Reklama

Niedziela Częstochowska

Klasztor za uśmiechniętą furtą

Siostra Teresa i matka Elżbieta Cieszyńska z ulubieńcem

Karol Porwich/Niedziela

Siostra Teresa i matka Elżbieta Cieszyńska z ulubieńcem

Ludzie w Wieluniu mówią: tam jest cisza i spokój, idź do sióstr, one poradzą – głos m. Elżbiety Cieszyńskiej jest przekonujący.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zapukaliśmy do klasztornej furty sióstr bernardynek w Wieluniu. W okienku ujrzeliśmy rozsłonecznioną twarz s. Beaty, która zaprowadziła nas do rozmównicy. Będąc do naszej dyspozycji, spełniała jednocześnie „furtiańskie” obowiązki. – Fundament pod moje życie położył ojciec. W domu wisiał duży obraz św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Patrząc na niego, mówiłam tacie, że gdy dorosnę, to będę taka jak ta pani z obrazu. Ojciec mi bardzo dużo opowiadał o św. Teresce. Później czytając o niej, pomyślałam, że może będę siostrą zakonną. Chciałam być karmelitanką, a zostałam wieluńską bernardynką. Od 52 lat pełnię w klasztorze obowiązki zakrystianki i furtianki. Na początku pobytu pomagałam s. Klarze, która mnie wprowadzała w obowiązki i bardzo dużo nauczyła. Kiedyś przyniosłam jako postulantka kwiaty z ogrodu. Powąchałam je i postawiłam w kościele. A siostra Klara powiedziała: Zosiu (nie miałam jeszcze wtedy imienia zakonnego), pierwszy zapach jest dla Pana Jezusa. Wtedy uświadomiłam sobie, na czym polega poczucie sacrum. Do tej pory pielęgnuję pamięć o s. Klarze – zwierza się s. Beata.

Świat za klauzurą

Reklama

Siostry bernardynki są zakonem kontemplacyjnym. Oddzielone od świata klauzurą, starają się żyć w skupieniu ducha. Co prawda mają telewizor, ale korzystają z niego tylko za pozwoleniem matki przełożonej przy szczególnych okazjach. – Nie oglądam, nie mam czasu. Radia też nie słucham, ale nie żyję w ciszy – mówi z werwą s. Beata i dodaje: – Tutaj przychodzi codziennie po jedzenie ok. 80 głośnych osób – śmieje się i nagle przerywa rozmowę, bo do furty dobija się Hindus. – Nie zna języka polskiego, ale chrześcijanin. Podziwiamy go, jak w kościółku się modli. Każdy, kto przyjdzie do furty, nigdy nie odejdzie głodny – tłumaczy i pędzi do furty. Korzystamy z jej nieobecności i rozmawiamy z s. Teresą, która ukończyła studia teologiczne i pracuje z młodszymi siostrami, pełniąc funkcję mistrzyni. – Moim zadaniem jest towarzyszyć dziewczynom, które rozpoczynają życie w zakonie. Każda z nich jest dla nas darem i zadaniem – opowiada o swojej roli we wspólnocie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Modlitwa

Reklama

– Formalnie modlimy się kilka godzin dziennie, ale trudno policzyć czas przeznaczony tylko na modlitwę, bo ona trwa również podczas pracy – podkreśla s. Teresa. – Próśb o modlitwę jest znacznie więcej niż dawniej, bo łatwiej do nas dotrzeć dzięki internetowi i telefonom – dopowiada s. Beata. – W naszym kościele mamy całodzienną adorację. Zmieniamy się co pół godziny i towarzyszymy Panu Jezusowi. Codzienna Msza św., Komunia św. i adoracja stanowią centrum naszego życia, stąd czerpiemy siły, by sprostać naszemu powołaniu – zaznacza s. Teresa. Po jakimś czasie dołącza do rozmowy matka przełożona Elżbieta Cieszyńska. – Każde pokolenie sióstr bernardynek od 400 lat mierzy się z rzeczywistością danego czasu. Od czterech wieków trwamy w pierwotnym charyzmacie modlitwy i pokuty; nieustannie czynimy zadość za grzechy świata i ludzi. Modlimy się za grzeszników, wynagradzamy Bogu zniewagi. – Naszym zadaniem jest bycie matkami dla innych. Ofiarujemy im duchowe macierzyństwo; dajemy to, co zdobywamy na modlitwie. Ja po takiej rozmowie idę do Pana Jezusa i polecam Mu tego człowieka – podkreśla s. Teresa. – W duchu św. Franciszka nie osądzamy nikogo, kto zapuka do furty. Nasza furta jest oblężona, bo ludzie odczuwają nasze otwarcie, pomimo zamknięcia. A my przyjmujemy ludzi takimi, jakimi są, z całą szczerością naszych serc, a potem zabieramy w naszą codzienność – słowa przełożonej wybrzmiewają znacząco w murach rozmównicy.

