Reklama

Niedziela w Warszawie

Stanęli na wysokości zadań

Niedziela warszawska 8/2018, str. VI

Ks. dr Andrzej Gałka

Milena Kindziuk

Ks. dr Andrzej Gałka

Andrzej Tarwid: – Na początku marca minie 200 lat od podniesienia diecezji warszawskiej do godności archidiecezji. Powstała więc ona w czasach, gdy Polski nie było już na politycznej mapie Europy...

Ks. dr Andrzej Gałka: – Rzeczywiście jest w tym pewien paradoks, że zarówno archidiecezja, jak i wcześniej diecezja warszawska powstały w okresie zaborów.

– Na czym ów paradoks polega?

– Właśnie na tym, że tak ważne wydarzenia miały miejsce w niesprzyjających i trudnych czasach dla naszej państwowości, która przecież od samego początku jest związana z chrześcijaństwem. Nie mam jednak wątpliwości, że gdyby historia potoczyła się inaczej, to diecezja warszawska i archidiecezja także zostałyby utworzone. Wynikało to z tego, że ranga polityczna, kulturalna czy gospodarcza Warszawy systematycznie rosła. Już w XIV wieku książę Janusz I Starszy chciał stworzyć diecezję warszawską, lecz sprzeciwił się temu m. in. król Władysław Jagiełło. Kiedy w 1596 r. Zygmunt III Waza przeniósł stolicę do Warszawy, to swoje rezydencje zbudowali tu m.in. biskupi poznańscy. Ich następcy od drugiej połowy XVII wieku zaczęli tytułować się nie tylko biskupami poznańskimi, ale także warszawskimi. Również ostatni król Polski, Stanisław August Poniatowski, idąc za wskazaniami sejmu grodzieńskiego (1793 r.), rozpoczął starania o utworzenie z archidiakonatu biskupstwa warszawskiego. Zamiarów tych nie udało się przeprowadzić do końca z powodu kolejnych rozbiorów.

– Ale zaborcy – najpierw Prusacy, potem Rosjanie – nie odstąpili od planów zmian w strukturze Kościoła na dawnych ziemiach polskich. Proszę powiedzieć, jak to się odbyło?

– Nie mamy pełnej dokumentacji rokowań, jakie król pruski prowadził z Rzymem. Niewątpliwie jednak Fryderykowi Wilhelmowi II bardzo śpieszyło się, ponieważ zaraz po tym, jak 9 stycznia 1796 r. wojska zaborcze wkroczyły do Warszawy, to ziemie po lewej stronie Wisły wcielono do tzw. Prus Południowych. A już w lutym Fryderyk uzurpując sobie prawa – jakie w kwestii mianowania kandydatów na urzędy kościelne przysługiwały prawowitym królom Polski – wydał patent nominacyjny dla bp. Józefa Bończy Miaskowskiego.

– Czy król Prus działał metodą faktów dokonanych?

– Tak można powiedzieć, bowiem bulla erygująca diecezję warszawską została wydana przez Piusa VI dopiero 16 października 1798 r. Dokument ten podniósł Warszawę do stolicy biskupiej, kolegiacie nadał rangę katedry, wytyczył też granice diecezji. Oprócz Warszawy wchodziło w jej skład 7 dekanatów: błoński, grójecki, gąbiński, mszczonowski, piaseczyński, sochaczewski i warecki. Dwa lata później do diecezji warszawskiej dołączono: Pragę, Wieliszew, Tarchomin, Nowy Dwór, Chotomów i Nieporęt. Z miejscowości tych utworzono dekanat praski.

– Dlaczego królowi Prus tak się śpieszyło?

– To była przemyślana polityka. Przypomnę, że zasada germanizacji polegała na powolnym dzieleniu społeczeństwa oraz na dawaniu ludziom np. jednych praw i jednoczesnym zabierania innych. Zajmując Warszawę, zaborca doskonale zdawał sobie sprawę, że na tych terenach mieszkają sami Polacy. Aby nie wejść z nimi w konflikt, postanowił doprowadzić do utworzenia diecezji. Fryderyk Wilhelm zrobił to jednak w taki sposób, aby za wszelką cenę oddzielić Warszawę od starych ośrodków kościelnych, zwłaszcza od metropolii gnieźnieńskiej. Dzięki takiemu działaniu chciał stworzyć coś zupełnie nowego, a jednocześnie całkowicie mu podporządkowanego.

