Reklama

Niedziela Lubelska

Każdy człowiek jest bliźnim

Karol Porwich/Niedziela

Nasze domy, rodzinne i parafialne, są świadkami praktycznej realizacji przykazania miłości.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Babci Walentynie i jej bliskim świat zawalił się jeszcze przed wojną, gdy młodsza wnuczka, 4-letnia Sofijka, zachorowała na ostrą białaczkę. Rodzina myślała, że już nic gorszego nie może się zdarzyć. Jednak rankiem 24 lutego świat obudził się w nowej, wojennej rzeczywistości. Szpital w Czerkasach, gdzie dziewczynka przeszła już jedną chemię, w każdej chwili mógł zapełnić się rannymi żołnierzami. O tym, że takie placówki będą pilnie potrzebne dla cywili, wówczas nikt jeszcze nie myślał. Stąd szybka decyzja: ewakuacja do położonej ponad pół tysiąca kilometrów Polski. W nieznane, z wielkim lękiem i iskrą nadziei na lepsze jutro.

Prosty gest

– Rodzina trafiła do parafii przez dwie wolontariuszki; jedna z nich to katechetka mocno zaangażowana w działalność Caritas Archidiecezji Lubelskiej – mówi ks. Piotr Nowak, proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego w Lublinie. – Przyjechali w sobotę w nocy, dosłownie w tym, co mieli na sobie. Z domu zabrali tylko dokumentację medyczną młodszej córki. Najpierw zadbałem o to, by zorganizować im jakieś ubrania, żeby mogli się w coś czystego przebrać. W niedzielę po Mszy św. poprosiłem panie, by zabrały do sklepu starszą córkę na zakupy – opowiada kapłan. Ukraińska rodzina zamieszkała na plebanii, w samodzielnym mieszkaniu, które kiedyś zajmował kapłan. – Mieszkanie na parterze zwolniło się jeszcze przed wakacjami. Zwyczajnie nas ubyło; do ubiegłego roku było nas 5 kapłanów, zostało 4. Wolne mieszkanie zagospodarowaliśmy jako salę spotkań, ale kiedy pojawili się uchodźcy, dla mnie oczywistym było, że trzeba je inaczej wykorzystać – dzieli się ksiądz proboszcz. – Skoro proszę parafian, by pomagali, samemu muszę dać przykład – podkreśla. Przed babcią Walentyną, mamą Nataszą, tatą Aleksiejem oraz nastoletnią Elizabetą i maleńką Sofijką na jedną noc na plebanii zatrzymały się dwie matki z dziećmi, ale one szybko wyruszyły w dalszą podróż. Rodzina z Czerkasów pozostała na dłużej, dokładnie nikt nie wie, na ile. Po prostu tyle, ile będzie trzeba. – Dla nas to żaden wysiłek. Mamy oddzielne mieszkania, ale wspólną kuchnię. Codziennie spotykamy się na posiłkach, jak rodzina – mówi ks. Piotr.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

W jedności siła

Życie ukraińskiej rodziny upływa pod znakiem troski o sytuację w ojczyźnie, gdzie zostali ich bliscy, ale przede wszystkim o chorą Sofijkę. Ze względu na stan zdrowia dziecka, 40-letni ojciec dostał zgodę na wyjazd z Ukrainy. – Dzięki życzliwości parafian, szybko udało się znaleźć dla niego pracę. W niedzielę ogłosiłem, że mężczyzna szuka pracy jako mechanik samochodowy, w poniedziałek poszedł na rozmowę kwalifikacyjną, a we wtorek był już zatrudniony – opowiada ks. Piotr. – Podobnie było z peselami; dzięki parafianom najpierw otrzymała je mama, później reszta rodziny. Jedna z nauczycielek, mając kontakt z fundacją, pomogła „naszej” rodzinie otrzymać przedpłacone karty na zakupy. Starszą córkę już w pierwszym tygodniu udało się umieścić w pobliskiej szkole. Teoretycznie powinna być w szkole średniej, ale ze względu na barierę językową trafiła do 7 klasy szkoły podstawowej. W tej klasie jest kilkoro ukraińskich dzieci, które od dłuższego czasu mieszkają w Polsce. Nastolatka szybko znalazła koleżanki, ale też uczy się języka polskiego. Dużo już rozumie, coraz więcej mówi po polsku. To ważne, bo rodzina zapewne spędzi u nas sporo czasu. Procedura medyczna w przypadku choroby onkologicznej trwa nawet dwa lata – wyjaśnia kapłan.

