Reklama

Wiara

Gdzie twoje talenty?

Adobe.Stock

Bóg ocenia człowieka nie według jakiegoś schematu, lecz z głęboką znajomością jego wnętrza. Najsurowiej ocenia tych, którzy „zakopują swoje talenty”, czyli przestają od siebie wymagać.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Skoro możecie przeczytać te słowa, to znaczy, że w swoim czasie chodziliście do szkoły. A jeśli tak, to wiecie doskonale, że w szkole uczniowie bywają różni. Są tacy, dla których poważnym osiągnięciem jest ocena mierna i zdanie z klasy do klasy. Bywają uczniowie dostateczni, którzy nie są zagrożeni „repetą”, ale też trudno się po nich spodziewać orlich lotów. Są uczniowie na solidną czwórkę lub piątkę, którzy cały czas trzymają dobry poziom. Trafiają się wreszcie prymusi, którzy często dostają szóstki, biorą udział w konkursach i olimpiadach, są dumą swoich rodziców i nauczycieli. Powody tego zróżnicowania są najczęściej dwa. Bodaj Albert Einstein mawiał, że geniusz to 10% talentu i 90% pracy. Komuś może brakować tego pierwszego, i nawet mimo ogromnego wysiłku pozostanie na poziomie trójki lub czwórki. Znacznie częściej trafiają się tzw. zdolni lenie, którzy posiadane umiejętności wykorzystują do tego, by w jak najmniejszym stopniu skalać się pracą.

Przypowieść z przesłaniem

Reklama

Doświadczony nauczyciel nie ocenia tylko bezwzględnej wiedzy ucznia, lecz również bierze pod uwagę jego potencjał i to, czy uczeń osiąga wyniki proporcjonalne do swoich możliwości. Więcej wymaga od ucznia bardziej zdolnego, mniej od przeciętniaka, a od najsłabszego tylko tego, by zapracował na pozytywną ocenę. By móc w ten sposób oceniać, nauczyciel musi dobrze poznać swoich uczniów, obserwować ich w dłuższym czasie. Chyba że jest to nauczyciel wyjątkowy, który po jednym spojrzeniu oceni, na co jego ucznia stać. Zapytacie, czy tacy nauczyciele istnieją. Znam osobiście tylko jednego. Jak się pewnie domyślacie, jest nim Jezus Chrystus. Tylko On zna zarówno nasz potencjał, jak i ilość włożonej pracy. I w jego nauczaniu, i w sposobie traktowania uczniów widać, że nie mierzy wszystkich jedną miarą. Weźmy choćby znaną przypowieść o talentach (por. Mt 25, 14-30). Kiedy pan wyjeżdża w podróż, rozdziela majątek swoim sługom według ich możliwości: jednemu daje pięć talentów, innemu dwa, jeszcze innemu jeden. Po powrocie nie oczekuje, że ten, kto dostał dwa talenty zarobił pięć. Dwóm sługom udaje się to znakomicie. Gorzej jest z trzecim, który zamiast pracować uzyskanym talentem, zawinął go w chustkę i zakopał w ziemi. W jego wypadku niezbyt wysoki potencjał idzie w parze z lenistwem. Gdyby zarobił choć pół talentu, jego pan byłby szczęśliwy. A tak zabiera mu nawet to, co mu wcześniej powierzył. Jest to przypowieść o tym, jak Bóg ocenia człowieka. Nie według jakiegoś schematu, lecz z głęboką znajomością wnętrza. Najsurowiej zaś ocenia tych, którzy „zakopują swoje talenty”, czyli przestają od siebie wymagać. W życiu duchowym, jak to często widać dziś w praktyce, szybko „tracą nawet to, co im się wydaje, że mają” (por. Łk 8, 18).

