Nad tą wodą straszy. Wszyscy są o tym przekonani; i młodzi, i starsi pytani dziwią się, że ja jeszcze o tym nic nie wiem. Na pewno słychać co noc wołanie i płacz – mówią. Jakże żałosne, jakże przeraźliwe, skóra cierpnie i włosy stają dęba, jak się nawet z daleka usłyszy. Najpierw jakby skamlanie, prośba, a potem skarga i przeklinanie. Są i tacy, co widzieli postać kobiety. Najpierw pojawia się tuż nad wodą, blisko brzegu, wyciąga ręce i woła.
– Jak kto nie spieprzy od razu – a tu dwóch takich było, co się założyli i po pijaku poszli – to się przybliża nagle i wtedy nawet na modlitwę za późno. Ten jeden to zbzikował całkiem.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Kościelny jest przekonany o prawdziwości tych wszystkich zdarzeń. Na moje wątpliwości oburza się, zaperza, denerwuje.
– Tym drugim był mój teść. Z pierwszej ręki wiem. Teść był cwany i nie taki narąbany jak tamten, schował się za drzewo i nic mu się nie stało, ale do śmierci nie chciał o tym mówić.
– No to skąd wiesz?
– Innym, obcym nie chciał mówić. Mnie powiedział ku przestrodze. Ręce mu się trzęsły, jak to opowiadał, i żegnał się co chwilę, a przecież od tamtej pory minęło chyba z jakie 50 lat, bo to za kawalerki jego jeszcze było.




