grzechu, dlatego też nikt tego nigdy nie widział – dodaje Barbara Rybińska.

U nas jest wszystko

Reklama

Dzisiaj, oczywiście, już się w tę magię nie wierzy, a ozdoby są po prostu ozdobami. Podobnie jest z wigilijną kolacją, ilością i rodzajem potraw – a one również miały swoją wymowę. Teraz pojawiają się na stołach, bo zawsze tak było. – W naszym regionie ze względu na to, że mieszka tu wielu przesiedleńców, możemy mówić o różnych tradycjach. Na stołach znajdują się potrawy Polaków pochodzących z Lwowskiego, Wileńskiego, Bukowiny Rumuńskiej, a także rdzennej ludności zachodniej Wielkopolski – mówi Barbara Rybińska.

Wiele rodzin jest mieszanych, obok siebie mieszkają chrześcijanie różnych obrządków, więc i tradycje się wzajemnie przenikają. Czasami jednak zanikają zupełnie, bo nie ma komu o nie dbać. Zachętą do kultywowania dawnych zwyczajów mogą być opowieści wigilijne osób, w których rodzinach tradycja wciąż trzyma się mocno.

Prosfora i opłatek

O świętach łemkowskich opowiada Irena Maksymczak z Przemkowa: – Na pewno musi być 12 dań. Siano pod obrusem też, nie wyobrażam sobie, żeby tego nie było. Kiedy tato żył, to on przynosił siano w dzień Wigilii, teraz robi to mama – zawsze się wita taką osobę, która niby idzie z daleka, a siano, które przynosi, zwiastuje, że narodził się Jezus. Tradycją u nas jest kompot z suszonych owoców (inaczej nazywa się to juha). Poza tym mamy postny żurek z ziemniakami, nie może tam być ani trochę tłuszczu. Jemy jeszcze kapustę gotowaną i fasolę. Oczywiście, pierogi z kapustą i grzybami, do tego moja mama zawsze robiła pierogi na słodko, z dżemem albo suszonymi śliwkami. I jeszcze karp, i śledzie.

Reklama

Od czego się zaczyna Wigilia? Na talerzu mamy prosforę i dzielimy się nią (tak jak w Kościele katolickim opłatkiem). Przynosimy ją do domu z cerkwi. Ale ponieważ rodziny są teraz mieszane, na wielu stołach jest i prosfora, i opłatek. Na talerzu jest też sól i czosnek, i zgodnie z tradycją każdy musi spróbować trochę czosnku, a nawet posmarować nim oczy, żeby się dobrze widziało. Oczywiście, śpiewamy kolędy.

Kiedy byłam dzieckiem, dużo ozdób było u nas robionych z bibuł i słomy. Na choince zawsze musiały być jabłka, czerwone, wypolerowane, żeby ładnie wyglądały. Wieszaliśmy też cukierki. I orzechy zawinięte w bibułę – kiedy ktoś podbierał, to tak tę bibułę zawijał, żeby nie było widać, że tam już nic nie ma.

Do środka złoty orzeszek

Józefina Hreczuch, której korzenie sięgają Krakowa, tak mówi o swojej Wigilii: – Zaczynamy od opłatka. A po życzeniach jest, oczywiście, kolacja, na której na pewno muszą być ryby, w różnej postaci – i smażone, i gotowane. Mamy pierogi ruskie i te z kapustą i grzybami, ale przede wszystkim musi być barszcz czerwony z uszkami, chociaż u nas to są raczej uszy, bo takie są wielkie. Muszę ich zrobić ze sto dwadzieścia, bo na Wigilii jest nas dużo. Jest też u nas kutia, ale niedużo, tylko jako tradycja, bo nie za bardzo nam smakuje. I kompot z suszonych owoców. A po kolacji się śpiewa. Na koniec mamy ciasto, szczególnie makowiec.

Pod choinką są prezenty i jedna osoba zabawia się w rozdającego. U nas obojętnie, czy dziecko, czy dorosły, każdy dostaje upominek. Choinkę ubieram zabawkami, które sama robię, bo nie lubię sztuczności, a broń Boże plastiku. Zabawki robię ze słomy, z błyszczących koralików, z papieru kolorowego. Z białych wydmuszek robię bociany, kaczuszki i łabędzie. Plotę koszyczki z bibuły i do środka zawsze daję złoty orzeszek. I wieszam czerwone jabłuszka, jak się je gdzieś zdobędzie. Moja mama zawsze piekła pierniczki na choinkę. Ale ja osobiście robię też kartki świąteczne z ususzonych płatków kwiatów – trzeba je zebrać w odpowiednich porach i odpowiednio ususzyć, bo każda roślina jest inna. I tymi płatkami wyklejam na przykład stajenkę.

Podziel się:

Oceń:

2014-12-04 10:37

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Ona daje życie

Rozpoczynający się Adwent to czas oczekiwania na przyjście Chrystusa. To także czas realizowania programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce na kolejny rok liturgiczny: „Zgromadzeni na świętej wieczerzy”.

Więcej ...

Jan Paweł II: Papież, który dotarł do Pokolenia Z

2025-04-03 16:49

Z archiwum Bernarda Oliveiry dos Santos/Vatican News

Choć od śmierci św. Jana Pawła II mija 20 lat, to jego przesłanie wciąż inspiruje młodych na całym świecie. Dla 16-letniego Bernardo Oliveiry dos Santosa z brazylijskiego Salvadoru papież Polak pozostaje wzorem wiary, odwagi i bliskości z młodzieżą, mimo że, tak jak już miliony katolików na całym świecie, urodził się już lata po 2 kwietnia 2005 roku.

Więcej ...

Miasto papieskiej pamięci – Wałbrzych po 20. latach

2025-04-03 21:40
Bp Ignacy Dec podczas Mszy św. rocznicowej w Wałbrzyskiej Kolegiacie

ks. Mirosław Benedyk/Niedziela

Bp Ignacy Dec podczas Mszy św. rocznicowej w Wałbrzyskiej Kolegiacie

Wieczorem 2 kwietnia dwadzieścia lat wcześniej świat zatrzymał się w milczeniu po słowach „Nasz umiłowany Ojciec Święty powrócił do Domu Ojca”. Pamiętając o tych wydarzeniach mieszkańcy Wałbrzycha zgromadzili się w kolegiacie Matki Bożej Bolesnej i Świętych Aniołów Stróżów, by trwać na modlitwie i wdzięczności za życie i pontyfikat św. Jana Pawła II.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Co się dzieje z nami, kiedy umieramy?

Kościół

Co się dzieje z nami, kiedy umieramy?

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Kościół

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Dwie siostry zakonne zabite przez uzbrojone gangi

Wiadomości

Dwie siostry zakonne zabite przez uzbrojone gangi

Czy jestem pośród tych, którzy uwierzyli i zaufali...

Wiara

Czy jestem pośród tych, którzy uwierzyli i zaufali...

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi:

Wiara

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi: "Niech wszyscy...

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

Kościół

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

Kościół

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

O. Marcin Ciechanowski: Depresja. Czy potrzebujesz pomocy?

Wiara

O. Marcin Ciechanowski: Depresja. Czy potrzebujesz pomocy?

Panie! Ucz mnie wychodzić naprzeciw potrzebom bliźnich!

Wiara

Panie! Ucz mnie wychodzić naprzeciw potrzebom bliźnich!