Reklama

Niedziela Zamojsko - Lubaczowska

Tyś jest Bóg prawdziwy!

Procesja Bożego Ciała w Sanktuarium św. Marii  Magdaleny w Biłgoraju

Joanna Ferens

Procesja Bożego Ciała w Sanktuarium św. Marii Magdaleny w Biłgoraju

W jeden jedyny dzień w roku ulice polskich miast i wiosek przemieniają się w świątynie pod gołym niebem. Zieleń trawy, wybrukowane place, asfaltowe drogi i polne ścieżki stają się drogami procesji.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Chrystus – ukryty w konsekrowanej Hostii – niesiony w monstrancji wychodzi do ludzi, błogosławi domom, pracy, codziennym sprawom. To niezwykłe i piękne, a także bardzo głębokie duchowo. Mowa oczywiście o uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, znanej szerzej jako Boże Ciało – jednym z najważniejszych i najbardziej charakterystycznych świąt Kościoła katolickiego.

W kulturze polskiej Boże Ciało zadomowiło się mocno – to czas koron szumiących wiatrem brzóz, śpiewanych pieśni eucharystycznych, barwnych procesji, dziewczynek sypiących płatki kwiatów i chłopców niosących dzwonki czy duży, drewniany różaniec. Tradycja, religia, wiara i kultura splatają się tutaj nierozerwalnie. Ale zanim wejdziemy w ten bogaty świat zwyczajów, warto zatrzymać się przy korzeniach – przy historii tego święta, które nie od razu zyskało powszechną akceptację w Kościele.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Objawienie, które zmieniło świat

Reklama

Początki Bożego Ciała sięgają XIII wieku. Choć kult Eucharystii obecny był w Kościele od jego zarania, długo nie istniała osobna uroczystość poświęcona Najświętszemu Sakramentowi. Przełom nastąpił dzięki objawieniom, jakich doznała młoda augustianka, bł. Julianna z Cornillon, przeorysza klasztoru w Mont Cornillon w pobliżu Liege. Już jako szesnastoletnia dziewczyna miała widzenia, w których Chrystus wyraźnie prosił o ustanowienie osobnego święta ku czci Jego Ciała i Krwi – znaku Jego stałej, realnej obecności pośród ludzi. Widzenie to powtarzało się przez lata, aż w 1246 r. miejscowy biskup Robert z Thourotte, po zbadaniu sprawy, ustanowił święto dla diecezji Liege. On też poprowadził pierwszą eucharystyczną procesję ulicami miasta. To jednak nie zakończyło trudności. Po śmierci biskupa święto popadło w zapomnienie, a sama Julianna została zmuszona do opuszczenia klasztoru. I dopiero opatrznościowy splot wydarzeń, a może raczej Boży plan, sprawił, że sprawa powróciła na najwyższy szczebel kościelnej hierarchii.

Papież, który uwierzył

Wszystko zmieniło się dzięki cudowi w Bolsenie. W roku 1263 kapłan, odprawiając Mszę św., zwątpił w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Wtedy, podczas przeistoczenia, z kielicha wylała się krew – ślady tej Krwi do dziś przechowywane są na korporale w katedrze w Orvieto. Papież Urban IV, przebywający w pobliskim Orvieto, potraktował cud jako potwierdzenie objawień Julianny. W 1264 r. wydał bullę Transiturus, w której ustanowił Boże Ciało świętem dla całego Kościoła. Co ciekawe, choć Urban IV wprowadził uroczystość, bulla nie została ogłoszona za jego życia. Dopiero Jan XXII w 1317 r. oficjalnie wprowadził Boże Ciało do kalendarza liturgicznego całego Kościoła. Do Polski święto dotarło stosunkowo wcześnie. Już w 1320 r. wprowadził je w diecezji krakowskiej biskup Nankier. W 1420 r., na synodzie gnieźnieńskim, stało się świętem powszechnym w całym Królestwie Polskim. Szybko zyskało popularność – zwłaszcza dzięki barwnym procesjom i niezwykłej oprawie.

