Reklama

Rodzina

Jak uniknąć syndromu opuszczonego gniazda?

Grażyna i Roman Strugowie

Archiwum prywatne

Grażyna i Roman Strugowie

Dzieci dawno dorosły, mają własne życie, a ich rodzice zostali znów tylko we dwoje. Dla wielu małżeństw to moment krytyczny. Statystyki alarmują, że coraz więcej dojrzałych małżeństw decyduje się wtedy na rozstanie. Wcale nie musi tak być. Oto kilka podpowiedzi, jak żyć pełnią życia.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jedni, bardziej świadomi, otworzą nowy etap swojego życia, snując marzenia i starannie planując dalsze kroki razem; inni, być może nieco bardziej zagubieni, nie zauważą, że mają szansę na zmianę, na nową jakość we wspólnym pożyciu. Ten niezwykle ciekawy moment można dobrze wykorzystać lub zwyczajnie go przespać. Także w życiu duchowym.

Państwo Grażyna i Roman Strugowie z Bełchatowa są małżeństwem od 45 lat. Kilka tygodni temu obchodzili więc całkiem spory jubileusz. Od 19 lat są tylko we dwoje, mają więc sporo czasu i możliwości, by układać sobie życie małżeńskie, budując wzajemną relację w sposób świadomy, z poczuciem sensu i celu. Będąc ze sobą 24 godziny na dobę, mogą się coraz bardziej kochać, poznawać i rozumieć. Nie wyobrażają sobie innego życia razem.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Modlitwa małżeńska

Reklama

Kilkanaście lat po ślubie ich życie zaczęło się zmieniać, zwłaszcza w sferze duchowej. Pojechali wtedy pierwszy raz na rekolekcje Domowego Kościoła, wspólnoty małżeńsko-rodzinnej formującej katolików do świadomego i owocnego przeżywania sakramentu małżeństwa. Największym odkryciem tamtego czasu, stanowiącym przełom w ich dotychczasowym życiu duchowym, była możliwość modlitwy małżeńskiej. Wcześniej bowiem nie mieli doświadczenia codziennego spotkania z Bogiem we dwoje, gdzie mąż i żona razem, w jedności, zwracają się do Pana i wspólnie, we dwoje, budują z Nim relację. Wcześniej, jako pobożni i gorliwi katolicy, potrafili i chcieli się modlić, robili to jednak pojedynczo, nie przypuszczając nawet, jak wiele mogą zyskać i zmienić na lepsze w swoim życiu przez modlitwę małżeńską. Tymczasem po pierwszych doświadczeniach wspólnego wołania do Boga zobaczyli siebie w innym świetle. Zaczęli świadomie pielęgnować jedność małżeńską.

Konsekwencją praktykowania wspólnej modlitwy była także zmiana świadomości, komu i czemu zawdzięczają swoje szczęście. Każdy, kto miał okazję ich poznać, już po pierwszym spotkaniu wiedział, że są ludźmi szczęśliwymi. Emanują z nich pogoda ducha, wzajemny szacunek czy wręcz zachwyt nad współmałżonkiem. W ich rozumieniu chrześcijańskiego życia szczęście nie jest ich osobistą zasługą, przez lata wypracowanym duchowym majątkiem, o który sami zadbali. Wręcz odwrotnie – wszystko, co dobre w ich życiu, jest łaską pochodzącą od Boga, wspólnym doświadczeniem Jego dobroci i hojności. Obdarowani obficie potrafią razem to zauważyć i docenić, a także wspólnie za to dziękować.

Nie żyjemy dla siebie

Reklama

Jedną z pięknych cech ich związku jest również to, że żyją nie tylko dla siebie. Kilkanaście lat temu, będąc w wieku jeszcze przedemerytalnym, postanowili dość radykalnie zmienić swoje życie zawodowe. Dotychczas Roman większość czasu spędzał w delegacjach, pracował daleko poza domem. Dla małżeństwa i całej rodziny był to czas trudny, niesprzyjający budowaniu jedności. Gdy pojawiła się okazja do przejścia na świadczenie przedemerytalne, Roman „wrócił” do rodziny, stał się ponownie stałym domownikiem i mógł w zupełnie nowy, wcześniej niepraktykowany sposób realizować swoje powołanie małżeńskie. Grażyna, nadal pracując na zmiany w miejscowym szpitalu, miała wreszcie okazję do długich chwil spędzanych z nim tylko we dwoje. Niektórzy pomyślą: cóż to za radość w tym wieku, gdy wielu mężczyzn „ucieka” z domu, szukając sobie różnych zajęć, pasji czy obowiązków. Roman wybrał inaczej, stając ponownie u boku żony i budując z nią, niejako trochę od początku, relację małżeńską.

Owocem zmian w życiu zawodowym, także zmian w życiu duchowym, było otwarcie się na innych i służba we wspólnocie. Jako kochający się małżonkowie, żyjący w jedności, stali się mobilnym punktem wszelakiej pomocy i służby. Jak sami mówią, jeżeli tylko nie było obiektywnych przeszkód, nigdy nie odmawiali, gdy ktoś prosił o jakąś formę ich zaangażowania. Nie miało znaczenia, jak daleko musieli jechać, jak mało czasu mieli na odpoczynek po powrocie z długich podróży. Świadomość wspólnoty celu, wdzięczność Bogu za otrzymane od Niego dary oraz jedność zbudowana na sakramencie małżeństwa dawały im zawsze energię do pracy na rzecz innych. Brali na swoje barki powierzone im zadania i funkcje, ufając, że skoro inni mają do nich zaufanie i widzą sens w ich posłudze, to nie należy odmawiać, tylko ochoczo brać się do pracy.

