Prowincjonalne Bienakunie.
Wiosenne słońce. Brudne drogi.
W kościele starym barokowym śpią
Na ołtarzu żywe wrony.
Stłuczone szyby. Drzwi zamknięte.
Modlitwę wiatr zatrzymał zimny.
I błękit nieba, lecz nie Maryli, całkiem inny.
(...)
O, dajcie deszczu! Dusza boli.
Czy nie zgasi pamięć świeże blizny.
Nie kościół. To nieboszczyk
stoi przebity mieczem wandalizmu.
Zostawmy krzyk. Idziemy bliżej.
Zatrzymaj się i pochyl głowę.
Grobowiec ze złamanym krzyżem
I wiecznym snem Puttkamerowej.
Autorem tego wiersza jest Sławomir Worotyński, jeden
z najciekawszych poetów z kręgu Polonii Wileńskiej, nawiązujący do
tradycji mickiewiczowskiej, zmarły niespodziewanie po upragnionym
przyjeździe do Polski w Bielsku-Białej w 1983 r.
Wiersz ten jest wspomnieniem Puttkamerowej, która powinna
być dla wszystkich Polaków osobą ważną, choćby z faktu jej powiązań
z naszym wieszczem narodowym - Adamem Mickiewiczem. Hrabina Puttkamerowa
to nikt inny jak Maryla Wereszczakówna, o której uczyliśmy się na
lekcji polskiego. Znamy historię nieszczęśliwej miłości Maryli i
Adama. Rodzina ukochanej Maryli bowiem nie przyjęła młodego nauczyciela
i nieznanego jeszcze wtedy poety na kandydata do ręki zamożnej panny.
Wydano więc Marylę za hrabiego Puttkamera, czego ślady pozostały
w świadomości Mickiewicza na całe życie. W swojej twórczości wielokrotnie
wspomina swoją ukochaną.
Dzisiaj po latach, gdy uznajemy tego poetę za jednego
z najwybitniejszych Polaków, staramy się otoczyć opieką miejsca i
rzeczy związane z jego życiem i twórczością - jest to w pewnym stopniu
element naszego dziedzictwa kulturowego. Zapominamy jednak często,
że jego ślady znajdujemy nie tylko w Polsce, ale także poza granicami
państwowymi. Takim miejscem są Bieniakunie na Litwie, gdzie przez
lata niszczała mogiła ukochanej Mickiewicza - Maryli. Pamięć jednak
przetrwała dzięki opiece starszej pani, która przez lata opiekowała
się grobem. Owa anonimowa staruszka wspomina także ks. Jacka, który
pracował w parafii w Bieniakuniach. Jego śmierć spowodowała smutek
i rozpacz wśród parafian, którzy nie tylko utracili duszpasterza,
ale także przyjaciela. Ks. Jacek podobnie jak Puttkamerowa został
pochowany na cmentarzu parafialnym w Bieniakuniach i jego grób byli
parafianie także otaczają pieczołowitą opieką i pamięcią. Wspomniana
już wcześniej kobieta przez cały czas czuwała nad tym dziedzictwem.
Po latach przekazała te informacje jednemu z łomżan odwiedzających
Litwę i prosiła o pamięć nad tym skarbem, kiedy jej zabraknie. Należałoby
podziękować jej za to, ale owa starsza pani jest bardzo skromna i
chciała pozostać postacią anonimową. Może więc ten artykuł będzie
formą podziękowań od nas za bezinteresowność i dobroć, tak rzadką
w dzisiejszych czasach. Pamięć o zmarłych, opieka nad grobami i cmentarzami
wynika przecież z naszej wiary.
Zbyt często zapominamy, że mamy tak wiele - że nie brakuje
nam księży gotowych głosić Słowo Boże. W Bieniakuniach jest znacznie
gorzej. Tam brakuje kapłanów, kościoły po latach II wojny światowej
i restrykcji państwowych są zniszczone. Wielu ludzi stało się ateistami.
Istnieją jednak i tacy, którzy pielęgnują w sobie nie tylko wiarę
pomimo oddalenia od Kościoła i duszpasterzy, ale także miłość i pamięć
dla Polski jako kraju ich przodków. Tym ludziom należy się więc choć
staropolskie "Bóg zapłać".
Pomóż w rozwoju naszego portalu



