Jestem wdzięczna Panu Bogu za to, że wtrącił mnie do „lochu” na wieloletni wyrok – 13 lat to dużo. Dziękuję Bogu, że jest cudowny i że On tylko mógł mnie zawrócić z drogi ciemności. Ciężar, który dźwigam, trzeba nieść z pokorą. Mój krzyż to drzewo radości i smutku, na którym co dnia zawieszam swoje sprawy – swoje prośby, modlitwy. Co dnia o przebaczenie trzeba prosić. Świadectwo, które trzeba składać.
Dziś mam – dzięki Bogu – prawdziwych przyjaciół, trzeźwych, którzy mnie otaczają i zza murów więzienia wspierają na wszystkie sposoby, a są oni też w „Niedzieli”.
Nic nie dzieje się bez przyczyny. Od jednego kieliszka zaczęła się spirala zła. Ale nawet najbardziej upadły grzesznik może znaleźć ocalenie w Bogu – tylko przez Jezusa Chrystusa każda dusza może zerwać pęta złego – lecz tego trzeba bardzo chcieć, bo usilna modlitwa czyni cuda. Każdy może się uchwycić liny ratunkowej, którą rzuca Jezus rozbitkom tonącym na wzburzonym morzu tego świata.
Pomóż w rozwoju naszego portalu