Ukraińska rodzina jest wdzięczna, że w tak trudnym czasie mogła zostać razem. Na początku była taka opcja, że mama z chorą córką pojedzie na leczenie do Niemiec. Jednak dzięki dobrym ludziom udało się umieścić dziewczynkę w szpitalu w Lublinie. Przez krótki czas była z bliskimi, teraz przyjmuje drugą chemię. Dziecku towarzyszy matka, która dosłownie zamieszkała w szpitalu. Są dni, że uchodźców zupełnie nie widać na plebanii. – Ojciec w pracy, córka w szkole, matka z dzieckiem w szpitalu. Z nami zostaje babcia, która chociaż sama nie jest najlepszego zdrowia, jak może, tak włącza się w codzienne prace. Chętnie pomaga w kuchni; przygotowuje też posiłki do szpitala. Któregoś dnia jechałem do rodzinnego domu w Wąwolnicy i zabrałem ją do sanktuarium Matki Bożej. Długo modliła się przed figurą Kębelskiej Pani. Gdy w poniedziałek wielkanocny odprawiłem Mszę św. o zdrowie Sofii, uczestniczyła w niej cała ukraińska rodzina – mówi proboszcz o swoich prawosławnych gościach. Dodaje, że to pobożni ludzie; w samochodzie na desce rozdzielczej mają umieszczony obrazek Matki Bożej.

Reklama

Otwarte serca

W mieszkaniach nieopodal politechniki schronienie znalazło wiele ukraińskich matek z dziećmi. Według parafialnych statystyk, przez rodziny przewinęło się kilkadziesiąt osób. Jedni zostają na jedną-dwie noce i wyruszają w dalszą podróż, inni układają sobie na nowo życie pod lubelskim niebem. Proboszcz z Przemienienia Pańskiego wiele razy ogłaszał, że lubelska Caritas tworzy bazę adresów, pod którymi uchodźcy znajdą pomoc. Znajduje się w niej wiele namiarów z okolicy ul. Nadbystrzyckiej. – Rekordzistką jest pani Irena. Ponad dwa miesiące temu zmarł jej mąż, została sama w dużym, pustym mieszkaniu. Udzieliła już pomocy kilkunastu osobom. Niektóre zatrzymały się u gościnnej parafianki na kilka dni, inne zamieszkały pod życzliwym adresem na dłużej. Są też parafianie, którzy mają dom poza miastem i spędzają w nim lato, ale już w kwietniu przenieśli się na wieś. Całe mieszkanie zostawili do dyspozycji dwóm ukraińskim matkom i ich dzieciom. Są też osoby, które otwierają drzwi swoich małych mieszkań i goszczą po jednym-dwóch uchodźców. Ale wszyscy mają wielkie serca – podkreśla ks. Piotr Nowak. Jak wyjaśnia, taka otwartość wiernych może wynikać z tego, że kapłani nie tylko proszą i błogosławią, ale dają bardzo konkretny przykład. Wspomina, że na początku wojny jako parafia wspólnie z politechniką gromadzili dary i przekazywali na granicę, a jak w centrali Caritas zabrakło rąk do pracy, organizowali grupy wolontariuszy. Gdy trzeba było, zaprzyjaźniona lekarka w środku nocy udzielała porad chorym, a znajoma fryzjerka zadbała o fryzury ukraińskich kobiet. – Taka jest potrzeba chwili. Jeśli się ruszy głową, wspólnie można naprawdę wiele zrobić – zapewnia.

Reklama

Ewangelia w praktyce

– Wojna na Ukrainie wybuchła na początku Wielkiego Postu. Wówczas w Liturgii Słowa było mnóstwo tekstów, które mówią o tym, na czym polega prawdziwe chrześcijaństwo. Zresztą, cały czas powtarzam wiernym, że wiara to nie jest tylko pobożność; pobożność jest środkiem do realizacji najważniejszego przykazania: przykazania miłości. Często przypominam, że kiedy Chrystus roztacza wizję Sądu Ostatecznego, nie pyta o ilość różańców i pielgrzymek, ale o konkretną pomoc: byłem głodny, spragniony, bezdomny... Musimy zacząć na serio traktować Ewangelię, żeby nie zamienić wiary na praktyki pobożne, co w czasach Chrystusa było perfekcyjne opanowane przez faryzeuszy. W sferze pobożności Chrystus pozostawia nam jedno proste „Ojcze nasz” i Eucharystię; co najważniejsze, pokazuje nowy kształt relacji z Bogiem i człowiekiem. Musimy wrócić do początków, do Ewangelii. Jeśli tego nie uczynimy, chrześcijaństwo stanie się reliktem przeszłości, muzeum pełnym tradycji, ale tak naprawdę pustym. Tym świata nie pociągniemy. Chrystusowi chodzi o to, by zmienić to, co zostało zniszczone przez grzech pierworodny, w efekcie którego człowiek zaczął się bać Boga i wrogo patrzeć na drugiego człowieka. Chrystus przyszedł po to, by pokazać nam kochającego Ojca i przypomnieć, że każdy człowiek jest bliźnim – mówi ks. Piotr Nowak. Jako historyk dodaje: – To, co się teraz dzieje, to ogromna okazja, by zasypać przepaść, która powstała między nami a narodem ukraińskim, w efekcie tego, co się wydarzyło się na Wołyniu. Wzajemna niechęć i nienawiść, akcja Wisła i przesiedlenia Ukraińców w Polsce... Nie możemy zapomnieć o trudnej przeszłości, ale mamy szansę zbudować zupełnie inny kształt naszych relacji.