– Osiągnął swój cel?

– Najlepszym komentarzem są działania, jakie Prusy podjęły 6 lat później. Tuż po śmierci bp. Miaskowskiego zaborcy postanowili skasować diecezję warszawską. Na to jednak zgody nie wyraziła Stolica Apostolska.

– Przejdźmy teraz do czasów po Kongresie Wiedeńskim, gdy powstało Królestwo Polskie, którego królem został car Aleksander I. Jak ta zmiana odbiła się na sytuacji warszawskiego Kościoła?

– Znowu trzeba było dostosować administrację kościelną do nowej rzeczywistości politycznej. Już na początku car Aleksander I oświadczył abp. Ignacemu Raczyńskiemu, że ze względów politycznych nie może pełnić jurysdykcji kościelnej w granicach Królestwa. Ponadto w konstytucji Królestwa Polskiego car zaznaczył, że chce mieć w Warszawie metropolitę, który dokonywałby koronacji cara na króla Królestwa. Dlatego w konstytucji znalazł się zapis o przyszłym arcybiskupstwie. 22 grudnia 1816 r. Komisja Wyznań i Wychowania Publicznego opracowała specjalny memoriał w sprawie utworzenia arcybiskupstwa i metropolii w Warszawie.

– Rozpoczęły się pertraktacje z Rzymem. Kiedy osiągnięto porozumienie? I co było jego treścią?

– Porozumienie między Stolicą Apostolską a rządem carskim zostało zawarte 18 stycznia 1818 r., a już 12 marca papież Pius VII bullą „Regimini militantis Ecclesiae” podniósł do godności Kościoła metropolitalnego dotychczasowy Kościół biskupi i zastrzegł sobie na przyszłość przydzielenie warszawskiemu Kościołowi metropolitalnemu biskupich Kościołów diecezjalnych. Pierwszym arcybiskupem Warszawy został Franciszek Malczewski (1818-1819). Ponadto druga bulla, „Ex imposita nobis” z 30 czerwca 1818 r., wyznaczała diecezje, które wchodziły w skład nowej metropolii.

– Jakie to były diecezje?

– Oprócz archidiecezji warszawskiej do metropolii należały diecezje: krakowska, lubelska, sandomierska, włocławska, płocka, podlaska i sejneńska. W takim stanie metropolia funkcjonowała do powstania styczniowego. Po powstaniu car zniósł diecezję podlaską, która została przywrócona dopiero w 1918 r. Skasowano też wiele klasztorów.

– Dotkliwe represje. Czyżby więc historia najpierw zaśmiała się z planów germanizacji, a potem rusyfikacji?

– Fakty są takie, że po Aleksandrze I kolejni carowie nie chcieli słyszeć o archidiecezji. Planów swoich nie zrealizowali, ponieważ Stolica Apostolska również w tym przypadku nie zgodziła się na kasatę.

– Co, zdaniem Księdza, spowodowało, że sprytne plany zaborców wykorzystania Kościoła nie powiodły się?

– Ludność Warszawy była bardzo propolska. Nie było więc wielkich szans ani na germanizację, ani na rusyfikację. Natomiast kościoły i zakony były nie tylko miejscem krzewienia wiary, ale także podtrzymywania tradycji, języka i kultury polskiej. Dlatego zaborcy prowadzili taką politykę, aby maksymalnie utrudnić funkcjonowanie Kościoła.

– W jaki sposób to robili?

– Starano się np., aby metropolitą był hierarcha w podeszłym wieku, który np. nie zdąży wprowadzić większego programu duszpasterskiego. Szukano także osób spolegliwych, ale o takich było trudno. Dowodem tego jest to, że w ciągu pierwszych 100 lat istnienia archidiecezji (1818-1918), aż 47 lat to były wakanse, bo nie było biskupów. A przecież kiedy nie ma biskupa, to nie ma kto święcić księży, nie ma kto bierzmować. Nie ma też kto wizytować parafii. A jednak to wszystko przeżyliśmy.

– Na kim najbardziej zawiedli się Rosjanie?