Matka Elżbieta Cieszyńska wcześnie odczytała swoje powołanie, które wzrastało już pod sercem jej matki. – Wychowywałam się przy parafii ojców oblatów. Kiedy wracali z misyjnych podróży, dzielili się wspomnieniami z pracy w dalekich krajach. Myślałam, że ja też tak chcę pomagać. Ale zdałam sobie sprawę, że jak pojadę np. do Kamerunu, to pomogę tylko nielicznym. I odkryłam, że z pomocą do wszystkich dotrę przez modlitwę i ofiarę z życia – tłumaczy.

W ogrodzie

Po dłuższej rozmowie siostry zapraszają nas do ogrodu, którego teren patrolują Reksio, Azor i Maks. Każdy ma swoją budę. – Psy są z nami ze względów bezpieczeństwa. Kilka lat temu było włamanie do klasztoru, a pies zawsze narobi trochę hałasu – s. Teresa rzuca piłeczkę pieskom i dodaje: – Mamy też 48 kur. Nie wiem, czy do momentu wydrukowania artykułu ta liczba będzie się zgadzała. Z wiadomych względów – śmieje się.

Klasztor był kiedyś na obrzeżach Wielunia. Teraz tkwi w środku miasta, dookoła bloki, a z okien widać wszystko, co się dzieje na podwórku. Mieszkańcy zdają się mieć darmowe reality show; nic nie da się ukryć. – Tak, ale siostry nie mają nic do ukrycia. Nasi sąsiedzi dają o nas dobre świadectwo. Podpatrują, jak pracujemy w ogrodzie. Czasami przychodzą ze szczególną prośbą, np. proszą o świeżego buraczka wyhodowanego na naturalnym nawozie dla chorego dziecka z anemią – opowiada m. Cieszyńska.

Reklama

W ogrodzie bernardynki uprawiają ok. 800 krzaków pomidorów, ponadto: ogórki, marchewkę, seler, pietruszkę, sałatę; hodują kwiaty potrzebne również do dekoracji kościoła. Część sprzedają.

Ludzka życzliwość

– Ale my tak naprawdę żyjemy z tego, co nam dobrzy ludzie dadzą. Miałyśmy budynek gospodarczy – spichlerz, który niszczał. Postanowiłyśmy go wyremontować dla nowicjatu, bo siostry z nowicjatu do tej pory mieszkały w trudnych warunkach. Nie miałyśmy na to pieniędzy. Ale ludzie pomogli. Budynek udało się wyremontować przed pandemią. Lato też nam sprzyjało, bo było ciepłe i świeżo tynkowane mury nie nasiąkały wodą. Święty Józef nami rządzi. My wszystko powierzamy św. Józefowi; niech się martwi. Mamy dobrą komitywę z ludźmi i z niebem. Święty Józef jest u nas gospodarzem – raduje się s. Beata. – Ludzie o nas pamiętają. Przynoszą dary serca. Często są to osoby z okolic Wielunia, które kultywują starą tradycję pomagania siostrom – moja babcia pomagała to i ja to robię, i moje dzieci też o tym nie zapomną – tłumaczy s. Teresa.