Dużo dobra

– Dziękujemy Bogu, że nas przyjął taki dobry ksiądz Piotr, że od czasu, jak przyjechaliśmy do Polski, wciąż nam pomaga. Doświadczamy tu wiele dobra – mówi z wdzięcznością pani Walentyna. Chociaż w oczach przyczaił się smutek, na twarzy pojawia się uśmiech. – Mamy wszystko czego nam potrzeba. Aleks znalazł pracę, Elizabeta ma koleżanki w szkole, Sofijka jest leczona. Czego chcieć więcej – mówi kobieta. – Jesteśmy bardzo wdzięczni, że Polacy nam pomagają. Daj Boże wszystkim wam zdrowie! – podkreśla. Uciekali z Ukrainy w popłochu; przerażeni wojną jechali do granicy setki kilometrów. Nikogo tu nie znali, ale ufnie oddali się w ręce wolontariuszy. I się nie zawiedli. – Z Bożą pomocą Sofijka wyzdrowieje, skończy się wojna i wrócimy do domu – mówi z przekonaniem pani Walentyna.

Podziel się:

Oceń:

+1 0
2022-05-11 09:07

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Przestrzeń solidarności

Spotkanie w hałcnowskim domu parafialnym

MR

Spotkanie w hałcnowskim domu parafialnym

Około stu uchodźców z Ukrainy odwiedziło dom parafialny w Hałcnowie, aby dowiedzieć się, na jakie formy wsparcia mogą liczyć ze strony parafii i organów miejskich.

Więcej ...

Czy Sobór Watykański II porzucił tradycję?

2024-02-21 14:37

Autorstwa Lothar Wolleh - Praca własna, CC BY-SA 3.0, commons.wikimedia.org

Do dzisiaj wymowa Soboru Watykańskiego II rodzi polemiki – niekiedy ostre – w całym światowym Kościele. Niektórzy współcześni katolicy – już nie tylko zniechęceni ludzie starsi, lecz także mocno zaangażowana młodzież – twierdzą, że Sobór był fatalnym ustępstwem na rzecz nowoczesnego świata, które należy odrzucić lub skrycie pogrzebać. Z kolei znaczna część niemieckojęzycznego świata katolickiego wydaje się myśleć, że „duch Soboru Watykańskiego II” był zaproszeniem do wynalezienia katolicyzmu na nowo, jako jeszcze jednej liberalnej denominacji protestanckiej.

Więcej ...

Wiara, braterstwo i służba [Zaproszenie]

2024-02-22 10:01

Materiał Organizatórów

Mężczyźni św. Józefa zapraszają do wspólnej modlitwy i wielbienia Jezusa Chrystusa na spotkaniu dla mężczyzn, które odbędzie się w piątek 23 lutego 2024 o 18.00 w kościele pw. św. Karola Boromeusza przy ul. Kruczej 58 we Wrocławiu.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Świadectwo: Najlepiej stracony czas to czas stracony dla...

Wiara

Świadectwo: Najlepiej stracony czas to czas stracony dla...

Szansa na Wielki Post - wyjątkowe rekolekcje w...

Kościół

Szansa na Wielki Post - wyjątkowe rekolekcje w...

Świadectwo: Marysia żyje na przekór diagnozom

Wiara

Świadectwo: Marysia żyje na przekór diagnozom

Kard. Dziwisz: świętość człowieka wyraża się przede...

Kościół

Kard. Dziwisz: świętość człowieka wyraża się przede...

Watykan: papież przyjął kardynała Dziwisza

Kościół

Watykan: papież przyjął kardynała Dziwisza

W pierwszy piątek Wielkiego Postu w 18 krajach katolicy...

Kościół

W pierwszy piątek Wielkiego Postu w 18 krajach katolicy...

On dokona potrzebnych cudów, uwolni, uzdrowi, uświęci

Wiara

On dokona potrzebnych cudów, uwolni, uzdrowi, uświęci

Czy Kościół powinien płakać i przyznawać się do win?

Kościół

Czy Kościół powinien płakać i przyznawać się do win?

Ks. prof. Tomasik: projekt wykreślenia religii ze...

Kościół

Ks. prof. Tomasik: projekt wykreślenia religii ze...