Duchowy wymiar święta

Reklama

Boże Ciało to jednak nie tylko barwna procesja czy religijno-folklorystyczne widowisko. To przede wszystkim święto wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Wierzymy, że podczas każdej Mszy Św. chleb i wino naprawdę stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Ta wiara nie jest jedynie symbolem – jest dogmatem, który ma głęboki sens duchowy. Wychodząc z monstrancją na ulice, Kościół mówi: „Chrystus jest z nami – w radości, w pracy, w trudzie, w zwykłej codzienności”. Bóg nie jest odświętnym gościem naszych świątyń. On jest z nami zawsze – i dziś w Boże Ciało pokazujemy to całemu światu.

Chrystus idzie pośród nas...

W świecie coraz bardziej laicyzującym się, procesje Bożego Ciała mogą wydawać się anachronizmem. Zdarza się, że przeszkadzają w ruchu drogowym, irytują kierowców, prowokują pytania: „Po co to wszystko?”. Odpowiedź jest prosta: by przypomnieć światu, że Bóg jest obecny. I że wciąż idzie ze swoim ludem. Dzień ten staje się okazją do publicznego wyznania wiary, do wspólnotowego przeżycia tego, co na co dzień ukryte. Jest manifestacją – nie w sensie politycznym, lecz duchowym. Procesja Bożego Ciała przypomina, że chrześcijaństwo nie jest zamknięte w czterech ścianach świątyni. Ma żyć na ulicy – w pracy, w szkole, w domu, w codziennych decyzjach. Boże Ciało to święto wiary chodzącej ulicami. I wiary, która nie wstydzi się być widoczna.

...a my idziemy za Nim

...i tak co roku, na nowo, wychodzimy z naszych kościołów, ze świątyń zbudowanych ludzkimi rękami, by wyruszyć w procesji. Nie w głąb, lecz na zewnątrz – w przestrzeń codzienności, by ogłosić światu, że Bóg żyje i jest obecny. Jak przypomniał proboszcz ks. Krzysztof Jankowski podczas uroczystości w parafii św. Michała Archanioła w Soli: – W czasie każdej Mszy św. wyrażamy Jezusowi wdzięczność za to, że pozostał z nami na zawsze pod postaciami chleba i wina. Wykorzystajmy tę szansę do publicznego wyznania wiary – powiedział.

Reklama

Procesja Bożego Ciała nie jest spacerem czy pochodem. To nie pamiątka – to manifest obecności Boga. Ks. Krzysztof Portka, ojciec duchowny kapłanów diecezji zamojsko-lubaczowskiej przypomniał, że Bóg w przedziwny sposób chciał się posłużyć człowiekiem, aby sprawy Boże łączyły się ze sprawami ludzkimi. Bóg chodzi tymi drogami na co dzień – podkreślał. I trudno się z nim nie zgodzić. Każdy, kto wraca nocą z pracy i spojrzy na światło wiecznej lampki delikatnie sączące się z okna kościoła, może sobie przypomnieć: On tu jest. Więzień miłości – obecny w tabernakulum. Czeka. Nawet jeśli Go nie zauważamy, nawet jeśli mijamy świątynię z obojętnością – On tam jest. Nieustannie gotów, by dzielić się miłością, pokojem, dobrocią.

Tym bardziej wymowne stają się słowa ks. dziek. Witolda Batyckiego, który w sanktuarium św. Marii Magdaleny mówił: – Płynie pod baldachimem nieba złocista jak słońce Monstrancja z hostią białą, z Panem dobrym jak chleb. Bóg jest między nami. Tak, Bóg dobry jak chleb. Taki zwyczajny – i taki niepojęty zarazem. Tego dnia unoszą się dymy kadzideł, śpiewają chóry, dzieci sypią kwiatki, a dzwony rozbrzmiewają w niebo. Ale w tym wszystkim chodzi o jedno: o spotkanie. Spotkanie z Tym, który dziś puka do naszego serca – z ulicy, nie z nieba. Bo On wie, że do naszych serc często bliżej Mu właśnie stamtąd.

