W upalne lipcowe popołudnie wybrałem się z synem na Cmentarz Południowy w Warszawie, bo akurat wypadała 3. rocznica śmierci mojego serdecznego szkolnego kolegi. Nigdy nie założył rodziny, zmagał się przez całe dorosłe życie z chorobą psychiczną, zmarł w samotności. Pochowany został w tej części cmentarza, gdzie nie ma pomników, w jednej z mogił usypanych z ziemi, z prostym, drewnianym krzyżem.
Na początku sektora, w którym spoczywa kolega, natknęliśmy się na grób bezimiennej kobiety. Odmówiliśmy „wieczny odpoczynek” i zapaliliśmy znicz. Zaraz potem trafiliśmy na mogiłę kolejnej bezimiennej osoby. Kilka grobów dalej – znów napis NN, czyli skrót od łacińskiego nomen nescio – imienia nie znam. Zacząłem liczyć oznaczone w ten sposób groby. Po 50 – przestałem. Takich grobów na tym cmentarzu jest, jak przypuszczam, kilkaset. Najsmutniejsze jednak w tym wszystkim było to, że znajdują się wśród nich liczne groby opatrzone napisem: „Szczątki ludzkie”. Kilka razy byłem na tym cmentarzu, ale dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak wiele jest tutaj bezimiennych mogił.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





