Reklama

Oczekiwanie na ułaskawienie

Dr hab. Zbigniew Wawer

Archiwum MŁK/Marcin Klaban

Dr hab. Zbigniew Wawer

O chorobie nowotworowej, św. Antonim z Padwy oraz o pozytywnym myśleniu i wsparciu przyjaciół – mówi prof. Zbigniew Wawer, dyrektor Muzeum Łazienek Królewskich w Warszawie.

Katarzyna Kasjanowicz: Jak się Pan czuje?

Prof. Zbigniew Wawer: Każdy chory ma lepsze i gorsze dni. Jestem w trakcie leczenia, jak na razie czuję się dobrze. Mam to szczęście, że mogę normalnie jeść.

Zauważył Pan jakieś niepokojące sygnały, zanim lekarz postawił diagnozę?

Rok wcześniej nie przypuszczałem, że zachoruję. Badania, które robiłem, nie wykazały niczego odbiegającego od normy. Po wykryciu nowotworu w ciągu miesiąca moja waga zauważalnie spadła. Teraz ponownie nabieram kilogramów, nie chcę jednak myśleć o tym, co było, ani zastanawiać się nad tym, dlaczego tak się stało. Wolę myśleć o tym, co będzie.

Reklama

Co chce Pan zrobić, kiedy nowotwór w końcu odpuści?

Ciągle walczę, ale to nie jest taka choroba, która się skończy. Cały czas pracuję, bo zajęcie odwraca myślenie o niej. Chcę napisać dwie książki, lecz nie uważam, że jest to plan na chorobę. Oczywiście, plan zawsze pomaga człowiekowi, ale wszystko zależy od tego, jak mój organizm wytrzyma terapię. Cel jest jeden: by choroba się zatrzymała. W moim przypadku bardzo ważne są badania genotypu, które wskażą możliwe sposoby leczenia.

Gdybym miał teraz możliwość, pojechałbym do św. Antoniego, do Padwy. To jest szczególne miejsce, w którym ludzie modlą się o uzdrowienie i dziękują za ocalenie. Święty Antoni do tej pory mi pomagał, ale ze względu na pandemię nie można swobodnie przekraczać granic. Pójście do kościoła, gdzie stoi figura św. Antoniego, nie jest dla mnie tym samym. Niektórzy, dotykając kamienia tego świętego w Padwie, mają niezwykłe doznania – czują, jak przez ich ciało przechodzi jakiś prąd. Oczywiście, można w to wątpić, ale ja wierzę. Istnieją miejsca, w których jest większa szansa uzdrowienia.

Czy jest coś, co dostrzegł Pan w istocie życia, czego nie zauważał, będąc osobą zdrową?

Nie. Dla niektórych jest to dziwne, ale ja staram się – po pierwszym kryzysie, którego doświadczyłem, gdy się dowiedziałem o chorobie – żyć normalnie. Osoby, które są zdrowe, mogą tego nawet nie zrozumieć, ponieważ zdrowy człowiek myśli zupełnie innymi kategoriami. Ja staram się myśleć pozytywnie.

Reklama

Oczywiście. To jest podstawa walki z każdą chorobą, ale moje pytanie wynika stąd, że w trakcie rozmów z ludźmi dotkniętymi różnymi dolegliwościami zawsze wypływała obserwacja: choroba coś zmienia – w relacjach z bliskimi, czasem z Bogiem, niejednokrotnie też determinuje nasz odbiór świata...

Tak, ale osoba, która jest po zawale czy w trakcie rehabilitacji po wypadku, ma większe szanse przeżycia niż chory na nowotwór. Chorobę onkologiczną można porównać do wyroku – oczywiście, nie przy wszystkich nowotworach – który zapadł przed sądem. To jest jak kara śmierci i oczekiwanie na ułaskawienie – rzecz, którą trudno zrozumieć osobie, która nie ma z nią do czynienia. W raku trzustki wyleczalność plasuje się na poziomie 5-16% (zależy od kraju). Wyleczalność tych nieoperacyjnych szacuje się w promilach.

Jak będzie przebiegał dalszy proces Pańskiego leczenia?

Staram się zdrowo i regularnie odżywiać. Nigdy nie paliłem i dziś także nie palę. Z innych używek korzystałem bardzo sporadycznie, starałem się też unikać mięsa. Dziś, gdy jestem chory, mam duże zapotrzebowanie na białko. Gdyby w mojej diecie były tylko warzywa i owoce, nie utrzymałbym odpowiedniej wagi, ale te, które jem, pochodzą z upraw ekologicznych. Aby pozytywnie znosić chemię i doprowadzić do operacji, o ile się uda, muszę mieć silny organizm. Ważny jest też wysiłek fizyczny, oczywiście w zależności od stanu pacjenta.

Dlaczego to jest ważne?

