Nazywała siebie „małym nic”. Nie miała wykształcenia, pochodziła z ubogiej palestyńskiej rodziny i zmarła, gdy miała zaledwie 32 lata. A jednak ponad 100 lat później ludzie na różnych krańcach świata proszą św. Mariam Baouardy – Małą Arabkę – o pomoc wtedy, gdy po ludzku niewiele już można zrobić. Dwa takie przypadki Kościół zbadał szczególnie dokładnie.
Dziecko siniało
W kwietniu 2009 r. w miasteczku Augusta na Sycylii urodził się Emanuele Lo Zito. Od początku było źle. Chłopiec przyszedł na świat przedwcześnie, a niedługo później jego matka zauważyła, że dłonie i stopy dziecka sinieją. Dziecko płakało, chociaż z każdą chwilą coraz słabiej, pojawiły się poważne problemy z oddychaniem. Lekarze odkryli ciężką wrodzoną wadę serca – całkowity nieprawidłowy spływ żył płucnych w odmianie podprzeponowej z niedrożnością. Stan noworodka był krytyczny.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Wtedy w historię rodziny wszedł człowiek, który znał Małą Arabkę. Luigi Ingaliso przekazał rodzicom relikwię karmelitanki i zachęcił ich do modlitwy za jej wstawiennictwem. Modlili się rodzina, znajomi, mieszkańcy Augusty, a także karmelici z Ziemi Świętej. Matka dotknęła relikwią ciała syna... i stan dziecka zaczął się poprawiać.
Reklama
Przypadek Emanuele trafił przed komisje lekarskie procesu kanonizacyjnego. W maju 2014 r. watykańska Konsulta Medyczna uznała przebieg uzdrowienia za niewytłumaczalny z naukowego punktu widzenia. Później teologowie uznali związek między modlitwą do Mariam a uzdrowieniem. Cud otworzył drogę do jej kanonizacji.
Dziewczynka wstała
Przypadek z Sycylii nie był pierwszy. Osiemdziesiąt lat wcześniej, w 1929 r., w galilejskim Szefaram żyła trzyletnia Khazneh Jubran Abboud. Dziewczynka była bardzo słaba. Nie potrafiła samodzielnie siedzieć, stać ani chodzić. Medycyna nie była w stanie pomóc dziecku. Zdesperowana rodzina sięgnęła więc po modlitwę, rozpoczynając nowennę przez wstawiennictwo Mariam Baouardy. Dla mieszkańców Galilei nie była ona postacią nieznaną. Urodziła się przecież w ich ziemi, mówiła ich językiem, znała biedę i cierpienie ich rodzin. 20 grudnia, podczas kolejnych dni modlitwy, wydarzyło się coś, co matka i babcia dziewczynki zapamiętały do końca życia. Khazneh stanęła na nogach. Potem zaczęła chodzić, biegać i podskakiwać. Uzdrowienie było trwałe. Ten przypadek także został zbadany przez Kościół i uznany za cud potrzebny do beatyfikacji Mariam.
Dlaczego właśnie ona?
Mariam sama przez całe życie doświadczała sytuacji, w których wszystko wskazywało na klęskę. Jako dziecko została sierotą. Była uboga i niemal niewykształcona. Jako młoda dziewczyna przeżyła brutalny atak, po którym pozostawiono ją przekonaną, że umiera. Później jako karmelitanka doświadczała chorób, niezrozumienia i cierpienia.
Jej życie obrosło opowieściami o ekstazach, stygmatach, lewitacjach i niezwykłych doświadczeniach mistycznych. Ale nie za nie Kościół ogłosił ją świętą. Najbardziej charakterystyczne było coś znacznie mniej widowiskowego. Pokora. Mariam lubiła nazywać siebie „małym nic”. Nie chciała być kimś wyjątkowym. Całą uwagę kierowała ku Bogu i Duchowi Świętemu. Może właśnie dlatego ponad 100 lat po jej śmierci trafiają do niej modlitwy ludzi, którzy sami czują się mali i bezradni. Rodziców stojących przy łóżku chorego dziecka. Ludzi, którym lekarze nie potrafią już niczego obiecać. Tych, którzy dochodzą do granicy własnych możliwości.





