Z teologicznego punktu widzenia nie jest to żadna nowość. Chrześcijaństwo od początku wyrastało z codzienności. Bóg objawiał się nie „obok” życia, ale w jego środku. I dokładnie do tego źródła odwołują się dziś ci, którzy żyją wiarą, często intuicyjnie. – Kiedyś wydawało mi się, że wiara wymaga ode mnie idealnego skupienia i długich praktyk religijnych – mówi Anna Kot, nauczycielka z Lublina. – Dziś wiem, że najczęściej przychodzę do Boga zmęczona, z głową pełną spraw. I że to też jest w porządku – stwierdza. Teologia nazywa to wcieleniowym wymiarem wiary, przekonaniem, że Bóg nie czeka na człowieka jedynie w kościele, w chwili ciszy i doskonałej koncentracji, ale przychodzi także w zmęczeniu, chaosie dnia. Wiara zaczyna się nie od idealnych warunków, ale od gotowości, by dopuścić Boga do realnego życia.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




