Te słowa wypowiedział przed ośmiu laty ks. dr Stanisław Haręzga,
ówczesny rektor Seminarium Duchownego w Przemyślu, podczas uroczystości
pogrzebowych swojego poprzednika na urzędzie rektorskim, ks. Michała
Jastrzębskiego. W imieniu wspólnoty seminaryjnej dziękował Opatrzności
Bożej, że w osobie Księdza Infułata obdarzyła Seminarium Duchowne
tak wielkim i świętym rektorem. Rzeczywiście, ten wielki choć skromny
kapłan wpisał się na trwałe złotymi literami w dzieje przemyskiej "
Almae matris". Jako jej długoletni profesor i rektor, przez formację
kilku pokoleń kapłańskich, wywarł wielki i niezatarty wpływ na duchowe
oblicze całej dzisiejszej archidiecezji. Przypadająca w tych dniach
ósma rocznica śmierci ks. infułata Jastrzębskiego jest jak najbardziej
stosowną okazją, by wydobyć z pamięci i niezbyt jeszcze odległej
przeszłości osobę tego świątobliwego kapłana.
Ks. Michał Jastrzębski odszedł do Pana 11 lutego 1993
r., w święto Matki Bożej z Lourdes. Oczywiście, ktoś może powiedzieć,
że to zbieg okoliczności, przypadek czy też los, który mu został
zapisany... Wydaje się jednak, iż w przypadku księdza Jastrzębskiego
nie jest to bez znaczenia, że Pan go odwołał w święto Matki Bożej.
Kapłan ten odznaczał się bowiem wielkim kultem wobec Jej osoby. To
był po prostu maryjny kapłan, który odszedł do nieba w święto Tej,
którą przez całe życie gorąco kochał i czcił.
Kult Matki Najświętszej w osobie księdza Jastrzebskiego
sięga czasów dzieciństwa i domu rodzinnego. Skoro w swoim życiu kapłańskim,
zaprezentował tak bogatą różnorodność form maryjnej pobożności jak
np.: nowenny i tridua obchodzone przez niego przed poszczególnymi
świętami i uroczystościami maryjnymi, Godzinki o Niepokalanym Poczęciu
Najświętszej Maryi Panny, które lubił nucić, różne modlitwy do Matki
Bożej zapisane na kartkach i obrazkach, którymi wypełniony był jego
brewiarz, szczególne umiłowanie Różańca, z którym kładł się nawet
do łóżka, a wreszcie zbieranie obrazków maryjnych, to wydaje się,
że pobożnością maryjną musiała tętnić atmosfera jego domu rodzinnego.
Być może, na rozbudzenie w nim pobożności maryjnej miała też wpływ
dość wczesna śmierć jego matki (Notatnik, 20 września 1990). Faktem
jest, że wychował się pod okiem Matki Zbawiciela, czczonej w rodzinnej
parafii Kombornia, jako Matka Boża Pocieszenia. Często wracał wspomnieniami
do odpustu parafialnego ku Jej czci. Potwierdza to zapis w jego Notatniku
zamieszczony pod datą 30 sierpnia 1981 r.: "W Komborni odpust ku
czci Matki Bożej Pocieszenia. Ileż to wspomnień łączy się z tym odpustem
z lat dziecięcych i późniejszych".
Oddziaływało na niego także sanktuarium Matki Bożej Starowiejskiej,
z którym również mocno był związany. Zarówno w Kronice seminaryjnej (
prowadził ją jako Rektor), jak i w jego Notatniku, zachowały się
wzmianki ukazujące głębię i osobiście przeżytą tragedię związaną
z tymże sanktuarium. 6 grudnia 1968 r. spłonął w pożarze Cudowny
Obraz Matki Bożej. Odbiciem jego przeżyć związanych z tym wydarzeniem
są dwa wiersze: Smutek duszy (autorstwa Zofii Wójcik) oraz Matka
Boska spalona (autorstwa Andrzeja Taborskiego SJ), które znaleźć
można w jego notatkach. Bez wątpienia wyrażały one ból serca ks.