Paradoksy bernardynek

Siostry nie mogą wyjeżdżać do rodziny, na rodzinne uroczystości. Takie obowiązują zasady. – Czasami będąc daleko, można być bliżej, niż gdyby się było na miejscu. Moja rodzina tego doświadcza. Niby nie jestem z nimi, ale mama mówi, że teraz jestem bardziej z nimi, niż kiedy byłam w domu faktycznie – opowiada s. Teresa.

– W klasztorze dożywamy swych dni. Wszystkie różnimy się charakterami, zdolnościami, poglądami, ale mamy wspólny cel – pragniemy być świętymi i jak najwięcej osób doprowadzić do zbawienia – zakonnym credo podsumowuje rozmowę m. Elżbieta Cieszyńska.

Podziel się:

Oceń:

2022-06-21 13:48

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

22 lipca w kościele w parafii św. Barbary w Wieluniu

Zofia Białas/Niedziela

22 lipca to dzień liturgicznego wspomnienia św. Marii Magdaleny, uczennicy Chrystusa, Apostołki Apostołów i pierwszego świadka Zmartwychwstania. Przypomniała o tym przeczytana Ewangelia wg św. Jana ukazująca Marię Magdalenę płaczącą przy grobie Chrystusa

Więcej ...

Świecki ekonom Archidiecezji Krakowskiej: ta praca to dla mnie wyzwanie

2026-09-30 14:04
Lucjan Tabaka, ekonom Archidiecezji Krakowskiej

Archidiecezja Krakowska

Lucjan Tabaka, ekonom Archidiecezji Krakowskiej

Lucjan Tabaka, ekonom Archidiecezji Krakowskiej, uczestniczący w odbywającym się w środę 30. września w Warszawie spotkaniu ekonomów diecezjalnych z sekretariatem KEP, powiedział KAI, że traktuje swoją pracę jako wyzwanie ze względu na ogrom spraw w Archidiecezji, która posiada wiele nieruchomości i musi utrzymać wiele wysokiej klasy zabytków. „To jest dla mnie duże wyzwanie, bo w tym majątku kryje się wielki potencjał i wielkie ryzyko” - powiedział Tabaka, który został mianowany na swoje stanowisko 1 lipca tego roku jako pierwszy w Kościele w Polsce ekonom świecki.

Więcej ...

Kim są nominowani do tegorocznych nagród TOTUS TUUS?

2026-10-01 11:35

dzielo.pl

Hospicjum im. Jana Pawła II w Żorach, Fundacja Donum Vitae, Krystyna de Walden-Gałuszko, Paweł Bębenek, Janusz Rosikoń, Mateusz Środoń, Jan Grosfeld, Milena Kindziuk, Jadwiga i Jacek Pulikowscy, Fundacja „Instytut Nowych Mediów”, „Pielgrzymi Nadziei” oraz VaticanNews.pl - to nominowani do tegorocznych Nagród TOTUS TUUS. Statuetki w kształcie anioła wzbijającego się do lotu wręczane są osobom i instytucjom, które inspirując się nauczaniem św. Jana Pawła II w sposób szczególny przyczyniają się do budowania cywilizacji miłości. Nagrody wręczone zostaną podczas gali na Zamku Królewskim w Warszawie, 10 października 2026, w sobotę przed Dniem Papieskim.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Niedziela Świdnicka

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

31 powodów, by wziąć różaniec do ręki. Rusza...

Wiara

31 powodów, by wziąć różaniec do ręki. Rusza...

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Wiara

Nowenna do św. Franciszka z Asyżu

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus -

Święci i błogosławieni

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest...

Jarosław: atak nożownika miał miejsce przed Mszą św.,...

Wiadomości

Jarosław: atak nożownika miał miejsce przed Mszą św.,...

Nowenna do św. Michała Archanioła

Wiara

Nowenna do św. Michała Archanioła

Jarosław: atak nożownika na terenie opactwa

Wiadomości

Jarosław: atak nożownika na terenie opactwa

Hiszpania: konsekrowane hostie rozrzucone na placu miejskim

Kościół

Hiszpania: konsekrowane hostie rozrzucone na placu miejskim

Ciężki, ale stabilny stan ks. Marka Pieńkowskiego

Wiadomości

Ciężki, ale stabilny stan ks. Marka Pieńkowskiego