Reklama

Niedziela Wrocławska

Dzieci czasów wojny

Ginter z mamą i siostrami

Archiwum rodzinne

Ginter z mamą i siostrami

Wojna to nic dobrego. Najbardziej cierpią niewinni ludzie – po jednej i drugiej stronie. My, Niemcy, jako naród zrobiliśmy wiele świństw, ale również wiele wycierpieliśmy jako zwykli ludzie – mówi Ginter Heinemann.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Życie Heinemannów było spokojne i dostatnie do czasów wojny. Ginter, najstarszy w rodzinie, miał jeszcze trzy siostry. Mama pracowała jako pielęgniarka, ojciec był lotnikiem. Dziadek Gintera Heinrich Heinemann posiadał fabrykę cygar i kilka ośrodków wczasowych w Kudowie, gdzie zatrudniał ludzi. Był dobrym pracodawcą a cała rodzina Heinemannów cieszyła się szacunkiem sąsiadów. Wszystko skończyło się w momencie wybuchu wojny. Ojciec został powołany do wojska i już nie wrócił do domu.

Po wojnie było jeszcze gorzej. Niemcy jako przegrani byli wysiedlani ze swoich domów. – Dziadek został uznany za kapitalistę i wroga władzy. Miał godzinę na spakowanie swoich rzeczy i opuszczenie domu. Zabrał 20 kg bagażu i musiał opuścić swój dworek. Płakał jak dziecko. Od tamtej pory nie mam własnego domu. Ten, w którym mieszkam, wynajmuję. Widziałem, jak w jednej chwili można stracić wszystko – mówi Ginter i dzieli się wspomnieniem z tamtego okresu. Dziadek z całą rodziną został przeniesiony do pomieszczeń dla służby. Rozpoczął pracę w fabryce, by utrzymać swoją rodzinę. Pewnego dnia zobaczył, jak w łóżku, w którym do tej pory spał, wylegują się koty nowego właściciela. Od tamtej pory miał uraz do tych zwierząt.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wysiedleńcy

Reklama

Przesiedlenia dotknęły też ludność ze Wschodu. Zza Buga przyjeżdżali ludzie z dobytkiem i zajmowali dotychczasowe niemieckie gospodarstwa koło Czermnej. Do Kudowy trafił Polak o nazwisku Sikora i rozpoczął pracę na roli, by utrzymać swoją rodzinę. U niego 10-letni Ginter znalazł zatrudnienie. Mama pracowała wówczas jako sprzątaczka, zatrudniana przez państwa Kwiatkowskich. Praca u Sikory nie była łatwa. Choć na gospodarza Ginter nie może powiedzieć złego słowa, to dla 10-letniego chłopaka była to praca ponad siły. Ciężkie worki i wiadra z paszą to codzienność w gospodarstwie. Dojenie krów, zbieranie jajek, praca na roli. Oprócz zapłaty na koniec każdego dnia pracy Ginter dostawał konewkę mleka i trochę produktów rolnych, które zanosił mamie i siostrom. Niósł je kilka kilometrów i wracał późną nocą do gospodarstwa, by tam przespać kilka godzin w stodole na sianie. Skoro świt wstawał do pracy. Tak pracował 5 lat.

Ginter podkreśla, że wojna obnaża człowieka, pokazuje do czego jest zdolny – czasem do największych poświęceń a czasem wyzwala najniższe instynkty. – W Kudowie był Ukrainiec, należący do granatowej policji. W czasie wojny jeździł na koniu i bił batem Polaków. Po wojnie zaś wstąpił do polskiej służby i tym samym batem bił Niemców. Nieraz dostałem batem przez plecy, bo jako niemieckie dziecko musiałem nosić białą opaskę na ręce – mówi Ginter i dodaje: – Został on później rozpoznany przez ludzi i powieszony na rynku. Takich ludzi było wielu podczas wojny i w czasach powojennych.