W przypadku terapii tego rodzaju największym problemem jest spadek płytek krwi. Po dwunastu standardowych chemiach musi być przerwa w celu regeneracji organizmu. Chemioterapia jest bardzo obciążająca dla organizmu. Są ludzie, którzy nie wytrzymują i rezygnują z tego typu leczenia.

A jednak ufa Pan, że leczenie się powiedzie...

Badania genetyczne, którym zostałem poddany, wykazały, że nie mam genu odpowiedzialnego za odrzucenie chemii. Moja chemioterapia trwa już w sumie 53 godziny. Nie odczuwam jej skutków. Normalnie funkcjonuję i jeżdżę samochodem. Pracując w muzeum, realizuję wystawy i kontynuuję plany inwestycyjne. Nadal działam naukowo, piszę. Nie zamierzam tylko prosić o pieniądze, chcę też zarabiać na swoje leczenie. W tej chwili bardzo dużym zagrożeniem jest dla mnie COVID-19.

Jak strategia przyjęta w walce z tym wirusem wpływa na możliwości leczenia pacjentów onkologicznych?

Zostałem bardzo szybko zdiagnozowany, ale COVID-19 komplikuje leczenie i poszukiwanie nowych form terapii po świecie. To jest prawdziwy problem. Szukam tam, gdzie opracowywane są eksperymentalne metody, tam, gdzie kwalifikuję się jako pacjent. Pierwsza zasada jest jednak taka, że dopóki chemioterapia przynosi rezultaty, trzeba z niej korzystać i, jeżeli to możliwe, doprowadzić do operacji. Pozostałe terapie traktowane są jako metody ostatniej szansy, są bardzo drogie i nie wszędzie stosowane – bo są w większości eksperymentalne.

O jakich kosztach mówimy?

1,5-2 mln zł.

Dla większości osób to kwota poza zasięgiem. Ktoś Panu pomaga w zbieraniu funduszy?

Moi przyjaciele zorganizowali aukcję charytatywną, teraz organizują drugą. Istnieje jeszcze możliwość przekazania 1% podatku dochodowego, ta forma jednak zakłada dużą dowolność darczyńców. Można wpłacić albo nie. Można wybrać osobę lub instytucję, której chce się pomóc.

Wydaje mi się, że tzw. społeczny odbiór zjawiska opiera się na indywidualnych doświadczeniach. Kiedy nasz bliski funkcjonował względnie sprawnie w trakcie choroby, zakładamy, że z innymi pacjentami będzie podobnie...

Wystarczy spojrzeć na ogłoszenia osób, które proszą o wsparcie za pomocą 1% podatku. Ile fotografii pokazuje ludzi leżących, podłączonych do aparatury? Zdecydowana większość. Zapominamy, że pacjenci onkologiczni są takimi samymi ludźmi jak wszyscy, tylko mają przewlekłą chorobę. Jeden cierpi na cukrzycę, drugiemu doskwiera coś innego, trzeci leczy nowotwór, ale każdy dąży do zatrzymania lub wyleczenia choroby.

Dr hab. Zbigniew Wawer
profesor Politechniki Koszalińskiej, historyk specjalizujący się w dziedzinie historii Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w okresie II wojny światowej i producent filmowy, varsavianista. Jest autorem książek, artykułów i filmów dokumentalnych.

2021-04-20 11:14

Wybrane dla Ciebie

Ziemia z grobu gen. Maczka w Słubicach

2021-07-23 12:18

Archiwum autora

W dniu 22 lipca słubicką parafię pw. Ducha Świętego odwiedziła rodzina Państwa Ewy i Wojciecha Romaniuk, na co dzień mieszkających i pracujących w Belgii.

Więcej ...

Tokio 2020 [NA ŻYWO]

2021-07-23 22:19

PAP

Więcej ...

Tokio 2020 [NA ŻYWO]

2021-07-23 22:19

PAP

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Prostyń – miejscowość, gdzie objawiła się babcia...

Polska

Prostyń – miejscowość, gdzie objawiła się babcia...

Zmiany kapłanów 2021 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2021 r.

Tłumy pożegnały rodzinę zastrzeloną w Borowcach

Polska

Tłumy pożegnały rodzinę zastrzeloną w Borowcach

Ksiądz na wakacjach

Kościół

Ksiądz na wakacjach

O. Leon Knabit o Mszy św. trydenckiej

Kościół

O. Leon Knabit o Mszy św. trydenckiej

Dziękujemy Bogu za każdy dzień

Polska

Dziękujemy Bogu za każdy dzień

Bp Batut: Motu proprio papieża Franciszka w sprawie Mszy...

Kościół

Bp Batut: Motu proprio papieża Franciszka w sprawie Mszy...

Ojciec Pio i epidemie

Wiara

Ojciec Pio i epidemie

Od piątku jedna forma liturgii rzymskiej

Kościół

Od piątku jedna forma liturgii rzymskiej