– Zdecydowanie na św. Zygmuncie Szczęsnym Felińskim. Przypomnę, że przyjechał on do Warszawy z Petersburga, co już budziło złe skojarzenia u wiernych. Potem zgodził się otworzyć kościoły sprofanowane przez kozaków. Ludzie powybijali mu szyby, wygwizdali go też w katedrze. Mimo nie najlepszego początku wierni szybko przekonali się, jak wspaniałym człowiekiem i kapłanem jest Szczęsny Feliński. Kiedy wybuchło powstanie styczniowe, arcybiskup natychmiast napisał ostry list do cara. Za to został wezwany do Rosji. Do Królestwa Polskiego nie pozwolono już mu wrócić. Przyszły święty zmarł w Galicji. Warto też przypomnieć postać nieco zapomnianego abp. Antoniego Melchiora Fijałkowskiego (1856-61), który przed swoją śmiercią wezwał wszystkich biskupów metropolii. Kiedy oni prosili go o błogosławieństwo, to abp Fijałkowski powiedział im, że najpierw muszą przyrzec, że nigdy „nie opuszczą Kościoła i narodu”. Dopiero jak przyrzekli, udzielił im błogosławieństwa.

– Innym zapomnianym metropolitą jest kard. Aleksander Kakowski, który swoją funkcję sprawował przez niemal całą II Rzeczpospolitą, a metropolitą został w 1913 r. Jaki jest jego dorobek?

– Najkrócej mówiąc, nie do przecenienia. Mało kto wie, że on już w 1917 r. zwoływał biskupów na tajne zebrania do Warszawy, żeby radzić nad sprawami Kościoła po odzyskaniu niepodległości. Wyzwanie to było ogromne, bo przecież pięć pokoleń Polaków zostało wychowanych w innym duchu i w różnych tradycjach kulturowych. Podzieleni byli ludzie, ale podzielone były też diecezje. Biskupi radzili więc, jak to wszystko scalić. W związku z jubileuszem odzyskania niepodległości przypomnę także, że kard. Kakowski wszedł do Rady Regencyjnej, która 10 listopada 1918 r. w Domu Arcybiskupów Warszawskich przekazała władzę marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu.

– Jaki jeszcze aspekt działalności kard. Kakowskiego z czasu XX-lecia międzywojennego warto przypomnieć?

– II RP to było państwo wielonarodowe i wielowyznaniowe. Liderzy niektórych sił chcieli wykorzystać Kościół do swoich celów politycznych. Przed pierwszymi wyborami do Sejmu do kard. Kakowskiego przyszli przedstawiciele Narodowej Demokracji z prośbą o poparcie. Kardynał odpowiedział im, że nie może tego zrobić, bo w stolicy mieszkają zwolennicy także innych partii, a „ja – podkreślił – jako biskup jestem odpowiedzialny przed Bogiem za wszystkich. Nie wolno mi być biskupem tylko jednej partii, chociażby najbardziej życzliwej Kościołowi”. Według tej dewizy postępował aż do śmierci. Tą samą zasadą w czasach II RP kierował się kard. August Hlond.

– Który już po wojnie został kolejnym metropolitą warszawskim...

– ...kard. Kakowski umarł w grudniu 1938 r. Do czasu wybuchu wojny nie wybrano nowego metropolity. Było dwóch administratorów apostolskich w Warszawie: Stanisław Gall (1939-42) i Antoni Szlagowski (1942-46). W 1946 r. kard. August Hlond stanął więc przed niezwykle trudnym wyzwaniem „pozbierania Kościoła na nowo”. Większość warszawskich świątyń była wówczas zniszczona, a ponad 11 proc. kapłanów zginęło.

– Była jeszcze nowa władza. Jaki stosunek miał do niej nowy metropolita?

– Kard. Hlond uważał, że Polacy są dosyć silni, aby w tej nowej rzeczywistości odnaleźć się i zachować wiarę. Stał też na stanowisku, że w pewnych obszarach – np. odbudowy państwa – trzeba Polskę podźwignąć. I tu widział pole do współpracy z władzą, która dopiero po 1949 r. ujawniła swój prawdziwy stosunek do Kościoła. Kard. Hlond już tego nie dożył, umarł 22 października 1948 r.