Pragnienie nauki

Reklama

Ginter bardzo chciał się uczyć. Zapisał się do Szkoły Powszechnej w Kudowie. – Tam nauczycielki Stanisława i Genowefa Wilkosz kazały mi zdjąć opaskę z ręki i dały mnie do 4 klasy, ponieważ miałem skończone kilka klas w szkole niemieckiej – opowiada Ginter. Podjął też wtedy pracę palacza w szkole. Pracą miał zajmować się dziadek, ale ponieważ był już słaby, wykonywał ją jego wnuk. Wstawał o 6 rano i rozpalał piec, naukę rozpoczynał o godz. 8. Później skończył 2 lata szkoły w miejscowości Zakrzew, by mieć ukończoną pełną Szkołę Podstawową. Kolejnym etapem nauki był Dzierżoniów i Technikum Radio--Techniczne. Trafił tam w wieku 16 lat. – Tam nauczycielką matematyki była Żydówka. Miała wytatuowany numer obozowy na ręce. Mogłem sobie tylko wyobrazić, co przeszła z rąk Niemców. Wiedziała, że mój ojciec należał do Luftwaffe i nie wrócił z wojny. Gdy zdawałem u niej egzamin, pomyślałem sobie: to koniec mojej nauki. Ale było zupełnie inaczej. Dużo mi pomogła. Nigdy nie usłyszałem od niej złego słowa – opowiada Ginter i wspomina, jak pomagał nauczycielce, wyprowadzając codziennie jej dwa psy na spacer.

Nauczycielka wiedziała, że chłopak jest inteligentny i ambitny. Wiedziała też, że ciężko pracował na utrzymanie młodszych sióstr. Okazała mu dużo zrozumienia i pomocy.

Z czegoś trzeba żyć

Po wejściu wojsk rosyjskich rodzina Heinemann mogła jeszcze jakiś czas mieszkać w fabryce, później wszyscy zostali wyrzuceni. – Gdy Rosjanie wyrzucili dziadka z fabryki, dostał on niedaleko Czermnej małe mieszkanko. Nie było tam węgla, pieca, nie było niczego. Razem z kuzynem Waldemarem zorganizowaliśmy wszystko. Później Waldemar wyjechał do Alfeld. Zanim jednak trafiliśmy do tego pomieszczenia, mieszkaliśmy jeszcze w Kudowie w małych mieszkankach, tzw. budach celnych. W czasie wojny przemycaliśmy cygara do Czechosłowacji, za co dostawaliśmy chleb i inne produkty – opowiada Ginter. Ponieważ fabryka cygar została rozgrabiona, Ginter z Waldemarem i mamą Różą robili cygara w piwnicy. Wymieniali je w Czechosłowacji na chleb, mąkę itp. Zimą przechodzili przez granicę w białych poszewkach, by nie było ich widać na śniegu. Ponieważ granica była strzeżona, mogli to przypłacić życiem, ale z czegoś trzeba było żyć.

– Ojciec Gintera Rudolf Julian Fritz Heinemann był lotnikiem w czasie wojny. Po wojnie nie wrócił do rodziny, wiemy tylko tyle, że nie chciał przyjechać do Polski, ponieważ się bał. Gdy wracał z jeńcami wojennymi, zatrzymał się na terenie dawnego NRD. Nie znamy jego dalszych losów – mówi Maryla, żona Gintera.

Wyprzedzili czasy

Reklama

Z Ginterem poznali się przez jego siostrę Ursulę Bekierman, mieszkającą jeszcze wtedy we Wrocławiu, jej męża Staszka Bekiermana, kierownika domu towarowego we Wrocławiu oraz mamę Maryli, która prowadziła kiosk Ruchu w tymże domu towarowym. Ursula wraz z mamą Maryli zaaranżowały tę znajomość, ponieważ już wtedy Ginter wyjechał z Polski. Można powiedzieć, że młodzi wyprzedzili czasy i poznali się „wirtualnie”, ze zdjęć. Później Maryla, mając zaledwie 22 lata, wykazała się wielką odwagą i pomimo sprzeciwu rodziców pojechała na spotkanie do Niemiec. Przypadli sobie do gustu. Ślub odbył się zaocznie w 1966 r., ponieważ Ginter uznany za wroga władzy ludowej nie dostał pozwolenia na przyjazd do Polski. W urzędzie Stanu Cywilnego we Wrocławiu reprezentował go szwagier Jan Cyfert.

