Wszystkie drogi, jak mówi znane powiedzenie, prowadzą do Rzymu. I te, które rzeczywiście tam w starożytności prowadziły, były znakomite. Podczas ich budowania wyrównywano teren, robiono wykop i rowy odwadniające. Sama droga składała się z kilku warstw żwiru łączonych zaprawą, a na wierzchu układano płyty kamienne. Na terenach bagiennych posiłkowano się wbijanymi w ziemię palami, a na rzekach budowano kamienne mosty. Niektóre z tych dróg przetrwały do dziś w takim stanie, że nadal można po nich jeździć.
Wszystko to błazeństwo
Po upadku cesarstwa rzymskiego nie miał kto dbać o drogi i z czasem uległy zniszczeniu. Wprawdzie Karol Wielki próbował je odnowić, ale nie było już ani specjalistów, którzy by potrafili to zrobić profesjonalnie, ani zrozumienia celu takich działań. W końcu nikt o zdrowych zmysłach dobrowolnie nie podróżował. Dróg więc było niewiele i najczęściej przypominały dzisiejsze udeptane ścieżki, które wiosną i jesienią zamieniały się w nieprzejezdne bagniska. Z większymi podróżami czekano czasem do zimy, kiedy mróz ścinał błoto, a po śniegu czy nawet po zamarzniętych rzekach można było przejechać saniami. Tyle że wtedy nie było odpowiedniej ilości paszy dla koni.
Pomóż w rozwoju naszego portalu





