Reklama

Z Towarni do Rzeszowa przez OMSK (cz. 6)

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Kiedy oboje z ojcem byliśmy chorzy, leżeliśmy na naszych pryczach, przyszedł komendant sprawdzić. W naszych izbach nie było żadnych mebli, oprócz półki na ścianie, na której leżały religijne książki, książeczki do modlitwy oraz Ogniem i mieczem pożyczone od Zbysia Dziubana. Komendant wszystko przejrzał, książki religijne i modlitewniki zabrał, a z Ogniem i mieczem wyrwał mapki. Na drugi dzień mama poszła do niego, żeby oddał zabrane książki. Nie oddał, zwymyślał mamę: "Ty, starucha, sidisz doma, koptiejesz, portisz dietiej, uczisz dietiej molitsa Bogu". ("Ty, starucha, siedzisz w domu, próżnujesz, gnijesz, psujesz dzieci, uczysz ich modlić się do Boga"). Mówiła nam potem Ukrainka, która u niego sprzątała, że nasze książki spalił. Ten komendant, jak i inni funkcjonariusze NKWD, był panem życia i śmierci wszystkich zesłańców, którzy mu podlegali.
Jeszcze na Bolszoj Pristani, kiedy w baraku usiłowaliśmy się wspólnie modlić i śpiewać pieśni religijne, zabronił tego kategorycznie. Nawet groził odesłaniem dzieci do rosyjskiego domu dziecka, kiedy przyłapał nas w maju na śpiewaniu Litanii przed barakiem. Enkawudziści przestrzegali, by matki nie uczyły dzieci modlitwy i wiary w Boga. Na każdym kroku powtarzali, że "Boga niet", Polski nigdy nie zobaczymy...
Mimo to matki uczyły dzieci o Bogu i o Polsce. Kiedy w Ust´ Szyszu każda rodzina miała swój kąt, mogliśmy już modlić się głośno. Nasi rodzice znali dużo religijnych i patriotycznych pieśni. Śpiewaliśmy razem: Boże coś Polskę, Boże Ojcze, Twoje dzieci, Z dymem pożarów, Dręczy lud biedny Moskal okrutny, Matko Chrystusowa, Bogarodzicę - J. Słowackiego i inne.
Zbieraliśmy się czasem u sąsiadów i wspólnie czytaliśmy głośno książki, zimą przy łuczywie. W maju wspólnie śpiewało się Litanię do Matki Bożej, w Wielkim Poście - Gorzkie Żale.
Od 1941 r. już i tak ciężkie nasze położenie stale się pogarszało. Powódź, trwająca wojna spowodowała ogólny kryzys w Rosji i głód, panujący także wśród ludności miejscowej. Kołchozy musiały zboże i inne produkty oddawać państwu - "wsio dla fronta". Kołchoźnicy z działek przyzagrodowych zobowiązani byli odstawić państwu określoną ilość jaj, masła, ziemniaków, nawet w wypadku, gdy nie posiadali ani kur, ani krowy.
Wiosną 1943 r. zaczęła się epidemia tyfusu plamistego.
W poszukiwaniu jakiejś żywności dla rodziny byłam w Znamience, nocowałam u znajomych. Część ich rodziny chorowała na tyfus. Tam się zaraziłam i po powrocie byłam ciężko chora. Z powodu wysokiej temperatury i braku jakichkolwiek leków byłam prawie nieprzytomna, bardzo osłabiona, majaczyłam. Felczerka Katarzyna Sarachanowa, która się nami opiekowała, była bezradna. Jedynie mama uprosiła ją, żeby mnie nie odesłała do tak zwanego szpitala, czyli po prostu izolatki dla zakażonych, która mieściła się w opuszczonej szkole.
Przed Wielkanocą mama wymieniła na wsi za jakąś odzież trochę mąki i pół wiadra ziemniaków. Święta, jak dotąd tutaj, były bardzo smutne. Prawie straciliśmy nadzieję na powrót do domu, a nawet na przeżycie. Ale ciągle modliliśmy się i ze łzami w oczach życzyliśmy sobie, by jeszcze wrócić do Polski. Na śniadanie wielkanocne mama dla mnie, jako chorej, ugotowała cztery ziemniaki, a reszta rodziny z łupin tych ziemniaków miała świąteczną zupę. Wygłodzona i osłabiona po chorobie, zjadłabym drugie tyle. Chyba od tego czasu największym moim przysmakiem są ziemniaki.
W tym czasie zmniejszono nam przydział chleba, otrzymywaliśmy na cztery osoby tylko 40 dkg dziennie. Wiosną żywiliśmy się pokrzywą, lebiodą, ostem i tylko czasami udawało się wkroić ziemniaka do takiej zupy. Kiedy w kołchozach padały zwierzęta z głodu, mamie udało się wymienić za sukienkę głowę ze zdechłego konia. Było to nasze pożywienie przez kilka dni. Ktoś, kto zjadł mięso z padłej na zarazę krowy, umarł. Nad nami zawsze czuwała Opatrzość. W nędzy, cierpieniu, w upokorzeniu, pod stałym nadzorem NKWD, bez żadnych wieści z rodzinnych stron i w ciągłej tęsknocie za nimi, przeżyliśmy czwartą Wielkanoc na zesłaniu.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Podziel się:

