Z dzieciństwa pamiętam kilka scen misterium gromnicznego światła.
Woskowa świeca zapalana z czcią w chwilach nagłych, tragicznych,
przerażających - blaskiem łagodziła wzrok i poruszone serce. Tajemnica
świętego ognia, najjaśniejszego z jasnych, najdziwniejszego z przedziwnych,
który wszystkie, nawet najciemniejsze godziny i drogi rozjaśnia,
nawet godzinę śmierci. Gromnica - duszy strażnica!
Lipowe gościńce zawiane do pół pnia, przykulone sady przy
domostwach, pola, łąki, przylesia niczym płachta jasna, rozesłana,
śnieżna, zimna. W południe pokaże się słońce. Późne ranki i wieczory
lodowato mroźne. Luta zima. Starzy ludzie z niej wróżą dobry urodzaj
na lato, mawiają nawet, że w "lutym lepiej ujrzeć wilka przy progu,
niż chłopa przy pługu". Wilcze opowieści zaczynają się od Panny Gromnicznej.
Jak śniegi las obłożą, mrozy skują jeziora, pola z resztek jadła
pochowa śnieg, odzywały się niegdyś wilcze watachy. Znali tego watażkę
z płonącymi ślepiami ludzie nadbużańskich dolin i łąk. Przychodzi
z nienacka i z daleka. Nocą wilcze stado możone głodem potrafi siedemdziesiąt
kilometrów drogi nałożyć bez większego zmęczenia. Gdy przewodnik
zwietrzy łup, stado dniem odpoczywa, a nocą podkopuje się do chlewów
i stajni. Konie wilki najczęściej chwytają w biegu, a potulne owce
to wilczy przysmak. W nadbużańskich wsiach, chutorach, przy smolarniach,
niegdyś w lute wieczory w oknie stawiano zapaloną gromnicę. To Boże
światło odstraszało stado. Słychać było wycie i skomlenie, ale wilk
klęka przed gromnicą. Opowiadają starzy ludzie, że Matka Boża szła
opłotkami w śniegu z gromnicą zapaloną w ręku. Opadła ją wilcza zgraja,
gdy Pani Gromniczna światłem nakreśliła krzyż na śniegu, wilki jak
omdlałe posiadały na śniegu, a basior nawet ukląkł. Pani przeprowadziła
stado przez zamarzniętą rzekę aż za bród, daleko od ludzi i ogniem
wskazała drogę w las. Stado posłusznie poszło. Stąd do dzisiaj przesiedleńcy
spod Lubomla powtarzają w starej modlitwie wers: "Gromniczna Pani
z wilkami - módl się za nami". Ktokolwiek znalazł się w niebezpieczeństwie
wzywał Jej pomocy. A sto lat temu z wilkami nie było żartów!
Dzień gromniczny był ważny. Cieszył chorych i słabych, nade
wszystko biednych, bo "gromnica - zimy połowica" czas niosła już
lepszy, dzień dłuższy, przedwiośnie. Gromnice lano z pszczelego wosku,
po starodawnemu z mocnego przędziwa kręcono knoty. Wosk powinien
być ciemny, czysty - to świeca ofiarna, którą kobiety przyozdobioną
niosły do poświęcenia. Najpierw okręcano ją lnem, później kładziono
coś zielonego. Len okładano trzema gałązkami i wiązano ciasno wstążką
szeroką, drogą. W parafiach miejskich białą lub niebieską, na Polesiu
włodawskim czerwoną. Czerwień symbolizowała szatę Króla Chrystusa
i broniła od uroków. Zbierano się do sań, sprzęgano konie i jechano
w kożuchach święcić gromnice. Jedna osoba nie mogła mieć więcej niż
trzy, inaczej za cudze grzechy by pokutowała. Brano też kiedyś z
półskrzynka stare, nadpalone gromnice, żeby były w kościele, bo inaczej
się pogniewają. Przez próg kościoła po poświęceniu gromnicę należy
wynieść zapaloną, by drogę oświecała. Jak niedaleko, to nawet do
domu zapaloną donieść i nowy ogień wzniecić. W moim wołyńskim domu
tato najpierw na środkowej belce wypalał równoramienny krzyż. Czernił
się do samej Wielkanocy, tajemniczy, pokutny. Później nam podsmalał
włosy, żeby się piorunów nie bać żegnano płowe główki dzieci gromnicznym
światłem. Później w szacunku wielkim gromnica wędrowała do skrzyni,
u innych wisiała za świętym obrazem. Len poświęcony używano do spalania
na chorym po zawianiu wiatrem, przy nagłym bólu głowy i zębów. Zwykle,
stojąc pod świętą belką, żegnając się, paląc len obchodziło się z
gromnicą trzy razy wokół głowy, i z modlitwą. Pomagało.
W czasie burzy z piorunami, gradu, nagłej wichury - zapalano
gromnicę, śpiewając suplikacje. Z nią chodzono do chorych na wsi,
gdy przyjeżdżał ksiądz z wiatykiem na ostatnie namaszczenie. Zapalano
sąsiedzkie gromnice i śpiewano "Kto się w opiekę". Wiele razy widziałem
tę scenę na chełmskich wsiach. Z majestatem podawano gromnicę konającemu
do ręki. Patrząc w jej światło - oddawał ducha. To był cały majestat
chrześcijańskiej śmierci. Źle wróżono duszy, która odchodziła nagle,
bez gromnicznego płomienia. Na Kresach w dalekie drogi na sanie wkładano
gromnicę, w diecezji łuckiej był obyczaj dawania gromnicy pannie
młodej w wianie, by drogę oświecała. A jak przyszedł zły człowiek
do domu, taki co miał wilcze oczy, trzeba było gromnicą urok odczyniać.
W dzień poświęcenia z zapaloną gromnicą obchodzono cały dom i komorę
- żeby złodzieja oślepić. Swaty w karnawale słano tylko do Gromnicznej,
a do dzisiaj w bużańskich parafiach jest przysłowie: "na gromniczny
pocałuj mnie mój śliczny". W gromniczny wieczór był też zwyczaj w
okolicach Uhruska, że zbierały się mężatki i przy zapalonych świecach
śpiewały dawne pieśni do Matki Bożej, wspominając jako szła samotnie
tego dnia do świątyni.
Gromnica była i jest w każdym chrześcijańskim domu ważna,
jak duchowa promienna matka, obrona przed każdym złem. Jedno jest
najpewniejsze, ubogi to chrześcijański dom, gdzie nie ma poświęconej
gromnicy.
Pomóż w rozwoju naszego portalu