Najbardziej rozpoznawalny na świecie fotograf nie mógł mieć chyba innej zawodowej drogi. Jego ojciec i dziadek pracowali w Watykanie, a ojciec miał szczególną pasję – fotografowanie, którą przekazał synowi. „Mój ojciec był fotografem amatorem. Abym nie spędzał bezczynnie czasu na ulicy, zaprowadzał mnie do laboratorium fotograficznego w miejscowej szkole. Gdy miałem 6 lat, wiedziałem już wszystko o fotografii” – wspominał kiedyś na łamach Niedzieli Arturo Mari.
Pierwsze zdjęcia
Gdy Arturo miał 16 lat, hrabia Giuseppe Dalla Torre, ówczesny dyrektor L’Osservatore Romano, zobaczył zdjęcia jego autorstwa i 9 marca 1956 r. został on przyjęty jako fotograf do firmy fotograficznej Giordani, ponieważ w tamtych latach przy L’Osservatore Romano nie istniała jeszcze sekcja fotograficzna. Był to czas pontyfikatu Piusa XII. „Mój pierwszy serwis fotograficzny dotyczył uroczystości beatyfikacyjnej w Bazylice św. Piotra, której przewodniczył Pius XII. W tamtych czasach wystąpienia publiczne papieża były rzadkie, ale trwały bardzo długo. Gdy zobaczyłem papieża z tiarą niesionego na tronie, byłem bardzo wstrząśnięty. Ale co miałem robić – pstrykałem zdjęcia” – opowiadał w rozmowie z dziennikarzem Niedzieli Włodzimierzem Rędziochem. Tak się zaczęła praca, której Arturo Mari oddawał się przez ponad 50 lat.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