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Według możliwości

Wobec swoich uczniów Jezus stosuje tę samą metodę. Znając możliwości każdego człowieka, do jednego mówi tylko, jak do kobiety pochwyconej na cudzołóstwie: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz”; Zacheusza zachęca, by naprawił wyrządzone ludziom krzywdy i rozdał część swego majątku, a bogatemu młodzieńcowi nakazuje sprzedać cały majątek, rozdać wszystko ubogim i pójść za sobą. Do jednych, którzy chcą zostać jego uczniami, mówi o wzięciu krzyża i naśladowaniu. Innym nie pozwala nawet pożegnać się z bliskimi w domu czy pochować ojca. A od tego, z którego wyrzucił Legion, oczekuje tylko, by wrócił do swoich i dał świadectwo – nie pozwala mu pójść za sobą.

Maksymalne minimum

Reklama

Powodem napisania tych słów jest postawione mi kiedyś pytanie: Czy wystarczy chodzić w niedzielę do kościoła i się spowiadać, by zostać uczniem Chrystusa? Ale na to pytanie nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi. Być może dla kogoś pójście w każdą niedzielę na Eucharystię i spowiedź kilka razy w roku jest szczytem duchowych możliwości. Pamiętam, jak kiedyś matka kandydata do bierzmowania na wieść, że przygotowanie trwa dwa, lata zapytała mnie zdumiona: Jak to, to mój syn będzie musiał przez dwa lata chodzić w każdą niedzielę do kościoła? Dla kogoś wychowanego w takiej atmosferze regularny udział we Mszy św. jest i tak sporym wyczynem. Są jednak i tacy, dla których jest to dopiero punkt wyjścia. Potrzebują czegoś zdecydowanie więcej: szukają wspólnot w swoich parafiach lub poza nimi; jeżdżą na rekolekcje, kupują książki o tematyce religijnej, czytają Biblię; angażują się w pomoc innym, służą przy ołtarzu, śpiewają w chórach i scholach; są w zespołach charytatywnych, podejmują wolontariaty w hospicjach i domach dziecka i mnóstwo innych aktywności. Zawsze można na nich liczyć, mimo że wiecznie bywają zajęci. Czy ze względu na to pójdą „z butami” do nieba? Niekoniecznie. Bo znów wszystko zależy od tego, czy w pełni zrealizowali swój potencjał. Jeśli ktoś ma zdolności, talent i czas, by być liderem wspólnoty, a jego zaangażowanie w życie wiary ogranicza się do poniesienia sztandaru na procesji, to może się okazać, że zdziałał mniej niż ktoś, kto poprzestał na solidnym życiu sakramentalnym, ale na więcej nie ma już czasu, bo np. wychowuje piątkę dzieci. Tu przychodzi mi do głowy jeszcze jedna opowieść Jezusa: historia ubogiej wdowy, która do świątynnej skarbony wrzuciła jeden grosz, podczas gdy bogacze dawali o wiele więcej. A w ocenie Jezusa to właśnie ona ofiarowała najwięcej. Bo może nie chodzi o to, ile dasz, ale ile cię to będzie kosztować. Bogacze dawali z tego, co im zbywało; wdowa dała wszystko, co miała na swoje utrzymanie. To ją ofiara kosztowała najwięcej.

Wymówki są na nic

W życiu duchowym mogą grozić człowiekowi dwa niebezpieczeństwa. Pierwsze z nich to zagrzebanie w ziemi swojego talentu – czyli życie według zasady: „Jakiegoś mnie, Panie Boże, stworzył, takiego mnie masz”. Oczywiście, chowanie talentu w chustce może mieć wiele „przekonujących” uzasadnień: „Ja się do tego nie nadaję”, „Ja się na tym nie znam” czy nasze ulubione: „Nie czuję się jeszcze dojrzały”, „Inni robią jeszcze mniej i żyją”, „Ja nie jestem taki święty, żeby się angażować” itd. Tylko czy przekona to Boga, który zna doskonale twój potencjał i wie, w jakie zdolności cię wyposażył?