Michała Jastrzębskiego wynikające z tego powodu.
Na swej szyi nosił dużych rozmiarów szkaplerz Najświętszej
Maryi Panny z Góry Karmel, należał bowiem do bractwa tegoż szkaplerza.
W Notatniku pod datą 16 lipca 1981 r. zapisał: "Dzisiaj Matki Bożej
z Góry Karmel. Wspominam jak to przed 69 laty z mamusią udaliśmy
się pieszo do Krosna, by w kościele farnym przyjąć poświęcony szkaplerz
i wpisać się do bractwa". Było to 1914 r., gdy Michał miał 12 lat.
Ileż w nim było kultu do Matki Bożej Jackowej czczonej
w katedrze przemyskiej, ile przed Nią "wyszeptał Różańców" za Seminarium,
alumnów, księży biskupów tam spoczywających. Jak gorącym czcicielem
Pani Jackowej był ksiądz Jastrzębski oraz jak głęboką troską kierował
się, by Cudowna Figura nie uległa zniszczeniu, świadczy szczegół
z czasów II wojny światowej. Kiedy podczas działań wojennych ostrzeliwano
katedrę w Przemyślu i płonął dach, ksiądz rektor Jastrzębski udał
się pośpiesznie do jej wnętrza, wszedł na ołtarz i zabrał figurę
Matki Bożej Jackowej, zanosząc ją do domu biskupiego, gdzie przez
jakiś czas mieszkał z bp. Wojciechem Tomaką i ks. Janem Balickim.
Jak wspominał, nie było mu łatwo przenieść alabastrowej figury, bo
była ciężka. Jednak miłość do Matki Najświętszej i głęboka troska
o Skarb katedry dodały siły.
Szkicując maryjność księdza Jastrzębskiego nie można
pominąć jego niemalże synowskiego związku z Matką Bożą Rudecką, której
obraz przez jakiś czas przebywał w kaplicy Seminarium Duchownego
w Przemyślu. Jak wspominają świadkowie, dzięki Księdzu Rektorowi
i ojcu duchownemu ks. Franciszkowi Misiągowi, zaczęło spontanicznie
powstawać swoiste seminaryjne sanktuarium maryjne. Jest faktem, że
ksiądz Jastrzębski tak przywiązał się do wizerunku Matki Bożej Rudeckiej,
że kiedy zapadła decyzja biskupa ordynariusza Ignacego Tokarczuka
o przeniesieniu obrazu do Jasienia, przyjął ją z wielkim bólem. Żegnał
obraz Matki Bożej ze łzami w oczach. Jednak nie zapomniał o Matce
Bożej Rudeckiej. Pielgrzymował do Jasienia, kiedy tylko nadarzyła
się okazja. Jak bardzo był szczęśliwy, kiedy mógł się tam znaleźć
niech zobrazuje jego wspomnienie: "Wraz z ks. Gorzeńskim autem ks.
A. Radonia, proboszcza na Kazanowie, wybrałem się odwiedzić Matkę
Bożą Rudecką w kościele w Jasieniu. Długą chwilę spędziłem w kościółku
wpatrując się w Cudowny Obraz, który przed 20 laty czczony był w
Seminarium. Czułem się szczęśliwy, że mogę u stóp Matki Najświętszej
odczuwać Jej bliskość" (Notatnik, 27 czerwca 1989 r.). Gdy dowiedział
się, że obraz został skradziony napisał: "Porwanie obrazu Matki Bożej
Rudeckiej - tak drogiego memu sercu" (Notatnik pod datą 11 lipca
1992 r.).
Z prawdziwej czci i miłości do Matki Najświętszej brały
początek jego wędrówki do ogrodu, do kapliczki Matki Bożej umieszczonej
w niszy muru seminaryjnego, nazwanej przez niego Matką Bożą klerycką.
Najczęściej szedł do Niej w godzinach wieczornych, gdy klerycy byli
w kaplicy na wspólnych modlitwach. Nie chciał być widziany. On nigdy
nie obnosił się ze swoją pobożnością. Zanosił tam kwiaty, odśpiewywał
Magnificat, zapalał lampkę.
