W polskim doświadczeniu historycznym bywały chwile, gdy dzieje przestawały być jedynie kroniką bitew, traktatów i politycznych kalkulacji. Były momenty, w których naród odsłaniał swoje najgłębsze duchowe fundamenty. Tak było 1 kwietnia 1656 r., gdy król Jan Kazimierz klęczał w prezbiterium katedry lwowskiej i składał śluby, których główną treścią było ustanowienie Najświętszej Maryi Panny Królową Korony Polskiej.
Konające imperium
W końcu 1655 r. Rzeczpospolita Obojga Narodów, która jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej była jednym z największych europejskich imperiów, stała na skraju upadku. Państwo konało, nękane wyniszczającymi buntami kozackimi, krwawym najazdem moskiewskim i wreszcie wojną ze Szwecją. Większość kraju zajęta była przez wrogie armie, znaczna część magnaterii zdradziła ojczyznę i króla, podporządkowała się Karolowi X Gustawowi, wojska koronne i litewskie były pobite, a nad szlachtą ciążyła hańba kapitulacji pod Ujściem, gdzie runął mit siły tzw. pospolitego ruszenia. Ludność pogrążona była w chaosie i strachu, a Szwedzi i moskiewskie wojska cara Aleksego Michajłowicza plądrowały kraj na taką skalę, jakiej nigdy wcześniej Polacy i Litwini nie doświadczyli, stąd przyjęło się już wtedy określenie „potop”, którego dwa wieki później Henryk Sienkiewicz użył jako tytułu przejmującej drugiej części Trylogii. Król Jan Kazimierz, zagrożony pojmaniem, które zakończyłoby się zapewne wymuszoną abdykacją, schronił się na Śląsku. Prawie każdy widział już koniec Rzeczypospolitej, a dyskusje koncentrowały się jedynie wokół tego, jak szybko on nastąpi.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