Eucharystia w oczach dwóch pasterzy

Jak przypominał św. Jan Paweł II, procesje Bożego Ciała są „niezwykle wymownym świadectwem prawdy, że Pan Jezus nadal idzie po drogach świata”. Nadal. Czyli nie tylko wtedy, gdy byliśmy dziećmi i wszystko wydawało się prostsze. Nie tylko wtedy, gdy nasze domy były pełne ludzi, a święta przeżywane wspólnie. Ale i teraz – w codzienności, która bywa szara. On idzie – jak wtedy do Emaus – i pyta: „O czym tak rozmawiacie?”. I w tym pytaniu zawiera się wszystko. Bo Bóg nie przychodzi z wyrzutem, ale z czułością. Nie wymaga – lecz zaprasza. Na nowo. Każdego roku. Każdego dnia. „Eucharystia nie jest nagrodą dla dobrych” – przypomniał papież Franciszek – „ale mocą dla słabych, dla grzeszników, jest przebaczeniem, jest pokarmem na drogę”. To zdanie warto powtarzać sobie zawsze, kiedy pojawi się pokusa, by myśleć o sobie: „Nie jestem godny”. Bo nikt z nas nie jest. Ale On nie przychodzi do godnych – On przychodzi do potrzebujących.

Tyś jest Bóg prawdziwy!

Procesja Bożego Ciała to tylko chwila – zaledwie kilka godzin raz w roku. Ale jej sens można nosić w sercu przez całe życie. Można żyć tak, jakby wciąż za tym baldachimem iść – z pieśnią na ustach i wiarą w sercu. I mieć pewność, że kiedy nadejdzie nasza ostatnia procesja – ta już nie ziemska – On wyjdzie nam na spotkanie. „Witaj, Jezu, Synu Maryi, Tyś jest Bóg prawdziwy” – zaśpiewamy wtedy. I będzie to pieśń nie tylko na zakończenie uroczystości, ale na rozpoczęcie wieczności.

Podziel się:

Oceń:

2025-06-24 13:12

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Podążając za Najświętszym Sakramentem

Bożena Sztajner

Więcej ...

Rozważanie abp. Andrzeja Przybylskiego: XXII niedziela zwykła

2025-08-29 22:44

Adobe Stock

Więcej ...

Matka bł. Carlo Acutisa: mój syn sprawił, że wiele osób zbliżyło się do Kościoła i wiary

2025-08-31 07:57

mk

Matka włoskiego błogosławionego Carlo Acutisa (1991-2006) Antonia Salzano powiedziała PAP przed jego kanonizacją, która odbędzie się w Watykanie 7 września, że za sprawą kultu do jej syna bardzo wiele osób zbliżyło się do Kościoła i wiary. Jak stwierdziła, to dlatego został nazwany „Bożym influencerem”.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Czym jest chrześcijańska pokora?

Wiara

Czym jest chrześcijańska pokora?

Pandemiczna pycha

Wiara

Pandemiczna pycha

Opowieść o drewnianym świecie

Wiara

Opowieść o drewnianym świecie

Matka bł. Carlo Acutisa: mój syn sprawił, że wiele...

Kościół

Matka bł. Carlo Acutisa: mój syn sprawił, że wiele...

Mjr Maciej „Slab” Krakowian – jeden z najbardziej...

Wiadomości

Mjr Maciej „Slab” Krakowian – jeden z najbardziej...

MSZ: Watykan odpowiedział na protest ws. wypowiedzi bp....

Wiadomości

MSZ: Watykan odpowiedział na protest ws. wypowiedzi bp....

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Wiara

Niezbędnik Katolika miej zawsze pod ręką

Miss Kostaryki oddała koronę Matce Bożej

Wiadomości

Miss Kostaryki oddała koronę Matce Bożej

Zmiany kapłanów 2025 r.

Kościół

Zmiany kapłanów 2025 r.