Nie sposób omówić tutaj całe zagadnienie maryjności księdza
Jastrzębskiego. Jednak wspomnieć jeszcze należy o indywidualnym odprawianiu
przez Księdza Infułata triduów i nowenn przed uroczystościami, świętami
i wspomnieniami Matki Najświętszej. On po prostu żył od nowenny do
nowenny, albo od triduum do triduum.
Szczególnie serdecznie czcił Maryję jako Wspomożenie
Wiernych. W Jej liturgiczne wspomnienie 24 maja 1944 r. został uwolniony
z więzienia niemieckiego na Montelupich w Krakowie. Przez całe swoje
życie ten dzień obchodził jako dzień wdzięczności względem Boga i
Matki Najświętszej. Uwolnienie nazywał cudem zdziałanym przez Maryję
Wspomożenie Wiernych: (Notatnik, 24 maja 1983 r., 22 maja 1987 r.)
. Triduum odprawiał też przed świętem Matki Bożej z Lourdes, podczas
którego prosił dla siebie o zdrowie. Miał w mieszkaniu wodę z Lourdes,
w którą zaopatrywały go Siostry Karmelitanki. Jako sakramentale używał
jej osobiście, a niekiedy podawał ją do picia innym. Dla przykładu,
8 grudnia 1983 r. podał ją przez biskupów Stefana Moskwę i Bolesława
Taborskiego choremu arcybiskupowi Jerzemu Ablewiczowi przebywającemu
w szpitalu w Krakowie (Notatnik, 11 lutego 1983 r., 8 grudnia 1983
r.). W nowennie przed świętem Narodzenia Matki Bożej prosił dla siebie
o szczęśliwą, a nawet rychłą śmierć (Notatnik, 31 sierpnia 1987 r.)
. Taką samą intencję zanosił w nowennie przed Uroczystością Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny (Notatnik, 6 sierpnia 1979 r., 15 sierpnia
1990 r.). Triduum przed rocznicą Objawień Matki Bożej w Fatimie odprawiał
na zadośćuczynienie za swoje grzechy i niedoskonałości (Notatnik,
13 maja 1985 r.).
Przedstawione powyżej przykłady potwierdzają, że ks.
Michał Jastrzębski był gorącym czcicielem Matki Najświętszej. Maryja
była dla niego wzorem jak Chrystusa uwielbiać, jak Go kochać i jak
Mu służyć. Wpatrując się w Matkę Najświętszą zdobywał cnoty: pokory,
posłuszeństwa, czystości, ubóstwa, ducha rozmodlenia, służby i wrażliwości.
Czy więc śmierć ks. Michała Jastrzębskiego, która nastąpiła
w święto maryjne można uważać za zwykły zbieg okoliczności. Może
i tak... Przecież każdy dzień do spotkania z Panem w tajemnicy śmierci
jest dobry, a przez to piękny... Jednak Maryja po swoich czcicieli
chyba przychodzi specjalnie!
PS. Przy Katedrze Teologii Duchowości w Instytucie Duchowości
Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego powstaje praca doktorska o
ks. Michale Jastrzębskim. Jej tytuł brzmi: Model duchowości kapłańskiej
na podstawie życia i pism ks. Michała Jastrzębskiego. Autor niniejszej
rozprawy zwraca się z gorącą prośbą do P.T. Czytelników (zwłaszcza
Kapłanów) o przesłanie ewentualnych wspomnień związanych z osobą
świątobliwego i zasłużonego dla Kościoła i diecezji przemyskiej Kapłana.
Takie osobiste świadectwo może niewątpliwie stać się sposobem spłacenia
swoistego długu względem Jego osoby, w sposób jednak szczególny przyczynić
się może do promocji osoby ks. Michała Jastrzębskiego wobec współczesnego
pokolenia przemyskich kapłanów i nie tylko. Wszelkie refleksje
na ten temat można kierować pod adresem: ks. Stanisław Kamiński,
Krężnica Jara 139, 20-515 Lublin 51 lub e-mail:
Pomóż w rozwoju naszego portalu



