– Trudno opisać pielgrzymkę, trzeba po prostu na nią pójść, by przekonać się, czym jest. Idę już po raz piąty do samej Jasnej Góry i ta pielgrzymka stanowi centrum mojego roku. To pod nią układam całe wakacje – mówi Kalina z grupy 20. i dodaje: – To coś zupełnie innego niż chodzenie po górach. Owszem, tutaj też się idzie, jest zmęczenie i są ludzie, ale panuje wyjątkowy klimat modlitwy i wspólnoty. Czuję się, jakbym była innym człowiekiem. Gdy przyszłam dziś na Mszę św., zobaczyłam osoby, które już kojarzę i znam z widzenia. Poczułam, że jestem u siebie.
Łukasz podkreśla, że słowem kluczem do opisu pielgrzymki jest intencja.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
– Na wakacje raczej nie wyjeżdżamy z intencją – może jedynie z zamiarem odpoczynku. Na pielgrzymkę idziemy właśnie z intencją: żeby pogłębić swoją relację z Bogiem, bo to doskonałe miejsce do tego, albo na przykład rozeznać swoje powołanie. Każdy niesie w sercu coś własnego – mówi Łukasz i dzieli się osobistym świadectwem. – Ja właśnie tutaj rozeznałem małżeństwo z moją obecną żoną. Poznaliśmy się wcześniej, a miesiąc później naszym pierwszym wspólnym „wypadem” była pielgrzymka na Jasną Górę.
Emilia i Magda po raz pierwszy wybrały się na pielgrzymi szlak. Potraktowały ten dzień jak swoiste rekolekcje w drodze, ale chciały również sprawdzić swoje siły. Idą do pierwszego postoju w Trzebnicy.
Reklama
– Niesiemy nasze intencje, ale taka pielgrzymka skłania też do refleksji i pomaga się wyciszyć. Chcemy złapać trochę duchowego oddechu i odnaleźć wewnętrzny spokój – mówią dziewczyny.
Ania dodaje:
– Pielgrzymka kończy się na Jasnej Górze, ale jej owoce często dojrzewają jeszcze długo po powrocie do codzienności.