Inna bliskość, czyli dzień po ślubie

Reklama

Wypada tu wrócić do ich modlitwy małżeńskiej. Doświadczenie to wzmacniało ich i przygotowywało do wspólnego podjęcia wszystkich aktywności. W ramach formacji Domowego Kościoła (więcej o tym ruchu w Niedzieli nr 37, s. 24-25) korzystają z wielu innych, mniej lub bardziej oryginalnych praktyk duchowych, takich jak choćby dialog małżeński, reguła życia czy coroczne rekolekcje formacyjne, ale to wspólna modlitwa we dwoje była początkiem i fundamentem ich jedności. Bez tego doświadczenia pozostałe nie mogłyby się rozwinąć. Wspólna modlitwa to także wspólne przeżywanie trosk i kłopotów powierzonych im małżeństw, intencje zanoszone razem przed oblicze Boga.

To także głęboka i radykalna zmiana w bardzo osobistej, intymnej relacji. Zmiana, która nastąpiła po rozpoczęciu praktyki wspólnej modlitwy, to – używając słów Grażyny – „inna bliskość”. Jest to doświadczenie, które Roman postrzega, jakby to było „dzień po ślubie”. Oboje zauważają tu wielką zażyłość, szacunek i zachwyt charakterystyczny dla młodych małżeństw. Praktykowanie wspólnej modlitwy dało obojgu poczucie spokoju i pewności, że wszystkie sprawy ich życia są w ręku Boga i nie ma sensu obawiać się o przyszłość. Doświadczenie to było szczególne przydatne w najtrudniejszych chwilach rodzinnych doświadczeń, gdy różne problemy spadały na ich głowy. Oboje przyznają, że bez jedności zbudowanej na doświadczeniu wspólnej modlitwy ich życie małżeńskie w obliczu prób wyglądałoby zupełnie inaczej.

Herbatka we dwoje

Gdy zapytałem naszych bohaterów, jak chcieliby opisać, tak od serca, swoje małżeństwo, Roman wypalił bez zastanowienia: – Jesteśmy w pierwszym roku po ślubie. Grażynka dodaje po chwili zastanowienia: – Mamy piękne życie małżeńskie. Oboje są świadomi swojego wieku i upływającego czasu, zbliżania się do kresu wspólnej drogi. Wciąż bardzo żywi, aktywni i zaangażowani, potrafią jednak zatrzymać się na dłuższą chwilę i celebrować swoją miłość choćby przy zwykłej herbacie, gdy mogą spojrzeć sobie głęboko w oczy i zwyczajnie cieszyć się tylko tym, że są razem. Świadomie nazwali ten moment celebracją – chwilą zachwytu, refleksji, uśmiechu, ciszy i zadumy nad fenomenem drugiej osoby, z którą żyje się w jedności. Kochają chodzić po górach – wspinać się na tatrzańskie szczyty i przemierzać beskidzkie szlaki. Póki są razem, póki mogą celebrować i smakować swój związek, korzystają z każdej okazji. Im dłużej idą przez życie, tym czas wydaje im się cenniejszy. Nie warto go więc marnować na sprawy banalne, zdecydowanie lepiej spędzić go we dwoje...

Podziel się:

Oceń:

2021-09-22 07:48

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Kardynał O’Malley dziękuje za organizację konferencji w Warszawie

Z podziękowaniem za współpracę w organizacji międzynarodowej konferencji „Naszą wspólną misją ochrona dzieci Bożych”, która odbyła się w dniach 19-21 września 2021 r. w Warszawie, zwrócił się do organizatorów kard. Sean O’Malley OFMCap., przewodniczący Papieskiej Komisji ds. Ochrony Małoletnich.

Więcej ...

Patron Dnia: Święty Wincenty Ferreriusz, największy kaznodzieja u schyłku średniowiecza

Święty Wincenty Ferreriusz

Domena publiczna/vaticannews.va/pl

Święty Wincenty Ferreriusz

Obdarzony był wieloma charyzmatami, m. in. darem uzdrawiania chorych i przepowiadania przyszłości. W historii zapisał się jednak jako niezrównany kaznodzieja: największy u schyłku Średniowiecza - pisze ks. Arkadiusz Nocoń w felietonie dla portalu www.vaticannews.va/pl i Radia Watykańskiego. 5 kwietnia przypada wspomnienie św. Wincentego Ferreriusza (1350 – 1419), prezbitera.

Więcej ...

Gdy sakramentu udziela człowiek niegodny, to czy traci on swoją moc?

2025-04-05 20:57

Adobe Stock

Wielki Post to czas modlitwy, postu i jałmużny. To wiemy, prawda? Jednak te 40 dni to również czas duchowej przemiany, pogłębienia swojej wiary, a może nawet… powrotu do jej podstaw? W kolejnym dniu naszego katechizmu odpowiedź na pytanie - czy jeśli sakramentu udziela człowiek niegodny, to traci on swoją moc?

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Czy należy modlić się do Maryi?

Wiara

Czy należy modlić się do Maryi?

Masowa likwidacja szkół wiejskich

Felietony

Masowa likwidacja szkół wiejskich

Portugalia: kilkadziesiąt tysięcy  młodych katolików...

Europa

Portugalia: kilkadziesiąt tysięcy młodych katolików...

Czy staję po stronie prawdy?

Wiara

Czy staję po stronie prawdy?

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi:

Wiara

Przeżył 95 dni na morzu, dziś mówi: "Niech wszyscy...

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

Kościół

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie...

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Kościół

W wieku 47 lat zmarł nagle ksiądz z archidiecezji...

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

Kościół

Bp Ważny: Powszechne katechezy w parafiach ruszą od...

Krzyże ścięte metalowymi narzędziami

Kościół

Krzyże ścięte metalowymi narzędziami