A gdy jest ciężko i nie widać celu drogi, musisz stawiać krok za krokiem, dokładnie tak, jak król Achaz, w księdze proroka Izajasza, kiedy musiał po prostu zaufać Bogu zamiast własnym, nerwowym planom. Cierpliwość więc na drodze jest wskazana. A celem naszej drogi była dzisiaj Valfabbrica. Spokojne i małe miasteczko. Nie ma tam tłumów turystów, nie ma wielkich bazylik. Można nawet powiedzieć, że niczym się to miasto nie różni od naszych polskich miasteczek. Wraz z Maciejem udaliśmy się do pobliskiego kościoła S. M. Assunta, aby dowiedzieć się, czy nasza rezerwacja na Mszę świętą jest aktualna. W drodze z naszej albergi do kościoła minęliśmy starszą panią siedzącą przed swoim domem na krzesełku. Maciej, który zna język włoski, zagadnął o miejscowego proboszcza i o to, gdzie można go znaleźć. Pani z dokładnością wskazała, że teraz go nie ma, bo wyjechał, ale o 18 jest Msza św. to będzie, ale na pewno siostry zakonne nam pomogą. Tak też zrobiliśmy i wszystko odbyło się zgodnie z tym, co pani nam przekazała, ale… gdy wracaliśmy już wszyscy dookoła wiedzieli, kim jesteśmy i co tu robimy i byli ciekawi, czy udało się nam wszystko załatwić. Tak to już bywa w tych małych miejscowościach. Jutro ostatni etap do Asyżu.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





