Pragnienie życia zakonnego odzywało się w niej coraz mocniej. Po powrocie do rodzinnego Głogowca wprost powiedziała rodzicom, że musi iść do klasztoru. Stanisław i Marianna stanowczo sprzeciwili się tej decyzji. „Nigdzie nie pójdziesz” – powtarzali raz jedno, raz drugie. Ojciec tłumaczył córce, że nie stać go na posag wymagany przez zakon.
To była jednak zaledwie część prawdy. Stanisław rzeczywiście ledwie utrzymywał rodzinę, ale to nie bieda była głównym powodem jego sprzeciwu. Najbardziej zależało mu na tym, by Helena przejęła rodzinne gospodarstwo. Uważał ją za swoją następczynię, ponieważ na tle rodzeństwa wyraźnie się wyróżniała. Kiedy kuzyn Michał odwiedził Głogowiec, Stanisław wprost wyznał przerażony: „Najlepsze dziecko, wybrane, miałoby iść od nas?”
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Początkowo reakcje rodziców sprawiły, że Helenka oddała się „próżności życia, nie zwracając żadnej uwagi na głos łaski, chociaż w niczym zadowolenia nie znajdowała dusza” (Dz. 8). W Dzienniczku pisała, że w tamtym okresie nieustanne wołanie Boga było dla niej wielką udręką, którą na wszelkie możliwe sposoby starała się uciszyć.
W tamtym czasie oddawała się wszystkim dostępnym rozrywkom. „Unikałam wewnętrznie Boga, a całą duszą skłaniałam się do stworzeń. Jednak łaska Boża zwyciężyła w duszy” (Dz. 8) – napisze po latach.
Reklama
Pewnego razu siostry przekonały dziewiętnastoletnią pannę Kowalską, by razem wybrały się na festyn do łódzkiego Parku Wenecja. Gienia, Natalka i Helenka uczestniczyły w zabawie w towarzystwie koleżanki Lucyny Strzeleckiej. W swoim Dzienniczku Helena po latach napisze, że wizyta w parku od samego początku nie była dla niej miłą atrakcją.
Zgodziła się ze względu na Gienię, która bardzo ją zachęcała i kupiła jej bilet wstępu. „Kiedy się wszyscy najlepiej bawili, dusza moja doznawała wewnętrznych udręczeń” (Dz. 9). W pewnym momencie do Heleny podszedł młody chłopak i poprosił ją do tańca. Ta początkowo próbowała znaleźć słowa wymówki, ale ostatecznie się zgodziła. Gdy zaczęła tańczyć, nagle ujrzała stojącego obok niej umęczonego Jezusa. Jego twarz wyglądała jak w czasie drogi krzyżowej. Jego ciało było pokryte ranami. Nagle młoda dziewczyna usłyszała słowa: „Dokąd cię cierpiał będę i dokąd Mnie zwodzić będziesz?” (Dz. 9).
W jednej chwili świat się dla niej zatrzymał, a zabawa straciła sens. „Umilkła wdzięczna muzyka, znikło sprzed oczu moich towarzystwo, w którym się znajdowałam, pozostał Jezus i ja” (Dz. 9). Chłopak, z którym tańczyła, patrzył ze zdziwieniem, jak Helenka nagle zamiera w bezruchu, a potem bez słowa odchodzi.
Trwając w oszołomieniu, usiadła obok siostry. Nikomu nie zdradziła, czego właśnie doświadczyła. Powiedziała tylko, że boli ją głowa i w ciszy opuściła towarzystwo.
Pospiesznie udała się do Katedry św. Stanisława Kostki oddalonej o dwa kilometry od Parku Wenecja (dziś Park im. Juliusza Słowackiego). Kiedy dotarła do kościoła, nie zwracając uwagi na otaczających ją ludzi, padła krzyżem przed Najświętszym Sakramentem. Prosiła Boga, żeby dał jej znak, który powie, co ma dalej czynić. I wtedy usłyszała słowa Jezusa: „Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru” (Dz. 10).
Artykuł zawiera fragment książki Pauliny Małoty Iskra. To oni wspierali św. Faustynę i kult Bożego Miłosierdzia. Zobacz więcej: ksiegarnia.niedziela.pl.