Wspólne życie małżonków to również duże przedsięwzięcie. Niełatwo było zdobyć pozwolenie na wyjazd z Polski. Gdy w końcu się to udało, pracujący w PKP ojciec Maryli zorganizował wagon do przewozu mebli i całego posagu i tak jego młodsza córka wyruszyła w świat układać sobie życie.

Ginter nie zapomniał o tych, którzy w trudnym czasie wyciągnęli do niego pomocną dłoń. W stanie wojennym wysyłał paczki do małżeństwa Sikorów, znaczki filatelistyczne do dyrektora szkoły w Dzierżoniowie i inne upominki. Gdy już mógł przyjechać do Polski, odwiedzał swoich dobroczyńców z czasów powojennych.

– Czasy wojny to straszne czasy, szczególnie dla rodzin i dzieci. Cierpią niewinni ludzie po obu stronach konfliktu. To nie powinno się nigdy wydarzyć – zamyśla się Ginter.

Podziel się:

Oceń:

2025-08-26 10:50

[ TEMATY ]

Wybrane dla Ciebie

Ferie zimowe spędzone z parafią

Ks. Kamil Osiecki z grupą dzieci i młodzieży

Ks. Kamil Osiecki

Ks. Kamil Osiecki z grupą dzieci i młodzieży

Za nami zimowa przerwa semestralna, podczas której wielu kapłanów przy wsparciu rodziców i opiekunów wypełniło czas ferii propozycjami duszpasterskimi dla najmłodszych. Wśród nich były zimowiska, wyjazdy w góry, na narty czy lodowisko. Zabawy w kręgielni, na trampolinach oraz dmuchanych zamkach. Zwiedzanie kościołów, muzeów, gry zręcznościowe i komputerowe. Nie zabrakło modlitwy i Mszy św.

Więcej ...

Komunikat diecezji warszawsko-praskiej: Liturgię Wigilii Paschalnej wolno rozpocząć najwcześniej o godz. 20:00

2026-10-06 19:40
Wigilia Paschalna u łódzkich dominikanów

Joanna Popławska

Wigilia Paschalna u łódzkich dominikanów

Biskup warszawsko-praski Romuald Kamiński określił zasady dotyczące celebracji Wigilii Paschalnej w diecezji. Zgodnie z komunikatem Komisji Liturgicznej liturgia będzie mogła rozpocząć się najwcześniej o godz. 20.00.

Więcej ...

Kaplica z drukarki 3D stanęła w Czechach. Ma niezwykły kształt

2026-10-07 12:35
W Czechach stanęła kaplica wykonana w technologii druku 3D

Adobe Stock / facebook.com/litomysl.ofic

W Czechach stanęła kaplica wykonana w technologii druku 3D

Czeskie miasto Litomyšl wzbogaciło swój krajobraz o niezwykłą nowość: kaplicę wykonaną drukarką 3D. Modernistyczna miniświątynia została zbudowana z drukowanych betonowych modułów, ma dziewięć metrów wysokości. Kaplica ma upamiętniać działalność zakonu pijarów w tym mieście we wschodnich Czechach - poinformowały czeskie media.

Więcej ...

Reklama

Najpopularniejsze

Komunikat diecezji warszawsko-praskiej: Liturgię Wigilii...

Kościół

Komunikat diecezji warszawsko-praskiej: Liturgię Wigilii...

Oświadczenie biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla po...

Kościół

Oświadczenie biskupa bielsko-żywieckiego Romana Pindla po...

Czujesz, że Bóg milczy? Pamiętaj o tej tajemnicy...

Wiara

Czujesz, że Bóg milczy? Pamiętaj o tej tajemnicy...

Nowenna do św. Teresy od Jezusa

Wiara

Nowenna do św. Teresy od Jezusa

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kościół

Wiemy już, ilu zgłosiło się kandydatów do kapłaństwa...

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Kościół

Kolejne dzwony kościelne będą musiały zamilknąć? W...

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Wiara

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił...

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Niedziela Świdnicka

Po Mszy ustawili się przy trumnie. Tak Wałbrzych...

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...

Kościół

Biskup spotkał się z parafianami. Potem agresywny tłum...