Pytanie brzmi: jak dziś zakony docierają do młodych mężczyzn? I kim są ci, którzy wybierają seminarium zamiast np. korporacji?
Nie jesteśmy HR
– Każdą rozmowę z kandydatem, który zastanawia się nad wstąpieniem do naszego zakonu, zaczynam od kilku kwestii. Już na wstępie zaznaczam, że nie jestem z działu rekrutacyjnego i nie szukam kandydatów do zakonu – mówi o. Piotr Laskowski, dominikanin. – To, co robi Dominikańskie Duszpasterstwo Powołań, to wychodzenie naprzeciw człowieka, by nie przegapić tego, którego rzeczywiście Bóg powołuje. Człowieka, który zaczyna zadawać sobie pytania i szuka swojej życiowej drogi. Jesteśmy po to, by wyjść mu naprzeciw i pomóc w tym rozeznaniu – podkreśla dominikanin. W zakonie przełożeni powierzyli mu m.in. prowadzenie duszpasterstwa powołań w klasztorze na warszawskim Służewie. Właśnie rozpoczyna piąty rok tej posługi. – W naszym zakonie formacja przed nowicjatem ma jeszcze wcześniejszy etap – prenowicjat. Jest on nietypowy, bo niestacjonarny – to moment formacji zakonnej, ale kandydaci mieszkają jeszcze nie w klasztorze, lecz w swoich dotychczasowych miejscach zamieszkania, pracują bądź studiują. Mają jednak określony program formacyjny i regularne zjazdy. Liczba prenowicjuszy jest stabilna. Co roku zaczyna ich ok. dwudziestu. Nowicjuszy natomiast w minionych latach było średnio ok. dziesięciu, ale w ostatnich 2 latach trochę mniej – w ubiegłym roku pięciu, a w obecnym – siedmiu. Formacja początkowa trwa do ślubów wieczystych, a to, że ktoś rezygnuje w jej trakcie, jest całkiem normalne. Kandydaci mają szansę rozeznawania i my jako wspólnota również rozeznajemy, czy chcemy przyjąć danego kandydata – wyjaśnia dominikanin.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




