Ef 5, 21-33 <- KLIKNIJ
„Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej”. To zdanie jest nagłówkiem całej tak zwanej tablicy domowej Efezjan i kluczem, bez którego następne wersety bywają otwierane wytrychem. Poddanie jest wzajemne, zanim zostanie rozpisane na role. Autor bierze instytucję małżeństwa taką, jaką znał jego świat, z jego porządkiem ról, i wpuszcza w nią zaczyn, który będzie pracował przez wieki, owo „w bojaźni Chrystusowej”, to znaczy pod jednym Panem obojga.
Żonom powiedziano „bądźcie poddane mężom jak Panu”. Mężom powiedziano więcej: „miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie”. Miarą miłości męża jest krzyż. „Wydał samego siebie” to język ofiary (zob. glossę wczorajszą). Kto w tym tekście szuka podporządkowania kobiety, przeoczył, że mężowi zadano rzecz trudniejszą, umrzeć. Dalej autor rozwija porównanie z czułością fizyczną. Mąż ma miłować żonę „jak własne ciało”, karmić je i pielęgnować, „bo nikt nigdy nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Cytat z Rdz 2,24 o opuszczeniu ojca i matki i dwojgu w jednym ciele zostaje zwieńczony zdaniem, które przesądziło teologię i prawo małżeństwa na dwa tysiąclecia: „tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła”. Wulgata: sacramentum hoc magnum est. Małżeństwo jest znakiem realnym miłości Chrystusa i Kościoła. Z tego wersetu, czytanego przez Augustyna i scholastykę, wyrosła nauka o małżeństwie jako jednym z siedmiu sakramentów, a Kodeks do dziś mówi, że małżeńskie przymierze między ochrzczonymi zostało przez Chrystusa podniesione do godności sakramentu (kan. 1055 § 1). Nierozerwalność, jedność i płodność miłości są logiką znaku, bo obraz nie może kłamać o Pierwowzorze. Mąż i żona, czytając ten tekst, dostają ikonę do napisania własnym życiem.
Łk 13, 18-21 <- KLIKNIJ
Dwie miniatury o królestwie, każda na jedno zdanie, ziarnko gorczycy i zaczyn. „Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki podniebne zagnieździły się na jego gałęziach”. Gorczyca była przysłowiem małości. Z ziarna jak pyłek wyrasta krzew na wysokość człowieka, a w hiperboli Jezusa drzewo z ptactwem w gałęziach. Obraz ptaków gnieżdżących się w koronie pochodzi z proroków (Ez 17,23; Dn 4,9-18), gdzie wielkie drzewo z ptactwem oznaczało imperium dające schronienie narodom. Królestwo Boże zaczyna się od wielkości ziarnka i dorasta do rozmiarów, w których narody wiją gniazda. Między początkiem a końcem nie ma proporcji, jest obietnica.
„Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”. Trzy miary (sata) to około czterdziestu litrów mąki, wypiek na wielką ucztę, jak u Sary dla trzech gości (Rdz 18,6). Odrobina kwasu przenika całość niewidzialnie i nieodwracalnie. Kwas, zwykle w Biblii obraz zepsucia (por. glosy na 7 IX i 16 X), tu jeden jedyny raz staje się obrazem łaski. Ta sama mechanika przenikania, przeciwny znak. Królestwo działa jak ferment, od środka, bez huku, przez kontakt.
Obie przypowieści są odpowiedzią na pokusę, która wraca w każdym pokoleniu Kościoła, by mierzyć dzieło Boże statystyką widzialnych sukcesów. Jezus wypowiada je w drodze do Jerozolimy, gdy wokół gęstnieje opór, a grono wiernych nie rośnie. Ziarnko i zaczyn to Jego własna odpowiedź na pytanie, czy warto. Ojcowie widzieli w gorczycy samego Chrystusa, ziarno rzucone w ziemię grobu, rozrosłe w drzewo Kościoła. W kobiecie ukrywającej zaczyn widzieli Kościół i Ducha ukrywających Ewangelię w cieście świata. Cierpliwość jest formą wiary w miarę Bożą. Kto sieje gorczycę, nie wyciąga jej co tydzień dla sprawdzenia korzeni. Kto zakwasił ciasto, ufa nocy, w której rośnie.





