Ks. Mirosław Benedyk: Dorastała Pani w domu, w którym sprawy wiary praktycznie nie istniały. Czy po latach człowiek odkrywa, że bez Boga czegoś mu brakuje?
Magdalena Iwaniszyn: – Dorastałam w rodzinie, w której religia właściwie nie odgrywała żadnej roli. Urodziłam się w latach osiemdziesiątych, a mój tata był policjantem. Były to czasy, gdy otwarte przyznawanie się do wiary mogło kosztować utratę pracy, dlatego nie zostałam ochrzczona jako dziecko. Religia ograniczała się do wieczerzy wigilijnej i opłatka kupionego „od aniołka”. Nikt nie pokazał mi, czym jest modlitwa czy życie z Bogiem.
Jako nastolatka zaczęłam zadawać pytania o sens życia, o to, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. Odpowiedzi, które znajdowałam, całkowicie pomijały Boga. Byłam przekonana, że Go nie ma i potrafiłam bronić swoich poglądów. Dopiero po latach zrozumiałam, że człowiek nosi w sobie przestrzeń, której nie da się wypełnić sukcesem, pracą czy nawet rodziną. Dopiero kiedy odkryłam Bożą miłość, poczułam, że wszystko jest na swoim miejscu. Dziś wiem, że tylko Bóg potrafi zaspokoić najgłębsze pragnienia ludzkiego serca.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





