Bóg nie chce grać żadnej - nawet głównej - roli w spektaklu
wyreżyserowanym przez człowieka. Przekonali się o tym ludzie, którzy
na swoje wesele, niejako przy okazji zaproszenia Maryi, zaprosili
również Jej Syna. Wyznaczyli Mu miejsce wśród gości weselnych, zapewne
nie przewidując, że niebawem sprawy potoczą się w sposób zaskakujący.
Bo kto się spodziewał, że ów Gość przejmie rolę pana młodego gdy
trzeba będzie zatroszczyć się o wino - atrybut miłości i zaślubin?
Jedyną osobą, która nie przejawiała zdziwienia rozwojem
sytuacji na weselu w Kanie Galilejskiej zdawała się być Matka Boża.
Nie raz w swoim życiu doświadczyła bowiem, że drogi Bożej Opatrzności
bywają po ludzku niezrozumiałe. Bo czyż wtedy, gdy zgadzała się począć
i urodzić Syna Bożego w ludzkim ciele, uświadamiała sobie, że spowoduje
to niezrozumienie ze strony św. Józefa, konieczność emigracji z Ziemi
Obiecanej, a w dalszej perspektywie również współcierpienie w Wielki
Piątek? Życie utwierdziło ją w przekonaniu, że nic nie dzieje się
bez Bożego przyzwolenia. Od kilkudziesięciu lat, jak nikt z ludzi,
znała wszakże swojego Syna i dlatego tym razem nie dała się zaskoczyć.
Informację, że zabrakło wina przekazała pod najwłaściwszym adresem.
Trudno się przecież oprzeć wrażeniu - nawet przy pobieżnej
lekturze Ewangelii, że ów brak wina był jakoś wyreżyserowany w planach
Opatrzności. Ewangelista napisał wprost, że chodziło o objawienie
przez pierwszy cud chwały Jezusa Chrystusa, aby uwierzyli w Niego
Jego uczniowie. Oczywiście, ten cud, jako pierwszy, ma również charakter
programowy. Pokazuje w sposób symboliczny cel Jezusowej misji, która
zmierza do zaślubin człowieka z Bogiem. Mówi o nich modlitwa w czasie
Mszy św.: "Daj nam Boże przez to misterium wody i wina uczestniczyć
w Bóstwie Chrystusa, który raczył stać się uczestnikiem naszego człowieczeństwa"
.
Zapraszając Boga do swojego życia musimy liczyć się z
Jego dominującą naturą. On nie zadowoli się rolą gościa. Nie przyjmie
zadań, które Mu wyznaczymy. Przeciwnie, wcześniej czy później zacznie
ustawiać nam życie po swojemu. Poprowadzi nas przez różne wydarzenia.
Będą - podobnie jak w życiu Maryi - tajemnice radosne, bolesne i
chwalebne. Może nieraz, jak nowożeńcy z Kany będziemy zachodzić w
głowę: czemu właśnie nas to spotkało? Ale zawsze Jego Opatrzność
będzie nam towarzyszyć. A wszystko po to, aby w nas i przez nas objawiała
się Jego chwała. On tak pokieruje naszym życiem, abyśmy wielokrotnie
mieli okazję dawać świadectwo wiary w Jego Bóstwo.
Pomóż w rozwoju naszego portalu