– Trzech kolejnych metropolitów, kardynałów: Wyszyńskiego, Glempa i Nycza, poznał Ksiądz osobiście. Czy zechciałby Ksiądz podzielić się świadectwem na ich temat z Czytelnikami?

– Jestem rektorem kościoła św. Marcina. W drugim dniu świąt Bożego Narodzenia na Piwnej odbywa się wspólne kolędowanie. Kiedyś przychodził na nie kard. Wyszyński, potem kard. Józef Glemp. A teraz zwyczaj ten kontynuuje kard. Kazimierz Nycz. Wcześniej mówiłem o historii archidiecezji przez pryzmat ważnych wydarzeń, przez które przechodziło nasze państwo. Tymczasem ten miły zwyczaj wspólnego kolędowania pokazuje inne ważne cechy – ciągłość w warszawskim Kościele oraz bliskość między kolejnymi biskupami a wiernymi.

– Czy wyrazem tej ciągłości będzie także uroczystość z okazji 200-lecia archidiecezji?

– Zdecydowanie tak. 3 marca spotkamy się na konferencji i na Mszy św. (początek spotkania o godz. 10.00 – przyp. at) w archikatedrze św. Jana Chrzciciela. To właśnie w tej świątyni, w której bije serce naszej archidiecezji, chcemy podziękować Panu Bogu za naszych biskupów. Nie mam wątpliwości, że każdy z nich stanął na wysokości zadania. W trakcie Eucharystii będziemy także prosić Ducha Świętego, abyśmy również my wszyscy dobrze wypełniali to, co przed nami. Dlatego serdecznie zapraszam Czytelników „Niedzieli” do wspólnej modlitwy z okazji 200- -lecia archidiecezji warszawskiej.

2018-02-22 10:40

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Nuncjatura: Nie mamy informacji o wysłaniu wizytatora apostolskiego do Archidiecezji Gdańskiej

BP KEP

Do chwili obecnej Nuncjatura nie otrzymała żadnej informacji, że Stolica Apostolska podjęła decyzję o wysłaniu wizytatora apostolskiego w celu zweryfikowania sytuacji w Archidiecezji Gdańskiej – informuje Nuncjatura Apostolska w Polsce w oświadczeniu z 27 lutego 2020 roku.

Więcej ...

Nigeria: chrześcijanie spaleni żywcem

2020-09-17 15:34

Ks. Seweryn Puchała

Dwoje chrześcijan zostało spalonych żywcem w zeszły piątek w nigeryjskiej wiosce Manyi-Mashin, w regionie Kaduna. Od stycznia do maja islamscy pasterze Fulani zabili przynajmniej 470 wyznawców Chrystusa.

Więcej ...

Projekt "Kultura w sieci"

2020-09-19 09:24

ARCHIWUM ZESPOŁU "ŚLĄSK"

Zapraszamy do oberzenia projektu "Kultura w sieci". Jest on realizowany przez Stowarzyszenie Wspólnota Gaude Mater dla Zespołu Pieśni i Tańca Śląsk. Odbędą się 3 premiery koncertowe online.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Młodości, ty do Kościoła przychodź!

Kościół

Młodości, ty do Kościoła przychodź!

Terlecki: koalicja praktycznie nie istnieje

Polityka

Terlecki: koalicja praktycznie nie istnieje

Nigeria: chrześcijanie spaleni żywcem

Kościół

Nigeria: chrześcijanie spaleni żywcem

Hiszpania: rząd zamierza usunąć benedyktynów z Doliny...

Europa

Hiszpania: rząd zamierza usunąć benedyktynów z Doliny...

Kard. Nycz: tłumów już nie będzie, cieszmy się z...

Polska

Kard. Nycz: tłumów już nie będzie, cieszmy się z...

Nikt nikogo nie zmusza do kapłaństwa

Niedziela Łódzka

Nikt nikogo nie zmusza do kapłaństwa

Jasna Góra żegna Emmę Morosini - najstarszą pieszą...

Jasna Góra

Jasna Góra żegna Emmę Morosini - najstarszą pieszą...

Kard. Sarah: „Z radością powróćmy do Eucharystii”

Watykan

Kard. Sarah: „Z radością powróćmy do Eucharystii”

Watykan: nowa diecezja bpa Kałuży

Watykan

Watykan: nowa diecezja bpa Kałuży