Oceń:

2003-12-31 00:00

Wybrane dla Ciebie

Rozważanie o naszym życiu i o naszych uczynkach

Adobe Stock

Rozważania do Ewangelii Mt 25, 31-46.

Więcej ...

Nowenna do św. Kazimierza Królewicza

Św. Kazimierz Jagiellończyk – królewicz

Karol Porwich/Niedziela

Św. Kazimierz Jagiellończyk – królewicz

Nowenna do odprawiania przed świętem św. Kazimierza Królewicza (23 lutego - 3 marca) lub w dowolnym terminie.

Więcej ...

Rekolekcje Papieża: O Bożej pomocy, gdy wali się nam świat

2026-02-23 18:12

Vatican Media

W trzeciej nauce rekolekcji wielkopostnych dla Ojca Świętego i Kurii Rzymskiej bp Erik Varden mówi o Bożej pomocy. Co z sytuacjami, gdy ludzie bojący się Boga wołają do nieba i nie otrzymują żadnej dostrzegalnej odpowiedzi, słysząc jedynie pusty pogłos własnego głosu? – pyta. Bóg może sprawić, że wyłoni się nowy świat, gdy zburzy mury, które braliśmy za cały świat — mury, w których w rzeczywistości się dusiliśmy.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

USA: Burmistrz Nowego Jorku ogłosił stan wyjątkowy

Wiadomości

USA: Burmistrz Nowego Jorku ogłosił stan wyjątkowy

40 pytań Jezusa:

Wiara

40 pytań Jezusa: "Za kogo Mnie uważacie?"

Twórcy filmu

Kościół

Twórcy filmu "Najświętsze Serce": szatan nie chciał...

Rozważanie o naszym życiu i o naszych uczynkach

Rozważanie o naszym życiu i o naszych uczynkach

Kacper Tomasiak: robię znak krzyża przed skokami, żeby...

Wiara

Kacper Tomasiak: robię znak krzyża przed skokami, żeby...

Słowacja: Rząd ogłosił stan wyjątkowy

Wiadomości

Słowacja: Rząd ogłosił stan wyjątkowy

40 pytań Jezusa:

Wiara

40 pytań Jezusa: "Czego szukacie?"

Kacper Tomasiak dziękuje Bogu i medale oddaje również...

Wiara

Kacper Tomasiak dziękuje Bogu i medale oddaje również...

Polska premiera filmu „Najświętsze Serce”

W wolnej chwili

Polska premiera filmu „Najświętsze Serce”