Drugie niebezpieczeństwo dla życia duchowego to nadmierny aktywizm, zwany w skrajnym przypadku „herezją działania”. Człowiek rzuca się od jednego zajęcia do drugiego, bo to poprawia mu poczucie własnej wartości. Co w tym złego? Ano to, że Bóg nie rozlicza nas z liczby podjętych inicjatyw, tylko z wypełnienia jego woli. Czasem zaangażowanie swojego potencjału w jedną rzecz, ale robioną z wielkim sercem, jest o wiele więcej warte niż pobieżna realizacja własnych pomysłów. Choć tak naprawdę chyba lepiej przesadzić z nadmiernym zaangażowaniem niż nadmierną biernością i oglądaniem się, aż inni zrobią coś za nas. By nasze talenty nie zardzewiały w chustkach.

Podziel się:

Oceń:

2021-11-30 08:34

Wybrane dla Ciebie

Francja: świat żyje w ciemności, stąd tyle światła z małej iskry

2026-09-24 18:54
Katedra Notre Dame w Paryżu

@Vatican Media

Katedra Notre Dame w Paryżu

Dzisiejsze odrodzenie wiary we Francji to iskra, która jasno świeci, bo nasz świat jest pogrążony w ciemności – mówi Vatican News rektor katedry Notre-Dame, który jutro w murach tej odbudowanej po pożarze świątyni będzie podejmował Leona XIV. Podkreśla, że Francja jest krajem misyjnym, lecz chrześcijanie wiedzą, że ich wiara to skarb, którym nigdy nie przestaną się dzielić.

Więcej ...

Komunikat abp. Adam Szala ws. wydarzeń w Jarosławiu

2026-09-24 21:01

Episkopat News

Módlmy się w intencji zmarłego ks. Stanisława i rodzinę pogrążoną w żałobie, polecajmy chorych przebywających w szpitalach, wszystkich poszkodowanych wraz z rodzinami oraz mieszkańców Jarosławia i okolic. Prośmy o dar pokoju, jedności i braterstwa, o opamiętanie dla tych, którzy zechcą wykorzystywać ludzkie dramaty dla własnych korzyści czy podżegają do nienawiści - napisał w komunikacie metropolita przemyski abp Adam Szal, odnosząc się do ataku nożownika, jaki miał miejsce w czwartek w Jarosławiu.

Więcej ...

Łódź: Stanisława Leszczyńska rozświetliła kościół Wniebowzięcia NMP

2026-09-26 09:30

Joanna Popławska

Po raz pierwszy w historii Light Move Festival jedną z festiwalowych przestrzeni stał się kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Łodzi. Pierwszy wieczór wydarzenia rozpoczęła Eucharystia w intencji rychłej beatyfikacji Służebnicy Bożej Stanisławy Leszczyńskiej. Kilkadziesiąt minut później jej postać pojawiła się na rozświetlonej fasadzie świątyni.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Jarosław: atak nożownika na terenie opactwa

Wiadomości

Jarosław: atak nożownika na terenie opactwa

Hiszpania: konsekrowane hostie rozrzucone na placu miejskim

Kościół

Hiszpania: konsekrowane hostie rozrzucone na placu miejskim

Oglądaj NA ŻYWO z USA beatyfikację abp. Fultona Sheena z...

Kościół

Oglądaj NA ŻYWO z USA beatyfikację abp. Fultona Sheena z...

Śmierć jednej z osób zaatakowanych w jarosławskim...

Wiadomości

Śmierć jednej z osób zaatakowanych w jarosławskim...

Zmarł ks. Wojciech Drab. Tragiczny wypadek motocyklowy

Niedziela Świdnicka

Zmarł ks. Wojciech Drab. Tragiczny wypadek motocyklowy

Nowenna do św. Michała Archanioła

Wiara

Nowenna do św. Michała Archanioła

19 września 2026r. powtórzył się cud św. Januarego!

Wiara

19 września 2026r. powtórzył się cud św. Januarego!

Ksiądz potrącony przez motocyklistę - pilna prośba o...

Kościół

Ksiądz potrącony przez motocyklistę - pilna prośba o...

Nowenna do św. Ojca Pio

Wiara

Nowenna do św. Ojca Pio