W naszej społecznej trosce o ludzi dotkniętych chorobą uzależnienia
od alkoholu myślimy o osobach bezpośrednio będących w sytuacji zagrożenia.
Tymczasem często zapominamy o tych, którzy pośrednio doświadczają
cierpienia związanego z nałogiem. Dla żony alkoholika czy jego dziecka
nawet żarty o osobach pijących nie są powodem do śmiechu. Oni mają
głębokie skojarzenia z przemocą, której często doświadczają na własnej
skórze.
Wychodząc naprzeciw temu cierpieniu, osoby związane z
duszpasterstwem ludzi uzależnionych postanowiły zająć się dziećmi.
Od lat działają świetlice środowiskowe, gdzie księża, pedagodzy,
wolontariusze służą pomocą dzieciom, aby poznały atmosferę życzliwości.
Także nasze miasta - szczególnie Gorzów - są tu dobrym przykładem.
Wielki animator pomocy uzależnionym ks. Henryk Grządko
wraz z pomocnikami podjął inicjatywę zagospodarowania młodzieży dobrocią.
Dlatego w dniach 16-18 lutego w sanktuarium Matki Cierpliwie Słuchającej
w Rokitnie na rekolekcje przyjechało 44 młodych ludzi z rodzin uzależnionych,
aby modlić się o trzeźwość swoich rodziców, pracować nad własną osobowością,
powierzyć swoje życie Bogu.
DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) to nowa praca - mówi
ks. H. Grządko - w której młodzi ludzie korzystają z terapii, ale
głównym celem jest spotkanie z Bogiem, podzielenie się doświadczeniem.
Terapia psychologiczna może zanalizować, ale syntezę może zrobić
tylko Bóg. Takim znakiem jest dla nas Matka Boża obecna w Rokitnie.
Przy niej ludzie mają szansę się pozbierać, poprzebaczać sobie, przemieniać
się - kontynuuje ks. Henryk. Jego słowa zdaje się potwierdzać Przemek,
syn alkoholika. Na pytanie, czy znalazł w czasie rekolekcji coś dla
siebie, odpowiada, że trochę dla siebie, ale jeszcze więcej dla ojca.
Ta wypowiedź wskazuje też na wzajemne powiązania między pokoleniami.
Wiele o wpływie alkoholizmu rodziców na dzieci powiedziała mgr Zofia
Klimczuk. Każdy powinien mieć świadomość, co przenosi do dorosłego
życia. Wpływ pijących rodziców może się objawić m.in. w psychicznej
niezdolności do zwyczajnego kontaktu z innymi ludźmi i w konsekwencji
z przyjęciem wyobcowanych bądź nadopiekuńczych postaw. Z drugiej
strony te osoby najbardziej nadają się na terapeutów, bo w ludziach
zagubionych odnajdują problemy, z którymi kiedyś sami się borykali.
Po wykładzie Z. Klimczuk młodzież tłumnie przystąpiła do prelegentki
pytając o szczegółowe sprawy, a także literaturę, która ułatwi im
pogłębienie zagadnienia.
Rekolekcje to przede wszystkim osobista refleksja modlitewna.
Ks. Andrzej Burzyński przez trzy dni starał się więc życie tych młodych
ludzi ustawić w relacji do Boga wychodzącego z miłością do człowieka.
Najważniejszym czasem rekolekcji była niedzielna Msza
św. Bp Paweł Socha już na wstępie przypomniał, że wszyscy w tym zgromadzeniu
liturgicznym nie zbierają się wokół idei, lecz wokół Osoby Boga w
Trójcy Jedynego. Nawiązując do polecenia miłości nieprzyjaciół z
niedzielnej Ewangelii, wskazał na niemożliwość realizacji tej postawy
wyłącznie w oparciu o ludzkie siły. Po chrzcie św. stajemy się nowymi
ludźmi, w których żyje Bóg. On przez to, że jest z nami i w nas,
daje nam energię. Razem z Bogiem łatwiej nam żyć miłością, a nie
jej namiastkami w postaci konsumpcji. Biskup zachęcał do czytania
Kazania na Górze, które ustawia nasze życie we właściwych relacjach.
Stąd postawa Kościoła zwróconego ku ludziom cierpiącym i biednym,
aby nie było nędzy i bezsensu życia. Kto sięga do źródła - Boga,
ten osiąga szczyty świętości.
W chwili przynoszenia darów ofiarnych pełnoletni młodzi
ludzi złożyli na ręce Biskupa swoje deklaracje abstynenckie. Był
to moment bardzo wzruszający i pobudzający do refleksji. Podczas
Pierwszej Komunii św. naszych dzieci też często składane są deklaracje
abstynenckie, ale wiemy jak trudno przychodzi ich zachowanie, jak
łatwo się o nich zapomina. Dla wielu z obecnych w Rokitnie abstynenckie
przyrzeczenia to odmiana losu. Potwierdziły to słowa uczestniczki
rekolekcji, która wspomniała o cudzie dokonanym w sercach uczestników.
Bp Paweł Socha prosił młodych ludzi, aby modlili się
za swoich kolegów przybywających na spotkania "typu Woodstock". Tam
bowiem wielu z nich rozpoczyna swoją degenerację, wpada w uzależnienia.
Zamiast cieszyć się z muzyki, wkracza się na drogę, gdzie znika z
twarzy radość, a pojawia się pustka. Cisza towarzysząca tym słowom
była najpełniejszą akceptacją przyjęcia tego zadania na rzecz rówieśników.
Rekolekcje te dały znak nie tylko uczestnikom, ale wszystkim
ludziom Kościoła. Skoro ponad milion osób w naszym kraju nadużywa
alkoholu, to na pewno dużo więcej jest dzieci dotkniętych cierpieniem
przez wspomniany nałóg. Pomóc tym młodym ludziom może modlitwa w
ich intencji. To jest zadanie dla każdego, kto na serio przyjął słowa
Ewangelii.
Pomóż w rozwoju naszego portalu



